Biografia · 3 min czytania
Odry
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Zimą Odra jest z rtęci. Pulsuje w cementowej próbówce pod grubą kołdrą ptasich brzuchów, pod prześcieradłem z kry. Znam dwie Odry. Obie wylewają się przez rysy swymi smolistymi cielskami. Leniwie kleją się do nabrzeża z wielkiej płyty jak rak do płuc palacza. Skul się we mnie. Moja Odra była wiecznie rozerwana. Bielik orał swoją brzytwą jej łono po to, by mewy mogły chciwie rzucić się w jej pochwę. A parę metrów dalej ciepłe plamy krwi znaczyły miejsce, w którym stado kaczek wygrało z głodem kosztem samego siebie. Moja Odra jest nienaruszona. Nikt jej nie bruszy więc łabędzie mogłyby spokojnie przymarzać do jej brzucha. Ale ona nie lubi łabędzi. Jest ciepła, ale nie jestem na tyle głupia by zdjąć buty i przejść się po niej. Najpierw kochałam moją Odrę nienawidząc szczerze tej swojej. Odliczałam minuty i kiedy wreszcie znikała pod mostem czułam się wolna. I chodziłam karmić łabędzie, które były na tyle nieroztropne, by dać się zauroczyć lodem. Potem nie chciałam patrzeć na jej łono, na którym rozgorzała mewia orgia i odwracałam wzrok od jej zwierciadlanych pleców wystających z cementowostalowego gorsetu. To było straszne. Teraz jedyne co mam to ta…