Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 6 min czytania

Odmieniec

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

- Czym jest śmierć? - Ucieczką. - Ucieczką przed czym? - Przed światem i jego problemami. - Chciałabyś uciec? - Tak. - Chciałabyś umrzeć? - Nie...

Znów tu jestem. Ponownie przyszło mi stanąć przed Nią i dumnie stawić Jej czoła. Choć walka jest z góry przegrana. Śmierć zawsze wygrywa. Tak jest, było i do końca tego pieprzonego świata będzie. A jednak z uporem walczę, chociaż wiem, że Ona i tak w końcu mnie pokona i zaciągnie do niebytu. Długo udawało mi się jej wymykać. Uciekałam, jednak nigdy nie zwyciężyłam. I tak będzie również teraz. Ucieknę. Ona wróci, ale choć na chwilę będę wolna. A potem mnie odnajdzie. Tak jak teraz. Ona. Moja największa rywalka. Śmierć. Wiem, że przegram, ale walczę. Nie poddam się. Jestem bez szans. Wszyscy są bez szans. Ale nie poddam się. Nie boję się. Czasem nawet czekam, aż Śmierć zwycięży. Czekam na ukojenie i spokój. Nie nadchodzą. Walczę. Walczę, choć już przegrałam. Gapię się tępo na okute żelazem drewniane drzwi. Za nimi słychać już dziesiątki głosów ludzi, którzy przyszli obejrzeć rzeź. Spluwam pod nogi, nie kryjąc pogardy dla rasy ludzkiej. Za plecami słyszę kroki, a chwilę potem ciemny jak dotąd korytarz rozjaśnia się światłem. Zza rogu wychodzi młody strażnik, który ma mnie za chwilę wydać w ręce Śmierci. Mój sędzia. Mój kat. Skurwysyn nie jest nawet wart, na mnie patrzeć. Spluwam po raz drugi. Młodzik mija mnie i staje naprzeciw. Widzę wymalowane na jego twarzy pogardę, wyższość i obrzydzenie. Ale widzę też ostrożność i strach. Kąciki wąskich ust wykrzywiają mi się w drapieżnym uśmiechu. - Gotowa? – pyta tonem, który wskazywał, że odpowiedź obchodzi go równie mocno, co gówno, które minął dzisiaj, idąc do pracy. Znam ten ton od dawna. Przyzwyczaiłam się do takiego traktowania. Uśmiech znika mi z twarzy. Nic nie mówiąc kiwam potakująco głową. Młodzik podchodzi do ściany, z której wystaje drąg dźwigni. Chwyta za niego i z wysiłkiem przesuwa w dół. Słychać nieprzyjemny zgrzyt nie naoliwionych mechanizmów i ściana z wolna zaczyna się unosić. Szum za nimi przeradza się w hałas, wciąż narastający i powoli stający się nie do wytrzymania dla mojego wyczulonego słuchu. Jestem spokojna. Nie czuję strachu, ale niepokój. Rozluźniam mięśnie. Splatam palce i strzelam stawami. Poprawiam rzemień, utrzymujący tandetnej roboty miecz nad prawym barkiem. Broń jest za długa, źle wyważona, tępa i nie równająca się z moim wspaniałym, robionym na zamówienie Żelaznym 12mm z dwudziesto-nabojowym magazynkiem – moim najlepszym, najwierniejszym i jedynym przyjacielem. Sprawdzam, czy ta marna imitacja broni wysuwa się w ogóle z pochwy. Dawno już przestałam rozróżniać…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%