Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

historia · 7 min czytania

Ogień

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Pociemniało. Ciężkie chmury zasnuły nieboskłon, zmieniając barwy i kształty wszystkiego dookoła. Raz po raz grzmot przewalał się człowiekowi nad głową. On stał, patrzył i słuchał. Nagle niebo zajaśniało oślepiająco i pękło. Błysk i huk rzuciły go na ziemię. Został przygnieciony przez siłę, która nie zadała mu bólu. Przeżył już kiedyś coś podobnego w czasie polowania, gdy ranny koń kopnął go w bok. Padł jak teraz, ale wtedy bardzo bolało i bolało jeszcze długo potem. Teraz upadł bez bólu. Leżał z twarzą w trawie półprzytomny, ogłuszony i oślepiony, ale żył. Powoli wracała mu świadomość, a wraz z nią nadszedł strach - siła, która każe uciekać lub zabijać. Chciał uciec. Podniósł głowę, ale to, co zobaczył, nie pozwoliło mu wstać. Przed nim płonęło drzewo. Złamane, paliło się szarpanym przez wiatr płomieniem. Nigdy jeszcze nie widział ognia, a ten widok przewyższał wszystko, co znał dotychczas. Ogień ciągle zmieniał kształt. Strzelał w górę lub pochylał na boki, rósł lub malał, dzielił się na części przeskakujące pomiędzy gałęziami, a potem łączył w jedność obejmującą całe drzewo. Zmieniał kolor, zanikał i wybuchał jeszcze większym światłem. Burza tymczasem przeszła, wiatr ucichł, a człowiek ciągle leżał i patrzył. Drzewo płonęło coraz słabiej, rozpadając się powoli na wiele dymiących kawałków. Wygasła też trawa i pobliskie krzaki. Ogień zanikał wraz z zachodzącym słońcem. Wtedy człowiek wstał, podniósł z ziemi kamień i ruszył w stronę drzewa. Skradał się jak do zwierzyny. Bał się, ale strach zagłuszało uczucie, którego do tej pory nie znał - ciekawość. Tuż, na wyciągniecie ręki leżała gałąź - jasna i ciepła. To było dziwne. Znał ciepło kamieni nagrzanych słońcem i ciepło innego człowieka, ale nie znał ciepła gałęzi. Był bliżej i bliżej. Już palce prawie dotykały drewna, gdy nagle ono złamało się, trysnęły iskry i błysnął płomień. Odskoczył, wzniósł rękę do ciosu i czekał na atak. Obserwował gałąź uważnie jak przyczajonego węża, ale ataku nie było. Ostrożnie podchodził bliżej i bliżej, czuł już ciepło gałęzi i... chwycił ją. Ścisnął mocno i wtedy nieznany ból poraził mu dłoń. Puścił gałąź i uderzył ją kamieniem. Atak za atak. Posypały się iskry. Drewno pękło, jakiś czas świeciło i ściemniało. Uderzył ponownie. Znowu trysnęły iskry i gałąź zamarła. Jakiś czas obserwował ją jak jadowitego węża, którego nie wolno chwytać w dłoń, ale wydawała się być już martwa. Zbliżył powoli dłoń i dotknął jej ostrożnie. Była bardzo ciepła, ale już nie gryzła jak poprzednio. Uspokoił się. Ostrożnie wszedł w krąg wypalonej trawy przy drzewie. Zapadł już zmierzch, więc widział tylko rozżarzone węgielki rozsiane po ziemi i smużki dymu. Nie bał się już ich, a wręcz zrozumiał, że dają one przyjemne ciepło chroniące przed chłodem nocy. Usiadł na ziemi i po chwili usnął. O świcie obudził się zdrętwiały z zimna. Dookoła leżały spopielone kawałki drewna pogaszone poranną rosą. Zaczął je potrącać w poszukiwaniu ognia i ciepła - nadaremnie. Ogarnęła go złość. Zaczął bić je kamieniem, łamać i rozrzucać. Czasem jakiś kawałek był cieplejszy, ale ognia w nim nie było. Po gniewie przyszła rezygnacja i siły go opuściły. Znał już to uczucie. Kiedyś długo czatował na brzegu rzeki, aż w końcu podpłynęła wielka ryba. Uderzył celnie. Ryba znieruchomiała i przewróciła się na bok. Gdy chwycił ją w rękę, nagle ożyła i umknęła. Wtedy też ciskał kamieniami z bezsilnej złości i długo potem siedział na brzegu osowiały i głodny. Teraz też poczuł głód. Wstał więc i…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Ogień — czytnik · opowiadania