fantastyka · 4 min czytania
Odmieńcy: Epizod II, cz.4
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
- Nie! Nie, nie zgadzam się! Tego nie było w naszej umowie! - krzyknęłam, chowając się za fotelem. Spanikowana ściskałam w rękach zdjęcie, na którym ja z Zo prezentowałyśmy się nader wyjątkowo. Wpatrywałam się intensywnie w nasze zmyślne fryzury i doskonałe makijaże, starając się zapamiętać jak najdokładniej każdy szczegół, bo kto wie, czy dane nam będzie jeszcze kiedykolwiek do tego powrócić?
- Ależ Gwen, nie przejmuj się tak, to tylko na kilka godzin - zaszczebiotała Zo, której najwyraźniej nowy image przypadł do gustu. Z bólem w sercu patrzyłam na jej gładko ulizane włosy (gdzież się podziały jej cudne loki!?) oraz piegowatą, całkowicie pozbawioną makijażu twarz.
O mały włos, a do tego karygodnego oszpecenia doszłoby u mnie w mieszkaniu, na szczęście w porę przypomniałam sobie o trupie pod łóżkiem.
Nagle usłyszałyśmy trzaśnięcie drzwi od przedpokoju oraz szybkie kroki. Do garderoby wpadł Max.
Część 22 / 2
- Gdzie ona jest!? - wrzasnął. Błądził rozgorączkowanym wzrokiem po pokoju, aż w końcu jego oczy spoczęły na ogromnym brzuchu mojej przyjaciółki. - Po moim trupie! - wrzasnął znowu, wygrażając jej zaciśniętą pięścią. - Nigdzie nie pójdziesz, nawet o tym nie myśl! Niech ci się nawet nie śni, że pozwolę ci narażać na niebezpieczeństwo naszą córkę!
- Czy ty naprawdę myślisz, że interesuje mnie twoje zdanie na ten temat? - zapytała ironicznie Zo. - Chcę być bogata, ta misja mi to umożliwi, nie ma więc o czym dyskutować. Idę z Gwen - zakończyła stanowczo.
- Po moim trupie! - powtórzył. Ruszył w stronę Zo, a wtedy machnęła jakby od niechcenia ręką i w następnej sekundzie chłopak rozpłaszczył się na dywanie, tuż przed jej nogami. Rozzłoszczony próbował unieść się na rękach, ale ani drgnął. Popatrzyłam wytrzeszczonymi oczami na