Psychologia · 9 min czytania
Odbicie
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Podciągnęła suwak pod samą szyję i ciaśniej owinęła się szalikiem. Zabawne, mogła przecież założyć cieplejszy sweter i wziąć ze sobą czapkę. Tylko że matka ją o to poprosiła. Nie można przecież pozwolić jej wygrać. Nawet w tak prowizorycznej sprawie jak cieplejsze ciuchy. Nie znosiła zimy. Zwłaszcza tego, że tak szybko robiło się ciemno. Teraz też, wczesny wieczór, a otaczają ją egipskie ciemności. Krzyk... Spojrzała szybko w lewo. Jakaś dziewczyna biegła, co chwila wydając z siebie krótki pisk. Dzielila je niewielka odleglosc. W świetle latarni zobaczyła coś błyszczącego na jej policzku. Zaraz z ciemności wyłonił się jakiś facet. Krzyknął – „stój, dziwko! ”. Dziewczyna nadal biegła, ale nie zauważyła wystającego pręta i potknęła się. Krzyk zawodu, złości i przerażenia wyrwał się z jej piersi. Tymczasem facet zbliżał się do dziewczyny. Iza, schowana za ścianą garażu, obserwowała scenę. W myślach powtarzała „podnieś się, podnieś się”. Kiedy facet doszedł do trzęsącej się dziewczyny, Iza szybko odeszła.
*** Było jej rozkosznie ciepło. Jak dobrze, że posłuchała mamy, choć głosik mówił, że powinna być zbuntowana. Rozkoszowała się teraz otoczeniem. Patrzyła na śnieg, który tak pięknie lśnił w blasku księżyca... W blasku księżyca... Krzyk... Spojrzała szybko w lewo. Jakaś dziewczyna biegła, co chwila wydając siebie krótki pisk. Dzielila je niewielka odleglosc. W świetle latarni zobaczyła coś błyszczącego na jej policzku. Zaraz z ciemności wyłonił się jakiś facet. Krzyknął – „stój, Angaj!”. Dziewczyna nadal biegła, ale nie zauważyła wystającego pręta i potknęła się. Krzyk zawodu i przerażenia wyrwał się z jej piersi. Nie podnosiła się. Tymczasem facet zbliżał się do niej. Azi wzięła głęboki oddech i wyszła zza ściany garażu. Facet stał nad trzęsącą się od płaczu dziewczyną. Azi szybko do nich podeszła. - Co tu się dzieje? – zapytała mocnym głosem. - Angaj... Angaj... - Co tu się dzieje? – Azi powtórzyła pytanie i wpatrywała się w Angaj, która zaczęła się śmiać... - Nic, już nic. Już jest dobrze, już jest dobrze! Lime... On już mnie nie opuści, już mnie nie zdradzi, rozumiesz? Azi uśmiechnęła się i odeszła, zostawiając ich samych.
*** W wiadomościach znowu to samo - kogoś zabili, kogoś okradli, a kolejny ksiądz okazał się pedofilem. Iza wyłączyła telewizor i poszła do salonu, po jakąś książkę. Najlepiej Jane Austen, tam wszystko jest takie proste, takie idealne... W salonie matka siedziała nad rozłożonymi na stole rachunkami. Kiedy Iza weszła, matka szybko otarła łzy, ale przecież nic nie umknie wścibskiemu oku nastolatki. Coś w Izie mówiło, że powinna podejść i ją przytulić, pocieszyć... Prawda, wszystko kręci się wokół pieniędzy, pracy nie ma, ale przecież będzie dobrze, dopóki będą miały siebie... Matka jednak musiała coś powiedzieć, musiała wszystko zepsuć. - Lekcje odrobiłaś? Umiesz już matematykę? Nigdy nie poprawisz tej dwói, co? - Poprawię. Już umiem. – Ze złością złapała byle jaką książkę i wybiegła z pokoju. Jezu, ona chyba chce, żeby między nimi było źle! Wszystko zawsze psuje, wszystko zawsze psuje...
*** W wiadomościach znowu to samo – ktoś komuś pomógł, ktoś zdusił w zarodku konflikt na bliskim wschodzie i tak dalej i tak dalej. Azi wyłączyła telewizor i poszła do salonu, po jakąś książkę. Najlepiej jakąś okropną, żeby móc znów cieszyć się swoim idealnym życiem. W salonie zastała matkę spoglądającą w lustro. Azi podeszła i pocałowała ją, objęła ramieniem. - Jak dobrze, że mamy siebie. Dzięki Bogu, nie mam z Tobą takich problemów, jak Wanda. - Wiem mamo, wiem. Nie będziesz miała ze mną takich problemów. Kocham Cię.
***
Często Iza zastanawiała się, jak będzie wyglądało niebo. Kościół obiecywał harmonię, szczęście. Ale przecież „szczęście” jest pojęciem względnym – dla każdego znaczy co innego. Czy każdy będzie miał swoje własne, prywatne niebo? Czy wszystko będzie całością? I czy to wszystko nie będzie po prostu nudne? Jak długo można jeść samą czekoladę? Iza nie twierdziła, że teraz jest dobrze. Płakała w nocy za ojcem, za tym, że ich zostawił, za to, że już nie umie go kochać, ale nie potrafi go nienawidzić. Nie chciała zaakceptować świata, w którym najważniejszą wartością są…