Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Akcja · 12 min czytania

Ofiarna służba

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

0600. Miasto śpi. Rytmiczny stukot zelówek ciężkich butów, zabija cisze. Ulicą maszeruje wysoki, dobrze zbudowany mężczyzna, jego płaszcz powiewa na wietrze jak peleryna super herosa. Pobliskie męty, śpiące w rynsztokach patrzą na niego jak na nieproszonego gościa, który właśnie wlazł im do domu. Ulica była szeroka, wprawne oko mogło ocenić, że kiedyś musiała być bardzo popularna, setki tysięcy zmotoryzowanych wybierało ją każdego dnia. Biznesmeni zapewne jedli w znajdujących się na niej restauracjach, a służby porządkowe wybierały każdy papierek jaki nieopatrznie wyleciał jakiemuś przechodniu. Teraz obraz ulicy jest absurdalny, nie chodzi o bród, nie chodzi o bezdomnych ani o to, że ulicą nie jeździ już żaden pojazd. Chodzi o to, że pomimo lipcowego poranka, ulica jest nasycona mrokiem, tak jak najniższe partie lasu.

Kurt Haartman chadza tą ulicą raz w tygodniu. Nie jest to najszybsza droga do pracy, lecz on nie lubi co dzień mijać tych samych miejsc. Przynajmniej dowolność w wyborze ulic, którymi przemieszcza się do pracy daje mu wrażenie swojej niezależności.

Joachim – człowiek, którego Kurt mija za każdym razem jak tędy przechodzi. Jest obłąkanym starym człowiekiem, który spędził w tym miejscu prawdopodobnie całe życie. Sam nazywa się sprzedawcą upominków, jednak ta nazwa jest raczej ironiczna, gdyż żaden turysta, ani jakikolwiek klient nigdy go nie odwiedza. Kurt zawsze zatrzymuje się przed tym archaicznym straganem i ze smutkiem patrzy na towary jakie oferuje handlarz. Są to niewątpliwie, pamiątki, relikty dawnego świata. Haartman kupił tutaj rok temu cegłę, pochodzącą ze sławnego muru berlińskiego. Oddzielającego wolne RFN i trzymane w żelaznym uścisku matuszki Rosji NRD. Dwa światy. Minęło sto lat a Berlin jest dalej podzielony. Mimo iż mur zburzono już dawno, to mędrcy tego technicznego społeczeństwa skonstruowali nowy . Dla jednych jest sufitem, odcina ich od słońca, powietrza i szansy na godziwe życie. Dla drugich jest tylko podłogą miejscem skąd zaczyna się ich wspinaczka na szczyt. Kurt lubił te ‘podziemia’ . Oczy nie męczyły się w mroku, a cisza działała jak lekarstwo na hałas górnego świata.

Dorian Gray Tower. Jeden z pierwszych wieżowców na świecie, który przekroczył wysokość jednego kilometra. Kurt pracował na najniższych poziomach tego kolosa. Pilnował dolnego wejścia do wieżowca, zaprojektowanego pierwotnie jako główne drzwi to budynku, jednak gdy miasto przeniosło się na pułap powyżej 500 metrów, miejsce to stało się miejscem zsyłki dla nieposłusznych pracowników.

Dwadzieścia trzy lata pracy wojskowej, w tym zarówno praca biurowa, jak i tajne misje dla ONZ i NATO , znajomość 5 języków. Kwalifikacje wystarczające by ochraniać najważniejsze osoby na świecie. Tymczasem Kurt jest szefem ochrony w zapomnianym przez ludzi miejscu.

Wieżowiec nie posiada drzwi. Zostały skradzione parę miesięcy temu. Kierownictwo nadal nie wydało rozporządzenia by wstawić nowe. Na nic nie zdały się prośby pracowników. Panuje dziwne przekonanie że piętra poniżej 500 metra to tylko nic nie znaczący fundament.

- Martin, zrób mi kawę – Kurt wydał swój pierwszy rozkaz dzisiejszego dnia. - Już zrobiona – trzydziesto letni pyzaty mężczyzna wyciągną wielki biały kubek spod lady. Mebel przy którym stał miał być prawdopodobnie portiernią teraz służył jako stróżówka i mała kuchnia. Niedola Kurta i jego pracownika Martina była ogromna. Miejsce ich pracy to co prawda spore pomieszczenie wielkiego biurowca, znanego na cały świat, perły architektury i ósmego cudu świata, jak rozpisywały się gazety. Jednak ta część była niczym grobowiec, ciemna brudna i a co najgorsze nieprzyjemnie zimna – metaliczna. Oni byli jak strażnicy strzegący wrót do nieba, do lepszego świata. Winda była chyba jedynym działającym tutaj urządzeniem. Kurt dziwił się setki razy czemu jej po prostu nie zablokują i nie wywalą jego i Martina za zbity pysk. Tak samo jak i szefa drugiej zmiany tego ćpuna Erwina.

- Poproszę raport drugiej zmiany – wymamrotał Kurt, nabierając niemal jednocześnie sporego łyka kawy. - Już przeglądałem nic w nim… - Podaj mi ten cholerny raport – wydarł się rozlewając niemal całą kawę na marmurowa posadzkę. Martin podał czarna naszpikowaną papierami podkładkę swojemu wkurzonemu jak zawsze szefowi. Lubił Kurta, znali się już prawie rok. Zawsze cieszył się, ze możę pracować z nim zamiast z Erwinem, który zwykł dawać sobie w żyłę na służbie . Haartman był twardym przełożonym, ale lepszy taki niż zaćpany przełożony. - Ktoś powinien zwrócić uwagę Erwinowi, ze raport powinien być bardziej czytelny. - No to cały Erwin – szepną Martin, jego oczy jednak zaraz wlepiły się w podłogę gdy zobaczył wyraz twarzy Haartmana. - No to idę na obchód, a ty zostań na nasłuchu radiowym –rozkazał Kurt, odwracając się w kierunku drzwi. Martin śmiał się z niego w duchu przez pierwsze tygodnie. Uważał go za szaleńca, bawiącego się w żołnierzyka. Jednak w miarę upływu czasu przekonał się co do niego. Kurt Haartman to zawodowy żołnierz perfekcjonista w każdym calu. Nawet praca w takim miejscu była dla niego obowiązkiem, który należy spełniać w stu procentach. Dawał z siebie wszystko każdego przeklętego dnia. Nigdy nie zwalał na niego obowiązków ja zwykł to czynić Erwin. Podziwiał go za to. Dlatego Martin Baumann drugi strażnik dolnego wejścia do wieżowca Dorian Gray Tower czuł do swojego przełożonego bardzo duży szacunek.

Kurt szybkim krokiem maszeruje dookoła budynku. Sprawdza każdy zakamarek. Wita się z biwakującymi tu mętami, a nawet odgarnia śmieci spod wejścia, by było ono bardziej reprezentatywne.

Strażnik, który…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Ofiarna służba — czytnik · opowiadania