Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Komedia · 5 min czytania

Odmieńcy: Epizod I, r.5

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Aż sapnęłam z podniecenia. Natychmiast wpadłam między krzaki i chwyciłam rzuconą wcześniej komórkę.

- Powiedz, że on będzie mój! Błagam, powiedz to! - pisnęłam, wlepiając roziskrzone oczy na przemian w barczyste bary i zgrabny tyłek blondyna.

- Gwen…

- No, wykrztuś to wreszcie!

- On nie może być twój, ponieważ zaraz go uśmiercę - zachichotała smarkata.

- Co takiego? - zdenerwowałam się. I rzeczywiście, w piersi mego lubego zagłębiały się właśnie ostre jak szpony paznokcie Maxa.

- Stop!!! Nie!!! - zaprotestowałam, ale było już za późno. Już miałam zwymyślać moją rozmówczynię, gdy poczułam coś lepkiego na twarzy. Wysunęłam język, aby zlizać to z policzka. Zmrużyłam oczy z rozkoszy. - Mmm… Max? Nie potrzebujesz przypadkiem pomocy? - Usłyszałam krzyk w słuchawce, ale zignorowałam go. Telefon wypadł mi z ręki i roztrzaskał się na chodniku.

Ups!, pomyślałam, i dobiłam go obcasem.

Jak zahipnotyzowana zbliżyłam się do leżących w kałuży krwi, rozmemłanych szczątek blondyna. Stopniowo mój wzrok się przemieszczał, aż spoczął na skulonej na chodniku sylwetce mojej przyjaciółki. Dopiero po dłuższej chwili zorientowałam się, co najlepszego wyprawia.

- Zo! - zawołałam, nie kryjąc oburzenia. Moja szanowna przyjaciółka zakręcała właśnie kolejną butelkę wypełnioną po brzegi czerwoną cieczą, dorzucając ją na coraz większy stosik nieopodal.

- Będziemy ją sprzedawać na czarnym rynku! - odkrzyknęła, najwyraźniej podniecona swoim pomysłem. Wzniosłam oczy do nieba, następnie kucnęłam obok.

- Żartujesz? Nie można handlować takim dobrym towarem!

- Wyobrażasz sobie te góry pieniędzy, które za nią otrzymamy?

- Ale to nic w porównaniu z piciem jej! - powiedziałam. - Jest naprawdę pyszna, spróbuj! - Umoczyłam nadgarstek i podsunęłam jej pod nos. Po chwili oblizywała go łapczywie.

- A niech mnie… Max, co ty na to? - Dopiero teraz spostrzegłyśmy, że siedzi na uboczu, kiwając się w przód i w tył jak dziecko z chorobą sierocą.

- Zabijcie mnie - wymamrotał.

- Może później - odparła Zo.

- Zabijcie mnie.

- Jak myślisz, może rozcieńczymy kilka butelek sokiem pomidorowym, w ten sposób zostanie więcej dla nas, a tamtej lury się pozbędziemy i jeszcze dostaniemy za nią całkiem przyzwoitą forsę?

- I komu chcesz wciskać ten kit? - zapytałam, wsysając się w tętnice udową naszego delikwenta. Otarłam usta, bekając głośno. Czułam, że krew zaczyna uderzać mi do głowy. Jednocześnie skonstatowałam, że musimy się spieszyć,

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%