Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 23 min czytania

Odcienie szarości

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Kto szuka dobra, z trudem je odnajduje, zło natomiast i bez szukania można znaleźć. Demokryt

Rozdział 1

- One nigdy...cię nie interesowały? – zapytał Adrian z niedowierzaniem. Nie mógł zrozumieć swego kolegi. Tomek jednak bez żadnych emocji wpatrywał się w gibkie dziewczyny odziane w skromne cekinowe staniki i takie majteczki tańczące przy rurach. Jedyne co w nich w nich podziwiał to zdolność akrobatyczne. - One są zbyt ... nieosiągalne. – odpowiedział wciąż mutującym głosem – Zbyt nieprawdziwe, by stanowiły obiekt pożądania, rozumiesz? - Wolisz mieć kogoś, kogo możesz w każdej chwili złapać i wyobracać? – zapytał nie odrywając wzroku od powabnych dziewczyn. Chłopak jednak jedynie westchnął zdegustowany. Odgarnął burzę czarnych loków opadających na czoło i zaczął rozglądać się dookoła. Hałaśliwa, chaotyczna muzyka utrudniała koncentrację, zbieranie myśli, różnokolorowe światła zaś uderzały po oczach, sprawiając że to co przed chwilą było wyraziste, teraz okrywała zasłona mroku. Przyglądał się tym wszystkim parom i samotnym osobom podpierającym kontuar- nieźle już spici alkoholem, każdy myślał że to on jest centrum całej zabawy. Tak zapewne zabijają kompleksy, a może myślą że tu właśnie znajdą wielką miłość swojego życia? Jak na ironię, w tych nocnych klubach najczęściej lądowali nieudolni romantycy, próbujący pokazać że są kimś, zaraz po tym, jak stoczyli się na samo dno. Czuł do nich obrzydzenie. Sam nie był lepszy- sam nie wiedział czemu dał się zaciągnąć koledze do tego klubu. Może dlatego, że nie wierzył że wpuszczają tu też szesnastolatków? Z pewnym zdenerwowaniem kupił w budce wejściówkę po czym na lekko trzęsących się nogach podszedł do wejścia, gdzie czekali dwaj goryle. Miał wrażenie, jakby cały wieczór spędzili tu tylko po to, żeby móc ich teraz wyrzucić. Adrian jednak jednemu z nich wcisnął do ręki dziesięć złotych i przekroczyli próg tego przybytku bez najmniejszych problemów. - Idę do toalety – zakomunikował Tomek i szybko odsunął się od podestów z lśniącymi rurami. Nie wiedział gdzie iść. Usiąść, skryć się w cieniu nie niepokojony przez nikogo. Nie chciał jednak opuszczać klubu, choć nie umiał znaleźć po temu konkretnych powód. Bo co, że zostawiłby kolegę? Specjalnie się tym nie przejmował, Adrian z pewnością by tego nie zauważył- był zbyt przebojowy, żeby stracić grunt pod nogami z tak błahego powodu. Usiadł na wysokim krześle przy kontuarze. Zbyt wiele osób tu popijało w samotności, by wyróżniał się z tłumu, a stąd miał naprawdę świetny widok na pozostałych ludzi- wielką radość sprawiało mu obserwowanie zachowań innych. Jakby byli zwierzyną doświadczalną, którą można zamknąć w konkretnych schematach zachowań. - Poproszę colę – oznajmił barmanowi, który przecierał jedną ze szklanek białym ręcznikiem. Zastanowiło go to, że w większości filmów i książek barmani przed obsłużeniem klienta zawsze wycierają szklankę. Zawsze białym ręcznikiem. Kolejny stereotyp, a jakże prawdziwy, Zauważył teraz na ustach mężczyzny drwiący uśmieszek. Zapewne uważał go teraz za gówniarza, który nawet nie zamówi porządnego drinka. Tomek jednak nigdy nie pijał alkoholu- był na to zbyt dobry. A pozostali jakoś to akceptowali, choć pod jego nieobecność naśmiewali się z tego. Barman jednak bez słowa wziął z lodówki butelkę, otworzył ją i przelał jej zawartość do szklanki. - Dwa trzydzieści – prawie burknął pod nosem. Chłopak bez słowa wyjął z kieszenie pięciozłotową monetę i położył na ladzie. - Zatrzymaj pan resztę – powiedział siląc się na dorosły ton, co zapewne wyszło komicznie widząc reakcję barmana. - Prawiczek? – usłyszał za sobą kobiecy głos. Dziwny, jakby wyprany z jakichkolwiek emocji. Już miał się obejrzeć, kiedy zauważył że kobieta zajmuje wolne miejsce obok niego. W przebłyskach światła zdążył zauważyć, że na swoje wyjątkowo zgrabne ciało narzucona jest lekka, czerwona sukienka, która wiele odsłania. Miała krótko ścięte, proste, czarne włosy. Twarz miała umalowaną dość oryginalnie- całą upudrowaną, oczy podkreślone intensywną, czarną kredką usta zaś zaznaczone bordową konturówką. Ręką sięgnęła do torebki i wyjęła papierosa. Zapaliła. Jej ruchy były płynne i pełne gracji. Tomek z całą pewnością mógł przyznać, że nigdy nie spotkał takiej kobiety. - Prawiczek? – powtórzyła pytanie.

Rozdział 2

Julia odrzuciła od siebie sukienkę. Stała teraz przed nim w całej swej okazałości- wyginała się do tyłu tak, by podkreślić wielkość swych piersi, brak zbędnego tłuszczu i krągłość pośladków. On jedynie jak zahipnotyzowany wpatrywał się w jej gładkie, lśniące ciało. Nie potrafił oderwać wzroku od owalnej twarzy na której błyszczała para wielkich, niebieskich oczu i namiętne usta. - Nie jest jeszcze za wcześnie? – zapytał Patryk trzęsącymi się dłońmi ściągając z siebie koszulkę. Niczym drewnianej kukle, każda kończyna ciążyła mu i była niewygodna. Wstydził się siebie. Stał jedynie w spodniach czując łaskoczący dywan pod swoimi stopami. Jego oczy wyrażały wielką niepewność. - Mamy dopiero szesnaście lat... - Więc robimy wszystko zgodnie z prawem...- mruknęła niczym zmysłowa kotka, po czym bez ostrzeżenia rzuciła się na niego. Przewróciła go na łóżko i przywarła swoimi ustami do jego. Nachalnie wcisnęła mu język i całowała. Czuła się przyjemnie, czuła się kochana, pewna siebie. Wreszcie. Ręką zaczęła jeździć mu po brzuchu próbując znaleźć zimny, metalowy guzik spodni. Uchwyciła go pewnie i odpięła. Zręcznym ruchem odpięła rozporek i zaczęła zdzierać z niego ubranie. Odsunęła od niej swoją twarz i patrzył na nią z przerażeniem. Nie znał jej takiej do tej pory- wrażliwa, sympatyczna dziewczyna zamieniła się w nieopanowanego demona seksu. Wzrokiem omiótł jej jasny pokój, jego spojrzenie przykuła „Sztuka kochania” Fromma na półce. Przypomniał sobie jeden z cytatów. - Miłość to nie tylko...- wypowiedział powoli, kiedy ona zaczęła go pieścić. - ...uczucie, to także osąd... Leżał teraz pod nią zupełnie nagi. - ...decyzja... Zaczęła powoli na niego napierać, a on nie potrafił nawet się poruszyć. Był jak sparaliżowany mieszaniną strachu i miłości. - ...poznanie. Ona jednak nie ustawała.

- Myślisz, że jestem nieczułą egoistką? – zapytała stojąc do niego plecami. Zapinała właśnie swoją sukienkę. Teraz wolała nie patrzeć mu w oczy- wstydziła się, że uległa popędowi. Nie zdziwiłaby się, gdyby już jej nie chciała. Ale ona musiała...Czuła silną wewnętrzną pokusę, której nie sposób byłoby się oprzeć. Czy tego samego uczucia doznawała Ewa, kuszona przez szatana? – Tak... – szepnęła niemalże do siebie. Jego głos przepełniony był smutkiem. – Ostatni akt miłości, ostatnie pożegnanie, mam rację? Oczywiście, że mam. Patryk leżał na łóżku wpatrując się w nią beznamiętnym wzrokiem. Słuchał jej, nic jednak do niego nie dochodziło. Nie rozumiał sensu jej słów. Stało się, owszem. Mógł nawet przyznać, że było przyjemnie. Role się odwróciły- teraz ona żałowała tego co się stało, mimo że wcześniej nalegała, on zaś w głębi duchu wiedział, że opór był bezsensowny. - Ja...nie chcę z ciebie rezygnować. – przyznał zadowolony. - Nie...? Przecież...byłam zła. - Czy uleganie pokusom jest złe? Carpe diem, żyj chwilą. Obróciła się powoli i spojrzała na niego. Teraz nie był jej Patrykiem, jej statecznym, niemalże nudnym chłopakiem. - Carpe diem? Od kiedy to wyznajesz taką filozofię? – zapytała zdziwiona.

Rozdział 3

Ariviel szeroko rozłożyła swe śnieżnobiałe skrzydła. Długo je pielęgnowała, ale opłacało się- teraz mogła się z nimi dumniej prezentować na tle zachodzącego Słońca. Żałowała jedynie, że ci śmiertelnicy nie potrafią dostrzec jej piękna. Że nie zauważą jej smukłej, ponętnej sylwetki na czystym niebie. Czysty paradoks- próżny anioł. Uśmiechnęła się do samej siebie. Dziwnie czuła się z myślą, że taka pycha może być grzechem- grzechem dla każdego pod nią, ale nie dla niej samej. Bo anioły nie grzeszą. Ona nie była pyszna. Była jedynie zadowolona ze swego wyglądu. Powoli zwolniła i przysiadła na wieżowcu. Przerzuciła nogi przez gzyms i machała nimi niczym mała, beztroska dziewczynka. Podobało jej się coś takiego- te ludzkie suczki, bez żadnych zmartwień, które mogły przez pewien czas życie przeżywać dokładnie tak, jak marzyły. Nagle poczuła na plecach gwałtowny powiew wiatru i ciepłą dłoń na swym barku. - Witaj, Lilith – powiedziała wesoło. - Ariviel... – usłyszała w odpowiedzi zimny, ochrypły głos diablicy. Był niczym lodowaty wiatr bezlitośnie chłoszczące jej ciało. – Jesteś w beznadziejnej sytuacji, wiesz..? - Tak? A to czemu? – zapytała odwracając się. Mogła przyjrzeć się nagiej kobiecie o miłych rysach twarzy. Zawsze chciała mieć takie włosy...Kruczoczarne, do pasy. Jakby wyrażały jakieś zdecydowanie. Anielica nie lubiła swych srebrnych włosów- wydawały się jej jakieś płowe, nijakie. Czy to zazdrość? Zapewne nie. Anioły nie grzeszą. - Mimo, że masz cycki jesteś taka bezpłciowa. Wszyscy tacy jesteście. Zero własnego charakteru, zero jakiegokolwiek zdecydowania. Nie zastanawiałaś się nigdy, czemu ludzi pociąga zło? Lilith przykucnęła, by po chwili usiąść obok Ariviel, podobnie jak ona przerzucając nogi przez gzyms. - Przypatrz się im- tu ręką pokazała całe miasto spoczywające pod nimi. Czuła wobec ludzi pewien respekt. Śmiertelni, a jednak tak uparci, tak kurczowo pragnący przeżyć życie po swojemu. – Widzisz ich? Te zagonione mrówki. Czemu mają uciekać się do was? Czemu mają przeżywać te życie pobożnie, pełni wyrzeczeń? Anielica popatrzyła na nią nieco zdziwiona. Odpowiedź była dla niej oczywista, zawsze jej to wpajano. - Jak to? Dla zbawienia. - Zbawienia? Każdy człowiek jest jak niewierny Tomasz. Dopóki nie zobaczy, nie uwierzy. Dlaczego więc ma iść za wami? A jeśli to wszystko jest iluzją? Wymysłem księży, którzy chcieli manipulować ludźmi? - Ale przecież...to nieprawda! – oburzyła się Ariviel. Jak ktoś jej pokroju może nie wierzyć w zbawienie, jak może mieć wątpliwości. - Anioły...Wieczne dzieci – niemalże westchnęła, jak matka litująca się nad głupotą swego młodego dziecka. – Nieważne jest czy to prawda, czy nie. My wiemy, że istnieje raj, że istnieje piekło. Ale oni o tym nie wiedzą. Dla nich istnieje potęgą, satysfakcja. Chwilowa. Carpe diem. Oni żyją każdym momentem. Chcą osiągać społeczny orgazm tu i teraz. Chcą pokazać, że mają władze, że spełniają swoje marzenia. Nie mogą długo czekać. Mniejszość ludzi uprawia seks, aby osiągnąć orgazm. Dążą do tego. Niektórzy jednak seks traktują jako dobrą zabawę. To ci pierwsi trafiają do nieba. Potrafią sapać i dyszeć, byle osiągnąć zbawienie. Męczą się. Zaś tym, którzy zostaną potępieni radość sprawiają igraszki, a orgazm jest dla nich jedynie czymś przyjemnym...Ale nie jest celem. Jedynie skutkiem pobocznym gry, której się podjęli. - Wy zaś, diabły, wszystko próbujecie skierować ku jednemu. Ku przyjemności cielesnej. Nawet pobożne życie do niego porównujecie. - Tak jest dziecko. Jeśli tak nie jest, wytłumacz mi czemu tyle ludzi uprawia seks?

Rozdział 4

- Zupełnie was nie rozumiem – powiedział Tomek wpatrując się w twarz kobiety. Niecierpliwie obracał szklankę w dłoni. Zawsze był niespokojny, musiał jakoś zajmować swoje rece. To jakoś dodawało mu otuchy. – Czemu pierwszym pytaniem nie

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Odcienie szarości — czytnik · opowiadania