Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Horror · 13 min czytania

Ogłoszenie

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

rozdział I

Wyglądam przez okno i widzę jak nieznajomy kuli się pod parasolem. Ma ciemny płaszcz, całkowicie już mokry od deszczu, buty na grubej podeszwie, takie które nadają się do chodzenia po górach i niebieskie spodnie. Stoi w bramie i najwidoczniej czeka na kogoś. Co chwila rozciera sobie dłonie i odgarnia z czoła mokre włosy. Wsłuchuje się w miarowe bębnienie deszczu, i patrzę jak świat za oknem tonie w szarości. Wszędzie tylko deszcz, woda spływa ulicami w dół do skrzyżowania. Przechodnie, ledwo widoczni w padającym deszczu, mkną niczym zjawi, skuleni, zmagając się z wiatrem i siekącym bezlitośnie deszczem. Krople deszczu płynące po szybie, przypominają łzy. Ostatnia lekcja ciągnie się w nieskończoność, jakby specjalnie czas zwalniał i zwalniał, aż do całkowitego zatrzymania. Patrzę na zegar i siłą woli próbuje poruszyć wskazówki. Nauczyciel jakby zauważa moje starania, i sam spogląda na zegar. No dobrze, dzisiaj skończymy wcześniej.

Wszyscy uradowani pędzą do szatni, ja natomiast nie podzielam ich entuzjazmu. Chcą zmoknąć proszę bardzo, mi się nie śpieszy. Snuje się przez jakiś czas po korytarzu niczym zjawa, nasłuchując panującej do koła ciszy. Pięć minut po ostatnim dzwonku w szkole robi się cicho, wręcz nienaturalnie cicho. Na co dzień budynek jest pełen hałasu, uczniowie ganiają się po korytarzach, przekrzykują siebie nawzajem, śmieją się i rozmawiają a teraz słychać jedynie echo moich kroków i cichą rozmowę dochodzącą gdzieś z oddali. Czując się jak duch, schodzę do szatni i ubieram się. Deszcz pada nieprzerwanie, zakładam czapkę i dziękuje w duchu, że do domu mam niecałe 10 minut drogi. Idę szybko, patrząc pod nogi i omijając kałużę. Chodnik wygląda niczym koryto rwącej rzeki, buty mam już całkowicie mokre. Klnę pod nosem, myśląc, że może uda mi się jutro wymigać od szkoły jeżeli przekonam mamę, że jestem przeziębiony. Na to się najwyraźniej zapowiada. Ojciec i tak będzie w pracy, więc niczego nie będzie wiedział a ja uniknę sprawdzianu z geometrii. Może jednak dobrze, że pada – myślę sobie. Skręcam do parku, mijam tablicę z ogłoszeniami, którą jacyś chuligani pomalowali sprayem, i nagle przystaje. Kątem oka coś zobaczyłem. Wracam i widzę ogłoszenie, które przyczepił tutaj pewnie jakiś zrozpaczony dzieciak.

Zaginął piesek : malutki biały piesek z czerwoną obrożą. Nazywa się szczęściarz, Znalazcy nagroda, napisane wielkimi literami. Pod spodem numer telefonu.

No kolego, nie mogę ci pomóc, myślę sobie. Chociaż robi mi się trochę smutno, bo pewnie teraz jakiś dzieciak siedzi w domu i liczy na to, że jego piesek się znajdzie. Nie wie, że najprawdopodobniej, jego ukochany szczęściarz leży gdzieś w rowie z przetrąconym karkiem, po spotkaniu z pędzącym samochodem, którego kierowca nawet nie próbował się zatrzymać.

Ruszam dalej, po chwili dochodzę do mostu, W lato most jest miejscem spotkań zakochanych, przychodzą tutaj pary które trzymając się za ręce spacerują powoli alejkami, śmieją się i rozmawiają, siedzą na ławkach albo karmią pływające po rzece łabędzie. Jednak teraz nie ma ani łabędzi ani zakochanych. Deszcz pada nieustannie a ja dostrzegam w oddali jakąś postać która klęczy na ziemi. Z tej odległości nie mogę dostrzec niczego więcej, ale zdaje mi się, że to ten sam nieznajomy który czekał wtedy pod bramą. Dlaczego klęczysz na tym przeklętym deszczu, zastanawiam się i przystaję żeby go poobserwować. Z tej odległości jest ledwo widoczny, ale widzę, że nieznajomy wyciąga rękę. Koło niego biega i podskakuje wesoło mały piesek. Nie podchodzi jednak na tyle blisko, żeby nieznajomy mógł go pogłaskać. - Nie ufasz obcym mały, myślę sobie, masz rację, ja też nie. Jednak człowiek ma w ręku widocznie jakiś psi przysmak gdyż szczeniak zbliża się do niego coraz bardziej. W końcu podchodzi na tyle blisko, że nieznajomy może go pogłaskać. Obserwuję ich i myślę sobie, że jednak są na świecie dobrzy ludzie. W końcu ktoś przygarnie tego szczeniaka który błąka się po parku Bóg wie ile czasu, nakarmi go i kto wie może się nim zaopiekuję na stałe. Sam miałem kiedyś takiego szczeniaka, ale nie znalazłem go w parku tylko na starej stacji kolejowej. Wracałem ze szkoły i zobaczyłem jak siedział tam, czekał na swojego pana który go zostawił. Był cały brudny i wyglądał na głodnego więc oddałem mu swoje szkolne kanapki. Pies nie odstępował mnie na krok i przyprowadził do samego domu, jednak na początku rodzice nie chcieli się zgodzić, żebym go zatrzymał. Serce im zmiękło dopiero następnego dnia, kiedy okazało się, że poczciwa psina przesiedziała pod bramą całą noc. Ojciec, w przypływie czułości zrobił nawet dla niego budę. Piesek był z nami przez kilka lat aż w końcu gdzieś zaginął. Nie wiem co się z nim stało, po prostu obudziłem się pewnego dnia a jego już nie było.

Ze wspomnień wyrywa mnie pisk zwierzęcia. Widzę jak nieznajomy wstaje i szybko zmierza w moim kierunku, niosąc w rękach szczeniaka. Dla pewności ukrywam się za pniem wielkiego, starego dębu i dalej obserwuje. Człowiek staje na moście a ja z tej odległości widzę, że piesek którego trzyma jest podobny do tego z ogłoszenia. Deszcze pada nieprzerwanie, i że jestem już cały przemoczony. Woda leje mi się do butów i za kołnierz, czuje że jest mi zimno, kurtka już dawno przemokła a jedyne o czym teraz myślę to wrócić do domu, napić się czegoś gorącego i położyć pod kocem. Nagle widzę, jak nieznajomy bierze zamach i wyrzuca pieska. Zrzuca go z mostu, dobre 5 metrów w dół do rzeki. Nie zdążyłem nawet zareagować gdy widzę jak piesek, macha bezwładnie łapkami, robi obrót i wpada do wody. Słychać tylko głośny plusk i pisk zwierzęcia. Wszystko stało się bardzo szybko a ja siedzę skulony ze strachu za tym starym pniem i myślę co będzie jeżeli ten człowiek mnie widział. Bądź co bądź wrzucanie piesków do rzeki nie jest „normalne” i mógłbym o tym donieść chociażby na policję. Tym bardziej, że byłbym w stanie rozpoznać tego człowieka. Leżę tam skulony, i nasłuchuję kroków spodziewając się, że za chwilę stanie na de mną, wyciągnie mnie siłą z mojej kryjówki i sam wyląduje w rzece. Albo stanie się jeszcze coś gorszego. Minuty mijają a ja słyszę jedynie padający deszcz. Ostrożnie wystawiam głowę by upewnić się, że jestem w parku sam. Przemoczony i zziębnięty wracam do domu, myśląc o tym chłopaku który przed chwilą stracił swojego pieska. Może powinienem

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Ogłoszenie — czytnik · opowiadania