Psychologia · 12 min czytania
Odloty jaskółek
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Dawno, ale nie tak bardzo dawno temu, w pewnym nadwiślańskim królestwie urodziła się księżniczka, której nadano imię Helida. Kiedy dorosła, rodzice stwierdzili, że pora jej znaleźć odpowiedniego męża. Organizowali więc bale, na które zapraszali młodzież z dobrze ustawionych rodów. (Nie zapraszali tylko ciotki Hel – Raszelpy, z którą królowa matka była od dawna skłócona, a która w dniu chrzcin Heli zjawiła się nagle nieproszona w salonie pełnym gości i rzuciła klątwę na… męża swej siostry; jednak nikt nie wziął tego poważnie). Ale Helidzie nie podobał się żaden młodzieniec. Właściwie to zrozumiałe - myśleli rodzice - gdyż tak wspaniałej królewnie trudno dorównać urodą, inteligencją i fortuną. Na którymś z przyjęć pojawiła się dawna przyjaciółka Hel – Amira. Dziewczyny od razu wpadły sobie w ramiona z niebywałą radością, bo nie widziały się od ukończenia szkoły. Gadały do rana, popijając eleganckie wina włoskie. Aż zasnęły zmęczone na wersalce, mocno przytulając się i obejmując – jak to najlepsze przyjaciółki… Na początku było cudownie. Była wiosna. Przyfrunęły jaskółki – ulubione ptaki Helidy - z dobrą nadzieją. Zakładały gniazda, uwijały się w pośpiechu i z zapałem, karmiły pisklęta z radością, widoczną w każdym lotnym ruchu. Dziewczęta były tak szczęśliwe, że świat jawił im się jako raj świeżo odkryty. Spędzały ze sobą cały wolny czas, świergoliły wraz z zakochanymi jaskółkami, niekiedy nocowały u siebie nawzajem. I wszystko było dobrze, dopóki rodzice Hel nie zaczęli się domyślać, że nie jest to zwykła, dziewczęca przyjaźń. Postanowili, że pierwsza porozmawia z nią królowa matka, no bo jest kobietą i zapewne łatwiej będzie im się dogadać. - Helido – powiedziała mama w chwili rozpoczęcia umówionej rozmowy – jak wiesz, od dłuższego czasu usiłujemy znaleźć ci odpowiedniego męża. Ale tobie żaden się nie podoba, nawet syn Cactuse’ów, bogaty i wysoko już postawiony młody książę Butz Cactuse, za którym szaleją wszystkie panny z towarzystwa. Powiedz mi, na co ty liczysz? Ku zaskoczeniu matki Hel wypaliła bez najmniejszej żenady, a nawet z radością: - Mamo, już nie musicie szukać! Ja się nie zakocham w żadnym chłopcu, choćby był królewiczem. Nie mogę. Dajcie im spokój i wolność. Ja już spotkałam swoją miłość! Matka westchnęła ciężko i popatrzyła na Hel bardzo smutno. - Czy to Amira? – zapytała, ale wiedziała, że tak, więc nie czekając na odpowiedź dodała – Jeśli jesteś pewna, że możesz się zakochać tylko w kobiecie, to ciężki przed tobą los. - Dlaczego, mamo? – zaprotestowała Helida ze śmiechem – To już nie te czasy, kiedy palono na stosach. Nawet uważam, że mam lepiej niż „hetery”, bo one muszą się uganiać za tymi apodyktycznymi samcami, a my dla siebie jesteśmy kobiece, delikatne i opiekuńcze. Mama znowu westchnęła. I wyszła. A potem w pokoju rodziców wybuchła awantura. Hela słyszała tylko fragmenty rozmowy - podniesiony głos ojca, zmieszany z płaczliwym, ale łagodniejszym tonem mamy: - Zdziwiony? Przecież się domyślałeś… To ta Amira?! Nigdy mi się ona nie!… Ale nie krzycz tak, bo… Moja córka! Takie pomysły! Jak mam nie?!... To nie pomysły. Natura. Nic nie… Zobaczymy! Co za wstyd! Ja im to wy!... Nie krzycz. Nie poradzisz… Tej nocy Helida nie mogła zasnąć. Po raz pierwszy. Bała się rozmowy z królem ojcem. Przygotowywała się do niej po świt. Układała sobie to, co chciała mu wytłumaczyć. Ćwiczyła panowanie nad emocjami, żeby nie wybuchnąć, kiedy tata powie coś, co ją zrani. Ale on nie przyszedł do jej pokoju. Prosto po audiencjach poszedł do rodziców Amiry. Nie było go do późnej nocy. Wrócił, kiedy Hel była już w łóżku. Następnego dnia Helida zadzwoniła do przyjaciółki przez komórkę. Usłyszała: - Zagroził, że mnie pobije, jeśli będę cię demoralizować. Moi rodzice orzekli, że w takim razie oni też nie życzą sobie naszej znajomości. Zabronili mi się spotykać z tobą. - Zaraz, zaraz! – zawołała Helida – Przecież jesteśmy dorosłe! Oni nie mogą nam niczego zakazywać! No to się wyprowadźmy. Wynajmijmy jakieś mieszkanko. - Helida… Jesteś mi bardzo bliska, wiesz o tym. Ale moi rodzice strasznie by to przeżyli... Mają tylko mnie. Oni się o mnie boją. Rozumiesz? Poza tym rozpaczają. Nie spodziewali się. Mama płacze. Oni ciągle myśleli, że ja wyjdę za mąż, będę miała dzieci, a oni wnuki… Dajmy im trochę czasu. Żeby się przyzwyczaili. Dobrze? - Będziemy się widywać? - Ale tak, żeby twój tata nie wiedział. Boję się go. W związku z tym widywały się coraz rzadziej. Było im trudno organizować schadzki w tajemnicy przed całym światem, żeby wieść o ich miłości nie dotarła do rodziców drogą pantofli. Spotykały się więc w kawiarniach dalekich dzielnic, w hotelikach na peryferiach, wyjeżdżały na weekendy. Drogę wskazywały im wolne i szczęśliwe jaskółki – ptaki siół i cichych przedmieść. Ale coraz rzadziej, bo to było uciążliwe i trudne. Coraz trudniejsze. Aż wygasło. Przeminęło jesienią wraz z kolejnym odlotem jaskółek. Pozostały piękne wspomnienia i kilka pamiątek – drobne upominki, listy, zdjęcia - jak każdemu z tej pierwszej, najczystszej miłości. Już nigdy więcej się nie zobaczyły. Potem bywało różnie. Heli spotykała na swej drodze wiele wspaniałych kobiet. Niemało z nich wykazywało ku niej podobne skłonności jak ona. Jedne bały się otwarcie do nich przyznać i znikały szybko, inne ostentacyjnie demonstrowały swoje uczucia erotyczne. Helida usiłowała swoją seksualność traktować jako coś naturalnego, tak, jak postrzegała to wówczas, kiedy odkryła, że kocha Amirę. Ale zarówno jej ojciec, jak i wielu znajomych, traktowało ją jak dziwoląga, okazując jej odrazę lub pogardę, robiąc wszystko, żeby obrzydzić jej siebie samą oraz każdą kolejną sympatię. W rezultacie wszelkie jej związki traciły urok i smak, i kończyły się szybko. Ze zdziwieniem uświadamiała sobie coraz wyraźniej, że mężczyźni nie rozumieją, jak mogą się podobać kobiety, a kobiety nie rozumieją, jak można nie lecieć na mężczyzn. Cały świat…