Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Romans · 8 min czytania

Ognistowłosa

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

- ..., ale zostańmy przyjaciółmi. Tak będzie najlepiej. – powiedziała przeczesując palcami swe lśniące, miedziane włosy. Miedzy ich anielskimi kosmykami przebłyskiwały oczy o nieziemskiej urodzie, oczekujące jego reakcji. Zdecydowanie nie była to odpowiedź na którą czekał. Spoglądając na nią przez swe czarne jak heban włosy, które w padającym chwile promieniu światła, nadawały mu mroczny wygląd, nie wiedział jak zareagować. Chciał coś powiedzieć lecz nie mógł, jakby jakaś niewidzialna potężna dłoń zacisnęła się na jego gardle. - Nie zrozum mnie źle, ja bardzo cię lubię, ale nie jestem gotowa na żaden związek. – czuł jak wypowiadane przez nią słowa otaczają go, powoli wwiercając się w czaszkę. Od środka doświadczał dziwnego uczucia, jakby tysiące malutkich igiełek wbijały się w każdą komórkę jego ciała. - Rozumiesz mnie, prawda? – wpadający przez okno promyk zachodzącego słońca nadał jej włosom kolor rozżarzonego płomienia. Nie. Nie chciał tego rozumieć. Chciał krzyczeć, że nie rozumie. Chciał krzyczeć, że mogą spróbować być razem. Chciał krzyczeć, że ją kocha. Nie krzyczał. Zamiast tego z jego krtani wydobyło się ciche, zachrypnięte: - Tak. Uśmiech rozpromienił jej twarz, a całe pomieszczenie wypełniło się dobrą energią. Mógłby przysiąc, że wraz z nim ożyła przyroda. Chmury rozstąpiły się, ptaki zaczęły słodko świergotać, a liście pomimo późnej jesieni zazieleniły się. Wszystko to powinno nastawiać go pozytywnie. Jakoś nie nastawiało. Czuł, że na całej ziemi, chyba tylko on jest teraz nieszczęśliwy. Lecz nader wszystko nie chciał jej sprawiać przykrości, więc ułożył swe usta w grymas uśmiechu. Czas przestał dla niego istnieć, wokół niego znajdowała się nicość, a przed nim na niewielkim podeście siedziała ona. Otulona jedynie w białe pióra wyrastające z ogromnych i powabnych skrzydeł. Otaczała ją jasna poświata, promieniująca ciepłem i dobrocią. Siedziała naprzeciwko niego i mówiła lecz słowa do niego nie docierały. Od kilku lat był ateistą i w nic nie wierzył, a teraz vis-a-vis siebie, widział najpiękniejszego z aniołów. W jego głowie niczym głodne lwy walczące o resztki rozszarpanej antylopy, toczyły bój: strach, miłość, młodzieńcza ciekawość. Z tej dziwnej sytuacji wyrwał go, dobiegający z kieszeni dźwięk komórki. Wyjął ją a na wyświetlaczu mrugał nieustannie napis „Dom”. Wyłączył telefon, nie był w stanie rozmawiać. Gdy uniósł wzrok zobaczył, że jej twarz miała poważny wyraz. Poczuł się niepewnie, przygwożdżony jej spojrzeniem. Wstał i wytłumaczył, że musi już iść. Odprowadziła go do drzwi. Gdy wiązał swoje glany, starała się zająć go rozmową, ale on chciał stąd jak najszybciej wyjść. Wyprostował się i podał jej rękę. Dotyk jej ciepłej, miękkiej, jedwabnej dłoni rozpalił w jego duszy ogień. W środku płonął z nienawiści. Z nienawiść do siebie. Teraz już wiedział, że to może być ostatni raz, gdy jej dotyka. Odwrócił się i zbiegł po schodach. Na dworze ludzie uciekali w pośpiechu przed niezapowiedzianym deszczem. Ruszył przed siebie. Miał do domu spory kawałek drogi, ale się nie spieszył. Nie poszedł jak zwykle przez centrum, bo odbywał się tam festyn. Nie lubił takich małomiasteczkowych imprez, ani ludzi bawiących się na nich. Wybrał, więc dłuższą drogę przez obrzeża miasta. Był już względnie blisko domu, wystarczyło jeszcze minąć dworzec PKP. Gniew powoli uchodził z niego, zastępowany rozpaczą. Na dworcu jak zwykle leżało paru pijaczków. Wyminął ich i kierował się ku wyjściu. W drzwiach stało dwóch skejtów. Gniew momentalnie powrócił, nie zatrzymał się, a wręcz z zadowoleniem szedł w ich stronę. Gdy ich wyminął poczuł uciskającą dłoń na ramieniu. Nie czekał na dalszy rozwój sytuacji, a zadziałał. Jego rozpędzona pięść napotkała na swej drodze nos skejta. Po dłoni polała się ciepła posoka. Zanim jego ofiara padła

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Ognistowłosa — czytnik · opowiadania