Fantasy · 9 min czytania
Oda do Siepacza
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Oda do Siepacza
W taką noc, ciemną, głuchą i ponurą, wszystko się może zdarzyć, a już tym bardziej to, co powtarza się prawie co noc. Co noc, bowiem, na ulicach, w ciemnych zakamarkach, zaułkach, słychać krzyki. Krzyk kolejnej ofiary, której dech zapiera w piersiach na widok nieznanej postaci. Na widok tych oczu złotych, przenikliwych, przerażających, morderczych. I nikt nie widzi w tych oczach nic więcej. Nikt... oprócz mnie. Ja widzę... Widzę smutek, żal. Żal do całego świata. I pytanie: Co ze mną zrobiliście? I ja nie słyszę krzyku kolejnej ofiary, bo krzyk jej niemy niczym głos ryby w wodzie. Ja słyszę ten inny. Krzyk zrozpaczonego serca, zniszczonego, wołającego pomocy, cierpiącego, pragnącego czegoś innego. Bo serce mordercy bardziej cierpi od jego ofiary. On umiera za każdym razem, gdy kogoś zabija, za każdym razem, gdy przeszywa czyjeś serce, jego własne przeszywa ból po stokroć większy. Za każdym kolejnym ciosem, kolejny ból, kolejne serce stracone, kolejne życie odebrane, kolejne nieszczęście, kolejny żal i smutek. Taka dola Siepacza. Nic na to nie poradzisz, Siepaczu, każą, to robisz, nikt nie pyta cię o zdanie, nikt nie myśli, co ty czujesz, gdy odbierasz życie po raz kolejny. Nikt nie wie, co czujesz, nikt się tobą nie troszczy. Nikt... Ja się o ciebie troszczę, ja wiem, co czujesz. Bo cię poznałam, Siepaczu. Poznałam tak dobrze, że zrozumiałam twe myśli, twe żale i smutki. Przejrzałam twe oczy na wylot i wiem, że nawet, gdy po raz kolejny siepiesz mieczem, kolejny strumień krwi leci, kolejne serce tracisz, ty tracisz swoje życie i z czasem umrzesz z żalu. Nie umiesz już tego wytrzymać, twe serce jest zbyt dobre, zbyt złote. Za bardzo kochasz życie, za bardzo kochasz ludzi. Nawet, gdy mkniesz, jak wiatr za kolejną ofiarą, wykonujesz obrót i cięcie mieczem, wraz z czyjąś duszą i ciałem, tniesz swe własne. Kiedyś cię to zabije, zrujnuje, zmasakruje. Ale ty nie możesz przestać. Wiesz, że robisz to po to, by ratować inne życie. Odbierając jedno, ratujesz inne i jednocześnie... tracisz swoje. Taka już jest wojna. Jednak nie ta zewnętrzna wojna najważniejsza. Ważniejsza ta wewnętrzna, która goreje w złotym sercu, złociutkiego szermierza, Siepacza Battousai'a, zawodowego mordercy i mistrza miecza. W tym miejscu, w tej chwili, pragnę opowiedzieć wam, jak doszło do owego spotkania niewinnej duszyczki ze złotym sercem. Jak doszło do tego, że przeżyłam spotkanie z Siepaczem i na wylot przejrzałam jego duszę.
Stał tam. W deszczu, wśród kałuż wymieszanych z krwią. U jego stóp kolejne martwe ciało. Po mieczu spływała krew. Po policzku, po rękach, po ubraniu... wszędzie krew. A ja, stojąc tam i nie mogąc się ruszyć, błagałam w myślach, by tylko mnie nie zauważył, lecz... to nie było możliwe. Wtedy... słyszałam o nim... bezwzględny, bezlitosny morderca, który ofierze nawet nie da wydobyć z siebie głosu. Myślałam, że to już koniec. I on tak myślał... ale... Błękitne, szkliste oczy świadka błagały go o litość. Wiedział, że tego nie zniesie. Widziała go, lecz... co z tego? Niewidzialny, nieuchwytny Battousai został zobaczonym. Tak jak wtedy. Tak jak wtedy, gdy spotkał ją, która potem, zginęła z rąk jego. Nie, dwa razy nie popełni błędu tego samego. Dlatego Siepacz bierze mnie za rękę i do zaułka prowadzi, by zgładzić, jak myślę, ale on... O imię się mnie pyta. I każe zapomnieć. Zapomnieć wszystko. Łącznie z ruchem jego miecza, jego szybkością, jego... głosem, twarzą, oczami. Łącznie z ofiarą. Ale ja... zapomnieć nie potrafię, mówię mu, co czuję, moje serce tak łatwo takiego widoku nie zapomni, będzie mnie prześladować po nocach do końca życia... A o na to... Mnie również. Tylko... co to znaczyć ma? Moment, jego oczy... Nie są oczami mordercy... To oczy dziecka... zlęknionego, przerażonego... Zaraz, jego twarz... Może i zryta dwoma bliznami, ale... młoda... Tak, Siepacz jest młodszy ode mnie, to jeszcze dzieciak. Więc... Dlaczego, pytam? Sam na to nie zna odpowiedzi. Po raz kolejny patrzę w jego oczy. Słucham jego głosu metalicznego, pewnego, poważnego, ale wystraszonego... tym, że znowu zabić musiał. Wtedy zrozumiałam. Strach całkiem mnie opuścił, a pojawił się żal. Żal mi było tego…