przygoda · 11 min czytania
Od gołębia do Gołębiewskiego
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Od gołębia do Gołębiewskiego. Autorka: in500
Jakie cisną Ci się słowa, kiedy lecący gołąb sfajdał się na Ciebie? Przecież dobrze wiesz. Wewnątrz ducha mocno przeklinasz, czasami robisz to głośno. Ja się wstrzymałam, lecz kuracjusze turnusu rehabilitacyjnego w Międzywodziu skomentowali ten fakt głośno i często ze śmiechem. - Oj, będzie Pani miała szczęście. - To na szczęście. - Szczęśliwa pani. - Ale panią obrobił. I inne komentarze – nie pamiętam nawet ich wszystkich. A jeden z kuracjuszy powiedział – proszę zapamiętać ten dzień i uważać co się dziś stanie szczęśliwego. Jutro proszę nam o tym opowiedzieć. Byłam zła, bo założyłam białe spodnie i jak to na takich turnusach bywa – chciałam ładnie wyglądać. Ten gołąb w locie zrobił swoje, ciekawe czy się cieszył. Miałam brudną torebkę, bluzkę, spodnie, klapeczki. No cóż miałam robić – wróciłam do pokoju, przebrałam się i dokonałam małego pranka, aby uratować swoją odzież.
Międzywodzie – to taka mała miejscowość nad morzem. Z jednej strony morze i plaża, a z drugiej strony Zalew Kamieński . Typowo wypoczynkowa, taka „pipidówka” jak to kiedyś się mówiło. Potrzeba nawet całej godziny, aby ja przejść wzdłuż i wszerz. To ma swój urok dla osób lubiących spokój i ciszę. Cudowny klimat, zapach nadmorskich sosen. Może właśnie dlatego umiejscowiło się tutaj wiele ośrodków rehabilitacyjnych dla osób pragnących podreperować swoje zdrowie. I tam właśnie udałam się i ja na turnus rehabilitacyjny. Może był i jeszcze jeden powód, może ważniejszy, że właśnie wybrałam tą miejscowość z możliwości kilku, które miałam do wyboru. To dla mnie była wspaniała baza wypadowa dla podróży sentymentalnej. Te okolice tj. Międzyzdroje, Dziwnów, Dziwnówek, Łukęcin, Pobierowo, Pustkowo, Trzęsacz, Rewal, Niechorze, Pogorzelica to miejscowości, w których byłam jako młoda dziewczyna, tj. prawie pół wieku temu (!). I chciałam poszukać emocjonalnie swoją młodość. Miałam szczególny sentyment do tych okolic. Tam przeżyłam swoją pierwszą miłość, tam poznałam swojego przyszłego męża, tam wypoczywałam ze swoją córeczką Kasią. Tak, to właśnie miała być sentymentalna podróż, chciałam poszukać miejsc, w których czułam się szczęśliwa. No i właśnie 8 czerwca 2022 r. wraz z dziewczynami Halinką i Małgosią (uczestniczki turnusu rehabilitacyjnego w ośrodku HPR) powzięłyśmy decyzję, że pojedziemy na kawę do nowo budowanego hotelu Gołębiewskiego w Pobierowie.
Od kiedy dowiedziałam się o budowie tego hotelu w Pobierowie , miałam ogromną ochotę zobaczyć go z bliska. Dużo słyszałam o tej budowie, o samym hotelu, o właścicielu Tadeuszu Gołębiewskim. Niedaleko mojego miejsca zamieszkania tj. na Dolnym Śląsku, konkretnie w Karpaczu znajduje się też hotel Gołębiewski. Nie byłam tam nigdy. Oglądałam reportaże o przedsiębiorcy Tadeuszu Gołębiewskim i przyznam, że byłam zafascynowana. I tym co robił i tym w jaki sposób dążył do celu, jakie było jego podejście do ludzi, życia, pieniądza. Jego przyjęta zasada, że nie ma rzeczy niemożliwych była i moją dewizą życiową. Zazwyczaj realizowałam swoje marzenia. W Tadeuszu Gołębiewskim widziałam też swoje podejście do życia. I ten hotel w Pobierowie, który teraz był w zasięgu moich możliwości tak bardzo mnie kręcił, że musiałam tom pojechać i zobaczyć. To było jedno z moich marzeń. I tak blisko już było do jego spełnienia... No więc tak, razem z Halinką i Małgosią wsiadłyśmy do mojego autka z postanowieniem wypicia kawy w hotelu Gołębiewski. Nawet jeśli kawa będzie tam po 50 zł. To i tak jedziemy - to było nasze postanowienie. Włączyłam nawigacje i wyjechałyśmy z Międzywodzia w kierunku Pobierowa. Tą drogą jeździłam czasami w okresach moich wczasów w tamtych okolicach, było to jednak bardzo dawno temu. Dobrze, że teraz są udogodnienia w postaci GPS. Droga z jednej strony las, z drugiej też las. Podróż bardzo przyjemna. I cel bardzo emocjonujący. Dojeżdżamy do Pobierowa. Nawigacja nas prowadzi. I nagle droga się kończy. Zastawione siatką z napisem „Przejazdu nie ma – teren budowy”. Z tego miejsca jednak oglądamy panoramę bryły hotelu. Jest potężny, stoją dźwigi, w oknach jeszcze nie ma szyb, wszystko jeszcze w budowie. Lecz my chciałyśmy wypić tam kawę. Więc szukamy innego dojścia. Zawracamy, Ponownie włączam nawigację. Jedziemy, nawigacja mówi – skręć w lewo – gdzie mam skręcić kiedy tu tylko ścieżka przez las. Skręć w lewo – męski głos nawigatora znów mi wskazuje. A w lewo to tylko ścieżka w las. Jadę więc jakąś nieutwardzoną drogą. I na przekór – kłócę się z GPSem. Przecież nie mogę tam jechać, bo to ścieżka w las. No ale jadę dalej, mimo okrzyków nawigacji: skręć w lewo, skręć w prawo. To kierunki ścieżki w las. Dziewczyny, nie wiem gdzie mam jechać, ale chcę do Gołębiewskiego na kawę – śmiejemy się. O, stoją jakieś samochody, jest jakaś brama. Optymistycznie to wygląda. Stajemy w miejscu gdzie stoją inne samochody. Wysiadamy i kierujemy się w stronę otwartej bramy. Wprawdzie widzimy znak drogowy „zakaz ruchu – teren budowy” No cóż, przechodzimy przez bramę, po prawej jakaś portiernia po lewej jakiś barak. Nie ma jednak nikogo. Pod portiernią stoi…