Fantastyka · 18 min czytania
Odkąd cię ujrzałem w snach musiałem cię mieć milcz
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Odkąd cię ujrzałem w snach musiałem cię mieć milcząca różo...
Stał pośrodku bezkresnego ogrodu pełnego czerwonych i białych róż. Były takie piękne , a każda z nich inna choć taka sama. Od każdego kwiatu emanowała inna emocjonalna energia. Słońce oświetlało ogród ciepłym blaskiem. Niebo było pogodne, nie nękane żadną chmurą, kłębiły się tylko tu i ówdzie miękkie, śnieżnobiałe obłoczki sunące powoli po jasnym błękicie. Podchodził do każdego kwiatu , wąchał, chłonął bijącą od nich energię, niektóre delikatnie dotykał, lecz one pod nagłym powiewem wiatru usuwały mu się spod palców, jakby uciekały przed jego dotykiem, uchylały się pod jego pełnym zachwytu spojrzeniem. Gdy pochylał się wydawało mu się, że słyszy szepty, jakby róże szeptały coś miękkimi, zmysłowymi kobiecymi głosami zbyt jednak cicho by mógł zrozumieć słowa. Wyprostował się, spojrzał przed siebie. Jasny promień słońca padł na soczystą, zieloną trawę. Wtedy ujrzał Ją. Wyrastała nie jak inne z ziemi lecz z samego środka leżącego w trawie sporej wielkości kamienia. Poczuł aurę niesamowitej tajemniczości, lekkiego , przyjemnego lęku jaki czuł czasem czytając swoje ukochane fantastyczne opowieści. Bił od niej również niepojęty magnetyzm, można by powiedzieć nawet erotyzm, jednak taki jakiego nigdy przedtem nie czuł od żadnej ze swych licznych kochanek. W kwiecie zdawały się kłębić wszelkie znane i nieznane mu emocje i namiętności. Serce jego zabiło mocniej, zapłonęło, rozgorzało żarem tysiące razy silniejszym niż wszystkie te podczas tak wielu upojnych nocy jakie dane mu było przeżyć w ciągu całego jego niespełna trzydziestoletniego życia. „To ona” wyszeptał bezgłośnie, ukląkł i dotknął opuszkami palców, najdelikatniej jak tylko potrafił jej czarnych płatków. Róża nie szeptała, milczała. Nie uchyliła się jak inne, miał wrażenie, jakby wtulała się w jego dłoń. Poczuł ukłucie w serdecznym palcu. Zmrużył oczy. Kwiat usunął się spod jego palców i pochylił kielich ku ziemi. Kolec pozostał wbity głęboko w jego skórę. Na szary kamień upadła kropla szkarłatnej krwi mieszając się z inną kroplą, równie szkarłatną. Czarna róża spoglądała na niego głębokimi, mądrymi, piwnymi oczyma, jej wzrok był jakby nieobecny a w kącikach oczu tych błyszczały krwawe łzy.
* * *
Adam powoli uniósł powieki. Obrócił lekko głowę ku oknu. Leżał tak przez chwilę spoglądając w pogodne, jasne niebo za szybą. Zamrugał kilkakrotnie jakby starając się wrócić do rzeczywistości. Z głośników przyciszonego radia dobiegał śpiew Anji Ortodox „Odkąd cię ujrzałam w snach, musiałam cię mieć milcząca różo...” Adam westchnął, powoli podniósł się, usiadł na łóżku i zapalił papierosa.
* * *
Złociste liście szeleściły pod stopami Adama. Jego świeżo wypastowane glany rozrzucały je na wszystkie strony szurając o beton. Szedł zamyślony jak zawsze z jakąś książką pod pachą tępo wpatrując się w ziemię. Przystanął nagle a jego źrenice rozszerzyły się. Wprost pod jego stopy płynął leniwie wąski strumyczek krwi. Zaczął powoli podążać ku źródłu szkarłatnego strumienia, którym okazał się po chwili zabudowany śmietnik. Przez chwilę stał przed wejściem z którego sączyła się krwawa stróżka i nasłuchiwał. Nie dobiegał stamtąd jednak nawet najcichszy dźwięk. Wreszcie usłyszał coś - ciche miałknięcie. Jednak nie dobiegało ono ze śmietnika ale zza pleców Adama. Obejrzał się za siebie. Na krawężniku siedział duży czarny kot przyglądając się nieruchomo Adamowi zielonymi ślepiami. Mężczyzna kącikiem ust posłał zwierzęciu blady uśmiech i wszedł w zabudowanie śmietnika. Zamarł z lekko uchylonymi ustami. Między pojemnikami na odpady w niewielkiej czerwonej kałuży siedziała zupełnie naga kobieta o czarnych, lekko falowanych długich włosach i idealnym na pierwszy rzut oka ciele. Twarz ukrywała między kolanami. Wokół nieznajomej roznosiła się niesamowita aura tajemniczości i magnetyczny erotyzm. Adam wyraźnie czuł kłębiące się w niej tysiące emocji tych znanych i takich których nie potrafił nazwać, raziły one sprzecznościami i chaosem. Kobieta drgnęła lekko jakby wyczuła jego obecność (usłyszała pewnie kroki ciężkich butów i szelest długiego skórzanego płaszcza), lecz nadal tkwiła w tej samej pozie niewzruszona. Adam poczuł nagły przypływ namiętności zmieszanej z gorącą czułością. Była taka piękna... Podszedł, ukląkł w kałuży krwi nie zważając na nowe spodnie i delikatnie opuszkami palców dotknął ramienia czarnowłosej kobiety. Drgnęła. W pierwszej chwili całe jej ciało zesztywniało jednak zaraz rozluźniła się i miękko z niesamowitą ufnością wtuliła się w ramię Adama. Przycisnął ją mocno do siebie i gładził delikatnie po nagich plecach. Jej skóra była delikatna, miękka, aksamitna. Siedzieli tak a świat wokół dla Adama przestał istnieć, byli tylko oni dwoje. Nie wiedział ile minęło czasu gdy nagle oderwała się od niego i wróciła do poprzedniej pozycji, gdy tulił ją do siebie był poza czasem i przestrzenią. Spróbował nieśmiało przysunąć się do niej, ponownie objąć, ale zgrabnym ruchem wywinęła się. Przez chwilę siedział wpatrując się w nią zamyślony, po chwili cicho, nienaturalnie ciepłym, miękkim i łagodnym głosem dla niego zawsze przybierającego pozę twardziela odezwał się w końcu.
Nie będę o nic pytał, obiecuję. Pozwól mi tylko zabrać cię stąd. Będziesz bezpieczna.
Część 22 / 2
Kobieta powoli uniosła głowę. Jej twarz była oszałamiająco piękna. Zdecydowane rysy twarzy, blada cera bez najmniejszej skazy, pełne, ciemne usta i te oczy... Spoglądała na niego głębokimi, mądrymi piwnymi oczyma. Jej wzrok wydawał się nieobecny. Te oczy przypominały mu coś, jakby już wcześniej je widział, szukał przez dłuższą chwilę w pamięci owego wspomnienia, jednak daremnie, uleciało mu z głowy prawdopodobnie bezpowrotnie. Wpatrywała się tak w niego długo a on nie popędzał jej ale lekkim uśmiechem i wzrokiem pełnym łagodności i zrozumienia starał się zapewnić ją o swoich dobrych zamiarach. Nagle w jej oczach pojawił się błysk niepohamowanej radości , lecz tylko na chwilę. Za moment odmalował się w jej spojrzeniu bezkresny smutek. Twarz kobiety i jej sposób okazywania emocji były dla Adama tak bardzo fascynujące... Twarz nie wyrażała nic, była wciąż kamienna, nieruchoma, pozbawiona jakiejkolwiek mimiki, jakby wykuta w marmurze. Emocje zdradzały tylko oczy, w nich jednak wszelkie odczucia malowały się z tak niepojętą siłą jakby za chwilę miały eksplodować, a potrafiły zmieniać się w jednym mgnieniu oka tak diametralnie a zarazem tak naturalnie lub mieszać się ze sobą w mikstury porażających sprzeczności. Nieruchoma, spokojna, senna postać, a w oczach wulkan emocji i odczuć, wodospad pędzący z niewyobrażalną siłą... i ten ich chaos. Teraz oczy kobiety wyrażały jednocześnie radość, nadzieję, ufność, smutek, wstyd, strach i wiele innych uczuć których Adam nie potrafił nazwać znanymi mu słowami, choć doskonale rozumiał ich znaczenie. W całym tym emocjonalnym chaosie każde poszczególne uczucie było tak wyraźne, czytelne, intensywne, iż nie miał trudności z ich rozróżnieniem, zauważeniem i zidentyfikowaniem. Wszystko to było dla niego tak niepojęte i fascynujące, że jeszcze bardziej jej pragnął, pożądał...kochał. Tak, wiedział już że to właśnie to uczucie, którego nigdy dotąd nie zaznał wśród licznych romansów, erotycznych przygód, podróży w dziesiątki kobiecych ciał. Skąd to wiedział i jak mógł pokochać ją po pierwszym spojrzeniu, pierwszym dotyku pozostawało dla niego nigdy nie odkrytą zagadką, jednak nie na tyle istotną by to teraz roztrząsać. Istotna była ona i tylko ona. Milczeli długo jeszcze wpatrując się nawzajem sobie w oczy tak głęboko jakby chcieli zajrzeć w najgłębsze zakamarki swoich istnień. Po chwili Adam przerwał milczenie.
Będziesz bezpieczna, obiecuję.
Kobieta spojrzała na niego ze zdziwieniem a raczej niebywałym zaskoczeniem, zdumieniem, jakby przemówił do niej w najbardziej niezwykłym języku. Nagle piwne oczy rozbłysły nadnaturalnie intensywną nadzieją, zapłonęły. Powoli pokiwała głową na znak przyzwolenia. Adam uśmiechnął się, wstał i podał jej rękę. Podniosła się powoli zgrabnym, płynnym ruchem. Jej czarne włosy opadły falując lekko na ramiona i plecy. Zdjął płaszcz i okrył ją a następnie lekko przytulił na krótką chwilę. Tak pragnął zaopiekować się nią tak czule i troskliwie jak nigdy dotąd nie potrafił.
Jak masz na imię? Ja jestem Adam.
Spojrzała na niego i poruszyła bezgłośnie ustami. Starał się odczytać słowo z ruchu jej warg, był on jednak zbyt niewyraźny. Wyraz jej oczu był zawstydzony i przepraszający.
Nie możesz mówić?
Skinęła powolnie głową. Adam uśmiechnął się ze zrozumieniem i akceptacją co rozjaśniło piwne oczy spokojem i radością. Wskazała na ziemię. W kałuży krwi leżał mały skórzany portfelik. Adam podnosząc go zdał sobie sprawę z czegoś, na co nie zwrócił do tej pory uwagi. Mimo krwawej kałuży na ziemi na ciele kobiety nie odnalazł wzrokiem choćby najmniejszej rany ani skaleczenia. Wydało mu się to dziwne lecz odpędził od siebie tę myśl uznając za mało istotną. Ważne było że ona tu jest i radosne