Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 10 min czytania

Odra

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

„Odra”

Sama nie wiem, czy tych kilka zdarzeń, o których tu wspominam, mam prawo łączyć w jedną historię. Wcale bym się nie zdziwiła, gdyby ktoś uznał to za „naciągane”, ba, nawet za śmieszne, czy wręcz głupie! Czasem to widzę podobnie. Ale czasem przystaję na którymś moście, patrzę, jak płynie Odra, nieśpiesznie, jakby dumnie i zastanawiam się... Wszystko zaczęło się od listu Kuby, mojego brata, który mieszka w B., niewielkiej miejscowości pod Opolem, razem z rozpuszczoną jak dziadowski bicz suką (mam na myśli psa!), pracując jako magazynier, co jest jego wielką życiową porażką. Ma bowiem ogromne aspiracje literackie, w związku z czym regularnie, co tydzień wysyła do mnie długi list, w jego mniemaniu arcydzieło epistolografii. Nie chciałabym, żeby ktoś usnął, czytając te jego wypociny, przytoczę więc tylko fragment listu z 23 października 2003 roku:

„(...) Dziś jak zwykle przechadzaliśmy się z Netką wzdłuż rzeki. wiesz, jak się posiada spaniela, jesień przestaje jawić się jako malownicza, romantyczna pora roku. Jest brudna, deszczowa i błotnista! Teraz każdego niemal dnia muszę Netce obmyć łapy i wyczesać zaschnięte błoto z uszu. Ona bardzo tego nie lubi, a przy tym nie mieści się jej w tym małym, kudłatym łebku, że wszystkiemu jest winne jej ulubione miejsce spacerowe, że gdybyśmy poszli do parku, gdzie trawa jest gęsta a alejki wysypane grysem, nie musiałaby znosić tej codziennej toalety. Tymczasem nad rzeką błoto jest, wierz mi, po kolana. Przynajmniej po kolana Netki, choć przyznać muszę, iż jest to doprawdy urokliwe miejsce. Rosną tam platany, które o tej porze roku zrzucają liście i ziemia pod każdym drzewem przykryta jest srebrzysto brązowym płaszczem... Ostatnio budzi się w Netce instynkt myśliwski, który, jak sądziłem, hodowcy dawno zdławili w jej przodkach, a tymczasem był tylko uśpiony. Na szczęście zawsze bała się wody i lęk ten wciąż jest silniejszy niż zew natury, nie wskakuje więc za ptactwem do rzeki, ale ciągnie ją tam niesamowicie. Na dzisiejszym spacerze wydarzyło się coś osobliwego. A może się nie wydarzyło? Netka, spuszczona ze smyczy radośnie biegała tam i z powrotem, ujadając na wszystko, co się rusza, a ja szedłem bez pośpiechu i ostrożnie, żeby nie pobrudzić sobie nogawek, patrzyłem pod nogi starając się omijać kałuże pozostałe po wczorajszej ulewie i stąpać raczej po kępach trawy, które, na dobrą sprawę nie wiem czemu, są u nas rzadkie i mizerne. Na ślady natknęliśmy się oboje, niemal równocześnie. Netka przystanęła z nosem przy ziemi, po czym podniosła łeb, przechyliła go w taki komiczny sposób i popatrzyła na mnie. Nie boję się nazwać jej spojrzenia pytającym, zresztą odpowiedziałem jej takim samym, bo rzeczywiście, odciski były dziwne. To znaczy nie w tym sensie, że zostawiło je UFO, dinozaur albo jakieś inne, niezidentyfikowane stworzenie. Przeciwnie, były to widome ślady ludzkich stóp. Tylko że bosych! No i... prowadziły do rzeki. Właśnie nie „w kierunku rzeki”, tylko prościutko do wody. Niknęły w niej. Tak, też pomyślałem, że to zastanawiające. Może po prostu, na przykład, czyjś czworonóg nie jest tchórzliwy i wszedł do wody, a właściciel się przestraszył (ja bym się przeląkł, tu jest bardzo głęboko), chciał go wyciągnąć, więc, co naturalne, zdjął buty. Może też ktoś łowił ryby, albo jest morsem i lubi sobie, nawet w październiku, moczyć nogi. Tylko że nie mogliśmy znaleźć miejsca, w którym ten ktoś z rzeki wychodził. Poszliśmy w jedną stronę, chyba ze dwa kilometry, żaden mors przecież by tyle nie brodził, potem w drugą, aż do kładki, a następnie sprawdziliśmy drugi brzeg, gdyby ten ktoś był miłośnikiem kąpieli rzecznych. Nic. Wiem co teraz sobie myślisz- albo to absurdalny żart, albo całe szczęście, że nic. Bo jeśli to były ślady jakiegoś straceńca, który się utopił, dobrze, że nie natknęliśmy na zwłoki. Pomyślałem tak samo. Nie wiem, może zbyt pochopnie, ale zadzwoniłem na policję. Przyjechali bardzo szybko, a ludzie narzekają na opieszałość stróżów prawa. Byli zaaferowani, ponieważ akurat otrzymali zgłoszenie zaginięcia pewnej staruszki, a jej rodzina wspominała, że babunia lubiła chodzić nad rzekę. To były ślady niedużych stóp, rozmiar 36 i od razu, jak je ujrzeli, pomyśleli o tej kobiecie. Kilka godzin przeczesywali brzegi aż do jazu, gdzie przecież ciało musiałoby się zatrzymać, wołali, sami chyba nie wierząc, że im odpowie:„Pani Zagórowska, pani Zagórowska!”, ale ich poszukiwania były marne. W końcu zrobiło się ciemno i oświadczyli, że dno rzeki zbadają jutro. Stałem tam oczywiście cały czas, czekając na efekty. Jeśli się dowiem czegoś nowego, na pewno Ci o tym napiszę! Teraz nie mogę zmrużyć oka, ciągle myślę o tych śladach i tej biednej, nieszczęsnej staruszce. Podobno miała Alzheimera. Pewnie nawet nie…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Odra — czytnik · opowiadania