Biografia · 3 min czytania
Odwiedziny położnicy i noworodka
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Przez tydzień czasu, w domu każdej, swojej położnicy, królowała babka Pietrysia. Przychodziła na kilka godzin dziennie, kąpała dziecko, przewijała, przystawiała do piersi, a przy okazji przestawiała po kątach domowników. W sposób szczególny pędziła do obowiązków młodych ojców, bo jak powiadała – „ chłopa trza gnać, zeby wiedzioł co znacy być łojcem”. Pietrysia była osobą samotną , niezamężną, bezdzietną, mimo tego posiadała sporo zdrowej wiedzy na temat życia w rodzinie. W czasie tygodniowego posługiwania przy położnicy i noworodku, babka nie żywiła się w swoim domu. Jadła tam gdzie akurat przebywała i musiało to być jedzenie solidne, czyli obiadek w porę, najlepiej z kuraka, bo to i położnica musi się dobrze odżywiać, a i ona sama nie będzie tyrać o suchym pysku. Szczęściem wielkim było, jeśli w takim domu była dorosła kobieta, bo jeśli takowej nie było, gotowanie obiadku zlecała ojcu noworodka i wcale jej nie obchodziło jak sobie z tym poradzi. Mój tato, zdaniem Pietrysi, spisał się znakomicie. Podobno, nie przeszkadzały jej pływające po rosołku drobne, kurze piórka, podobno, zjadła co do joty, a umiejętności kulinarne mojego ojca wychwalała pod niebiosa, i ni z pieprzu ni z papryki, zamówiła sobie kolejny poród.
Plotka o tym, że Tomkowa Stefa urodziła dziewczynkę z dziwną głową, obiegła wieś lotem