fantastyka · 3 min czytania
Odór czosnku
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Był sam. Przestrzeń w, której się znajdował ciasno ograniczały cztery ściany. W pomieszczeniu było ciemno i unosił się w nim okropny smród, odór czosnku. Gdyby normalny człowiek przebywał tam dłużej niż godzinę, dostałby klaustrofobii i zostawił na podłodze sporą ilość wymiocin. Atawiks jednak był inny. Przyzwyczaił się do panujących tu warunków. Spędził w tej celi sporą część swojego życia, przygotowując się do walk na arenie. Miał gdzieś okropny czosnkowy odór, jaki zostawili tu przez lata gladiatorzy. Czosnek był jego codziennym pożywieniem. Wojownicy walczący na arenie wierzyli, że daje on siłę i wytrzymałość. Atawiks już nie wierzył, jednak jadł go mechanicznie, z przyzwyczajenia. Odżywianie się czosnkiem, nie było jego jedyną mechaniczną czynnością. Walka, którą kiedyś uważał za największą radość i zarazem podstawę życia, teraz stała się tylko nicnieznaczącym elementem egzystencji. Już dawno utracił wszelką radość życia. Teraz był tylko cieniem, samobieżnym ciałem bez duszy. Odór był tak silny, że wdzierał się do mózgu. Atawiks czuł go całym ciałem, wszystkimi zmysłami. Sam wybrał swój los, los niewolnika z toporem przyrośniętym do rąk. Nigdy nie żałował wyboru, jakiego dokonał w przeszłości. Nie mógł już cofnąć tej decyzji, nie miał już na nią żadnego…