Psychologia · 6 min czytania
Odrobinę lub nieco więcej zagadkowy wieczór!
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Było nudno jak zwykle. Moja mam czytała gazetę, tata pracował przy biurku, a brat natomiast był zajęty malowaniem plakatu o II wojnie światowej. Siedziałam znudzona i niezadowolona, wbita w oparcie fotela. Znowu zapomniałam iść do biblioteki, a byłam przecież maniakalnym „molem książkowym”. Każda, nawet najsłabsza powieść, wciągała mnie dość mocno, a prawdę powiedziawszy za mocno. Jedyne co sprawiało, że do tej pory jestem jeszcze na Ziemi, było to, że zawsze zapominałam o pójściu do wypożyczalni książek, tzw. Biblioteki. Wobec tego odstępy pośród książkami, które czytałam praktycznie nie oddychając, były dość duże. Te przerwy spędzałam oddychając świeżym powietrzem, aby nadrobić w tym braki. Do tej pory nie jestem pewna które chwile spędziłam przyjemniej. Czytając książki czułem się wręcz niebiańsko, a biegając po dworze byłam zawsze w doskonałym nastroju. Tego problemu nie rozstrzygnęłam, gdyż były to dwie całkiem odmienne sprawy. Polegało to na tym, że książki to pokarm dla dycha, a różne figle to strawa dla ciała. Przecież nie tylko jedzenie nią jest. Czas kończyć już temat o czytaniu, gdyż mam jeszcze parę rzeczy do wyłuszczenia. Jestem niepoprawną optymistką. Wszystkie smutki, mimo bólu, obracam w śmiech. Może uważacie mnie już za jakieś romantyczne dziewczynisko, ale mnie przecież nie znacie. Wielu osobom wydaje się, że kogoś znają mimo, że dopiero się z nim poznali. Intuicja przecież nie istnieje. Wszystko co jest na naszej planecie, jest częścią logiki. Sami się nad tym zastanówcie, bo szkoda czasu na niekończące się filozoficzne rozważania. Wobec tego wymienię jeszcze odrobinkę swoich osobowości. Otóż to jestem ironistką i wszystko co mówię, należy rozumieć na odwrót, czy jak kto woli „tył na przód”, jeżeli oczywiście stosowne jest użycie tego rodzaju stwierdzenia. Ojej, już nawet mnie znudziła ta przydługa wyliczanka, czas przejść do sedna sprawy... Wobec tego tak się nudziłam... Mógł to być zwykły wieczór, ale stał się on takim, który warto zapamiętać, żeby móc się od czasu do czasu z niego pośmiać... Mijały powoli, znienawidzone tego dnia, minuty. Zadzwonił telefon. Znudzonym głosem oznajmiłam, że ja odbiorę. Podeszłam do aparatu i apatycznym ruchem dłoni, podniosłam słuchawkę. Okazało się, że jak zwykle było do mnie! Tyle osób do mnie dzwoni, że przydałaby mi się komórka. Dzwoniła moja najlepsza przyjaciółka Roksana (jej rodzice pasjonowali się w nadawaniu swoim własnym dzieciom tego rodzaju dziwnych imion). Prosiła, żebym jak najszybciej, wyszła pod klatkę, gdyż ma mi do zakomunikowania „sprawę nie na telefon”. Pewnie jej coś…