Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Komedia · 6 min czytania

Odmieńcy: Epizod I, r.2

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

- Wejść!

Nacisnęłam klamkę i pchnęłam drzwi, chowając się przed ostrymi promieniami słonecznymi. Wprawdzie chodziłam czasem do solarium, a dokładnie przynajmniej pięć razy w tygodniu, ale to zupełnie co innego. Od sztucznego światła nie robią nam się zielone plamy na całym ciele, w przeciwieństwie do żaru słonecznego, które to właśnie takie plamy tworzy. Dlatego też wolę się odpowiednio zabezpieczać przed tego typu cielesnymi oszpeceniami, a jestem przypadkiem szczególnym pod tym względem, gdyż większość wampirów nie zawraca sobie głowy takimi szczegółami. Cóż, skoro wolą cuchnąć (a to właśnie owe zielone plamy wydzielają ów charakterystyczny smród), ich sprawa.

Zdjęłam z głowy kapelusz z szerokim rondem, następnie trzy apaszki i chustę zakrywającą twarz z wyciętym otworem na oczy, które to z kolei przysłaniałam wielkimi, przeciwsłonecznymi okularami w różowych oprawkach. Na koniec zrzuciłam z siebie płaszcz, czarną pelerynę, bufiastą sukienkę i tunikę, zostając w cienkim różowym gorsecie i zielonych legginsach. Spojrzałam w lustro wiszące w przedpokoju i uśmiechnęłam się słodko do swojego odbicia. Napuszyłam długie blond loki, sprawdziłam, czy „niezmywalny” puder koloru brąz pozostał na swoim miejscu, pogrubiłam czarny cień na powiekach i przesłałam sobie całusa umalowanymi na różowo ustami, całkowicie zadowolona z końcowego efektu.

Stanowczym krokiem ruszyłam w głąb mieszkania stukając wysokimi obcasami o wykafelkowaną podłogę. Weszłam do salonu i uniosłam w zdumieniu wyskubaną brew.

- Cześć - odezwała się moja najlepsza przyjaciółka i gestem zaprosiła mnie, abym usiadła. Sama leżała rozwalona na wersalce, wpatrzona w ekran telewizora. Nie byłoby w tym niczego niezwykłego, gdyby nie fakt, iż miała oczy przewiązane opaską.

- Coś się stało? - zapytałam, zerkając niepewnie na siedzącego w kącie pokoju przy komputerze bruneta. Stawiał właśnie pasjansa.

Zoya westchnęła dramatycznie.

- To wszystko przez Maxa - powiedziała. - Nie mogę na niego patrzeć!

Przyjrzałam się uważnie chłopakowi. Pomimo iż siedział, z całą pewnością mogłam stwierdzić, że jest niezwykle wysoki i doskonale umięśniony. Twarz o idealnie wyrzeźbionych rysach, głęboko osadzonych ciemnych oczach i zmysłowe usta nadawały mu szalenie męski wygląd.

- Jesteś chora? - zaniepokoiłam się nagle, bo jakby nie było, nikt przy zdrowych zmysłach nie przeszedłby obojętnie obok tego nadzwyczajnego okazu, jakim było Ciacho rozparte niedbale na obrotowym krześle przy komputerze.

- Ależ Gwen! Oczywiście, że nie! - oburzyła się Zoya. - Po prostu nie jestem w stanie na niego patrzeć, bo jest tak piękny, że mam ochotę go schrupać!

- I to jest dla ciebie problem? - zachichotałam.

- Ty nic nie rozumiesz! Ja nie chcę go stracić! Kocham go!

- Oh, to wspaniale! - zawołałam szczerze uradowana. - A czy on także cię kocha?

- Max, kochasz mnie? - zagruchała Zo.

- Tak, tak… - opowiedział z roztargnieniem zapytany.

- No widzisz! Dla niego ta sytuacja także jest…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Odmieńcy: Epizod I, r.2 — czytnik · opowiadania