akcja · 11 min czytania
Ogłoszenie cz.1
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 5
Skręciłam w odpowiednią ulicę, oglądając się niepewnie za siebie. Ale zadupie. Jak można tu mieszkać? Przyśpieszyłam, chcąc mieć to jak najszybciej z głowy. Sprawdziłam jeszcze raz na telefonie adres i w tym momencie bateria padła mi na amen. Dżizas, nie mogła wytrzymać jeszcze kilku minut? Zdegustowana, wrzuciłam telefon to plecaka i podeszłam pod drzwi domu. A właściwie domku. Mały i niepozorny, aczkolwiek zadbany. Usłyszałam dobiegający gdzieś z daleka śmiech dziecka. Odwróciłam się i uśmiechnęłam do starszej pary z pieskiem na smyczy, po czym wcisnęłam dzwonek przy solidnych, dębowych drzwiach.
Po chwili usłyszałam kroki i chrzęst przekręcanego w zamku klucza. Drzwi się otworzyły i stanął w nich średniego wzrostu mężczyzna pod trzydziestkę.
- Dzień dobry. Pan Marcin? Ja w sprawie ogłoszenia - powiedziałam.
- A, tak. Witam. Proszę, wejdź. - Uśmiechnął się i zaprosił gestem do środka. Weszłam za nim do przedpokoju. - Nie, nie ściągaj - powiedział, widząc, że zsuwam tenisówki. Wyprostowałam się.
- Ok. To gdzie ten telewizor? - spytałam.
- Tutaj - Wprowadził mnie do salonu i wskazał w jeden z jego kątów. Stał tam, dokładnie taki sam jak na zdjęciu na portalu, kineskopowy telewizor firmy Thomson. Dokładnie taki, jakiego szukałam.
- Można sprawdzić czy działa? - Podeszłam do niego i obejrzałam dokładnie. Z zewnątrz wyglądał niemal idealnie.
Część 22 / 5
- Działa.
Przerwałam oględziny i podniosłam wzrok.
- Chciałabym się upewnić.
- Powiedziałem, że działa.
- Okej, rozumiem. Jednak wolałabym to sprawdzić. Nie po to jechałam taki kawał…
- Kurwa, bierzesz czy nie?! - warknął. Patrzyłam oniemiała na grymas wściekłości na twarzy mężczyzny, lecz postanowiłam trwać przy swoim. Nie zamierzałam kupować kota w worku.
- Proszę tylko o podłączenie go do prądu. To zajmie sekundę, a da mi pewność, że wszystko działa jak należy. To chyba nie jest problem?
Część 33 / 5
- To. Jest. Kurwa. Pierdolony. Problem.
W tym momencie zaczęłam się bać.
- W takim razie proszę nie sprawdzać. Ale ja go nie wezmę.
- Nie weźmiesz? - Niemal widziałam jak drgają mu nozdrza. Zaczęłam kierować się w stronę drzwi. Wysoko uniesiona głowa, twarde spojrzenie. Nie może zobaczyć, że się boję. - Byliśmy umówieni! Siedzę w domu całe, pierdolone popołudnie i czekam! A ta głupia pizda mówi mi, że go nie weźmie… - zarechotał. Lecz to, zamiast uspokoić mnie, wywołało jeszcze większy niepokój. Boże, w co ja się wpakowałam? Szybko obliczyłam w myślach odległość między salonem a drzwiami wejściowymi. Jestem szybka. Cztery kroki. Otwarcie drzwi. Wypad na zewnątrz. Ucieczka…
W tym momencie przypomniałam sobie, że zamknął drzwi wejściowe na klucz.
Kurwa.
Ja pierdolę.
Część 44 / 5
A chuj z tym.
- Dobra, posłuchaj, wezmę ten telewizor… - zaczęłam, ale mi przerwał.
- Nie wierzysz mi! - Grzmotnął pięścią w szklaną gablotę, którą miał za plecami. Wytrzeszczyłam oczy. Kiedy zdążył się tam obrócić? Po podłodze rozsypało się szkło, a ja dosłownie skamieniałam. Instynkt wrzeszczał: UCIEKAJ! TERAZ! Ale rozsądek mówił, że to bez sensu. Drzwi wejściowe są zamknięte, nie znam rozkładu domu… A zresztą, kogo to obchodzi? Musze się stąd wydostać!
Boże, co mi strzeliło do głowy, żeby tu przychodzić?!
- Nie wierzysz! - wrzasnął i znów uderzył w gablotę. Odłamki szkła wbiły mu się w rękę, krew kapała na podłogę. Ja pierdolę, to jakiś psychopata! Zamachnął się po raz kolejny i postanowiłam to wykorzystać. Najciszej, a jednocześnie najszybciej, jak potrafiłam, czmychnęłam przez pierwsze z brzegu drzwi. Kuchnia. Okno. Okno! Dopadłam do niego i chwyciłam za klamkę.
Ręce mi się trzęsły. Kurwa, kurwa, kurwa, jak to się otwiera?! Cała się trzęsłam, jednocześnie nakazując sobie wewnętrzny spokój. Panika w niczym mi nie pomoże, w niczym, oddychaj, musisz być spokojna, myśl, myśl i działaj, myśl i działaj… Mimo to ręce mi się trzęsły, z trudem opanowałam ich drżenie. Przekręciłam klamkę i szarpnęłam. W tym samym momencie poleciałam do tyłu. Wrzasnęłam z bólu, gdy mężczyzna szarpnął mnie za włosy.
Część 55 / 5
- Wychodzisz już? - zapytał słodko.
Nogi mi się poplątały, upadłam na podłogę, instynktownie chcąc podeprzeć się rękami. Popuchnięte stawy zaprotestowały przeciw takiemu obciążeniu, palce przeszyły błyskawice bólu. Boże! Nawet nie mam jak się bronić!
Mimo to, nie zważając na ból, uniosłam ręce do głowy i chwyciłam nimi dłonie napastnika, którymi szarpał mnie za włosy, ciągnąc po podłodze do salonu. Szkło. Nie, nie, nie! W jednej sekundzie stanęły mi przed oczami wszelkie możliwe tortury, które można zadać przy użyciu tego narzędzia. Wizja wbitych we mnie odłamków nie wyglądała zbyt zachęcająco. Kurwa mać! Wstąpiła we mnie adrenalina, gdy dotarło do mnie, że mam jeszcze sprawne inne kończyny. Zahaczyłam stopami o nogi krzesła, stojącego przy stole, przewracając je na siebie. Oparcie wbiło mi się w brzuch. Fuck! I co ja mam niby teraz zrobić z tym krzesłem?! Przerzucić sobie je nad głową? Chyba najlepiej od razu spuścić na łeb! W drzwiach od salonu rozkraczyłam się i zaparłam nogami o framugi drzwi.
- Człowieku, o co ci chodzi?! Puść mnie! - wrzasnęłam rozzłoszczona.
Nie okazywać strachu, złościć się, wrzeszczeć, pyskować, byle nie okazać strachu, byle…
- Jesteś niewdzięczną suką! - warknął w odpowiedzi, puszczając mnie nagle i rzucając na podłogę. Uderzyłam głową o twardą posadzkę. Jęknęłam i zamrugałam gwałtownie oczami, aby pozbyć się mroczków. Tylko nie…