Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Kryminał · 26 min czytania

Ogródkowa zbrodnia cz. VI ostatnia

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Dom, słodki dom. Wujek i ciocia kochani siedzą u rodziców, a ja mam dwa dni całkowicie dla siebie. Gdzieś w tym całym mętliku powrotnym zginął mi Łukasz, ale mam nadzieję, że się jeszcze zobaczymy. Co ja mówię, to jest chyba oczywiste, że się zobaczymy.

Mogę się wreszcie rozłożyć na mojej kanapie, przed moim telewizorem… Ugotować sobie prawdziwy obiad i zadzwonić do Anki… Ona mi oczywiście zepsuje moje dwudniowe wakacje we własnym domu. Może bym tam do niej na razie nie dzwoniła? Podaruje sobie jeden wieczór przyjemności. Anka może poczekać.

Łukasz… Obcy facet przyjeżdża taksówką i zawozi moją rodzinę na wieś. Po drodze zdążyli go namówić do urządzenia sobie razem z nami wakacji. Zostaje z obcymi ludźmi, sypia u nich na podłodze, robi im śniadania… Dzięki nim zostaje zamieszany w morderstwo. Potem mieszka z nimi w jednym pokoju nad morzem. Można powiedzieć, że wszedł do rodziny. Paranoja! Moja rodzinka jest postrzelona, ale nigdy nie myślałam, że posuną się aż do czegoś takiego. Swoją drogą nigdy też nie przypuszczałam, że będę im za to wdzięczna.

Ja i on to jest, co?! Fajnie było, ale co znaczyło? Czy ja zawsze musze mieć takiego pecha do facetów?

Dużo się o nim dowiedziałam przez ten czas. Spędziliśmy razem zwariowane wakacje pod znakiem morderstwa. Opalaliśmy się na jednym ręczniku… to wszystko było miłe, ale…

Jakie ale!? Co będzie, to będzie. Dlaczego ja się zadręczam jakimiś durnymi pytaniami? Zaczynam się zachowywać jak Wlazł. Każdy wie, że na głupie pytania są głupie odpowiedzi. Lepiej będzie jak pójdę się przejść i wstąpię po drodze do biblioteki.

Kto mnie budzi o … ósmej rano… Tak wcześnie to już nie jest, ale zawsze to jeszcze młoda godzina. - Już idę! Anka!? - jedyna sadystka poza rodziną. - Zdążyłaś się już wyspać? Nie łaska zadzwonić? - Cześć, miło cię widzieć, ładnie się opaliłaś. Dzięki. Nie ma, za co. - prowadziłam ożywioną konwersację sama ze sobą, żeby tylko nie dopuścić Anki do głosu. - Skąd wiedziałaś, że jestem już w domu? - zapytałam w końcu z wyrzutem. - Przecież sama ci załatwiałam te wczasy. Upał ci źle zrobiła na szare komórki, a jedna dzięki, której możesz się na odległość porozumiewać z ludźmi wpadł ci do wody? - Jesz coś? - monologi Anki są czasami bardzo groźne, a najlepiej się jej zamyka usta jedzeniem.

Dlaczego nie ma już na tym świecie przyzwoitych ludzi, którzy szanują czyjś sen? Zrobię jej śniadanie i się zamknie. Jak pomyślę, że mam teraz na głowie restaurację, rodzinę i trupa, no i jeszcze Łukasza… Dużo tego, ale bywało więcej, więc może sobie poradzę. - Co słychać w świecie biznesu? - zapytałam, patrząc jak Anka wsuwa smażony makaron z żółtym serem, ziołami i ketchupem. - Nie jesz? - Nie widać, ze dopiero smażę? Mów zanim się zdenerwuję. - Wyborne, dodamy to do jadłospisu. Gdyby tu jeszcze było jakieś mięsko. - kolejna mięsożerna, wszyscy tylko mięsko i mięsko, nie łaska od czasu do czasu oszczędzić trochę zwierzątek? - Jeżeli mam dobrze rozumieć, pilnie chciałeś się ze mną zobaczyć? Czy może chciałaś się tylko najeść? - powinna się chyba teraz udławić, ale tego nie zrobiła. Postawiłam przed sobą talerz z makaronem, ale Anka tak się w niego wpatrywała, ze musiałam jej część oddać. - Dzisiaj, to chyba najeść. Wiesz, miałam do ciebie różne sprawy, ale nie odzywałaś się, więc wszystko załatwiłam sama. Teraz możesz jedynie zobaczyć efekt końcowy. Efekt końcowy czyli nasza restaurację. Co jej do głowy strzeliło!? Kiedo sie o wsyztskim dowiedziałam, to omal jej nie zamordowałam.

Teraz zobaczyłam kolejną porcję zdjęć i pomyślałam, że sobie robi ze mnie żarty. Zazwyczaj tak nie wyglądają zwykłe restauracje. Ona z pomieszczenia po sklepie spożywczym zrobiła wysokiej klasy lokal. Zamierza tam przyjmować ministrów, a może biskupów? Jest nawet pianino. Ciekawe, kto będzie na nim grał.

Jak ona się za coś weźmie to już naprawdę na serio. Myślałam, ze to będzie coś w rodzaju baru mlecznego, ale jej nie doceniłam, albo może nie doceniłam mojego talentu kucharskiego? Od niego się w końcu wszystko zaczęło. - Ubierz się wreszcie. Musisz to wszystko zobaczyć na własne oczy. W końcu to ty masz tam gotować. - skończyło jej się jedzenie, więc znowu zaczęło zrzędzić. - O ile dobrze pamiętam miałyśmy zatrudniać dodatkowy personel, jak już się czegoś na tym biznesie dorobimy. Kim więc zapełnisz te wszystkie wolne posady, które stworzyłaś? - Od czego się ma rodzinę? Mój kuzyn będzie robił za tego no… szatniarza i ochroniarza w jednym, a jego kolega ze studiów będzie grał na tym cudeńku. To podniesie prestiż lokalu. Kupiłam je na wyprzedaży majątku, wiesz komornik przychodzi, zabiera, a potem się to sprzedaje za bezcen. Prawie nowe, ma dopiero dwa lata. - mówiła z czułością w glosie, głaskając przy tym zdjęcie, przedstawiające jej cudeńko.

Stanęłam w drzwiach i zaczęłam wątpić w swój zmysł wzroku, chyba nawet w jego istnienie. Zdjęcia nawet po części nie oddawały uroku tego miejsca. No i na pewno nie przypominało to tego, co widziałam na fotografiach przed moim wyjazdem.

Duże okna, bordowe zasłony podwiązane z boków… - To będzie najbardziej prestiżowy lokal w okolicy. Będziemy organizować bankiety i różne takie tego typu imprezy. Możemy zacząć od Dnia Nauczyciela. Wiesz, roześle się róże oferty do firm, szkół…

Okrągłe stoliki, dwukolorowe obrusy, bordowy okrągły i kwadratowy niebieski. Do tego świeczniki, serwetniki, flakoniki na czerwone róże. Na ścianach jakieś obrazy. Ciekawe skąd je wytrzasnęła? Czyżby tez w wyprzedaży? I to nie żadne marne krajobrazy, tylko jakieś takie nowoczesne, co to nie wiadomo, co to jest. - A to? Moja jedna znajoma skończyła ASP i namalowała mi kilka takich. Wiesz, nic takiego. Ale ty mnie słuchaj. Tam na górze, jak ten sklep zbankrutuje, to będzie można zrobić kilka pokoi, wiesz goście czasem chcę się przespać…

Kwiaty, prawdziwe. No tak Anka zawsze była zapaloną miłośniczką wszystkiego, co zielone. Teraz pokazała, co potrafi. W każdym rogu sali wysokie kwietniki, nie wspominając już o tym, ze przy wejściu jest prawdziwa dżungla. Oczywiście wszystko w granicach dobrego smaku. Anka zawsze miał wyczucie i zatrzymywała się o milimetry przed górną granicą. - Chodźmy do kuchni. Tam dopiero zbielejesz z wrażenia.

Miała rację. Wątpię, żebym miała na koncie jeszcze jakieś pieniądze. Chyba niedługo do mnie przyjdzie komornik, bo okażę się niewypłacalnym dłużnikiem. Ten cały sprzęt musiał kosztować majątek. Wyposażenia, meble, zastawa… Jestem bankrutem. - Wiesz, katering i te sprawy. Na tym się zarabia. To teraz przyszłość. Oczywiście możemy organizować eleganckie przyjęcia weselne…

Magazyny mnie nie za bardzo interesowały. Za kuchnią był mały pokoik. Ładnie urządzony. Łóżka, szafka, mały stolik i krzesło. Na to też znalazła pieniądze. - Na wypadek gdyby w domu leciały talerze. Zawsze możemy się przespać tutaj. Albo jakby było za dużo roboty. Dobra alternatywa. Nie musisz rano stać w korkach, przechodzić tylko przez próg i już jesteś na miejscu.

O wszystkim pomyślała. Ciekawe, czy ma już plany przychody do końca roku. Może już coś zarobiłyśmy?! - Ziemia do Anki. Ja mam jeszcze jakieś pieniądze? - Całkiem sporo. - odpowiedział beztrosko. - ten cały sprzęt, w ogóle wyposażenie kuchni, to nie dość, ze jest całkiem nowe, to jeszcze kupione po cenach hurtowych. Wiesz, siostra mojego byłego pracuje w takiej firmie, co zajmuje się robieniem kuchni pod zamówienie i ona mi to opchnęła po niemożliwie niskich cenach. Ona wszędzie ma znajomych i wszystko załatwia tak, że lepiej by się nie dało. Skarb, nie kobieta, ale czasami ja chciałabym wiedzieć na, co ktoś wydaje moje pieniądze, albo przynajmniej zobaczyć rachunek, a nie tylko piorunujący efekt końcowy.

- I ja mam tu siedzieć, od której? - Od jedenastej do dwudziestej trzeciej. - cały czas ta sama beztroska w głosie. - Dwanaście godzin, albo najlepiej dwadzieścia cztery i gotować? Wyrzec się życie rodzinnego, pracy zawodowej, mężczyzny… - No, no, no. Masz już nowego? Podziwiam cię. Kto to jest? - ona może zmienić tematy z prędkością światła.

Jadę do domu. Nie, jadę na policję. Musze pogadać z Januszem. Byle z daleka od Anki. Niech ona sobie snuje te swoje przeurocze prognozy z daleka ode mnie. Nigdy nie myślałam, ze ktoś mi wreszcie kupi restaurację, wszystko urządzi i tylko powie: pracuj. Ciekawe, co na moim miejscu zrobiłaby moja matka. Jej dwadzieścia albo i więcej lat temu pewni mówili to samo.

Jak ja się stęskniłam za tymi naszymi bydgoskimi, paskudnymi komisariatami. Jak przyszłam to pierwszy raz, to skończył się top potem ślubem. Kolejna afera kryminalna i kolejny mężczyzna. Oby na dłużej. Muszę znaleźć Januszka.

Pan Wlazł. Za nim nie tęskniłam. Byle z daleka od tej ofermy. On mi już nieźle krwi napsuł, ale chyba jest nieświadomy tego, z kim zaczyna. Mogę być przynajmniej pewna, ze te przygoda nie skończy się ślubem z nim.

Gdzieś w tej całej paplaninie Anki usłyszałam, ze ma jakiegoś nowego faceta i że to policjant. Ciekawe, który z nich dostał się w jej ręce. - Witam. Wreszcie cię znalazłam. Możemy porozmawiać? - Oczywiście. - jego twarz się tak jakoś rozjaśniła na mój widok, oczy mu się uśmiechnęły. Nie, tylko nie Januszek! - Nie chcę rozmawiać z panem Wlazłem. Ty mi powiedz, co ze Zbyszkiem. - Z przyjemnością. Może wyjdziemy stąd. Co powiesz na lody? - za długo mnie biedak nie widział i nie potrafi ukryć emocji. Przy kobiecie trzeba mieć twarz bizona, żeby żaden mięsień nie drgnął. Co ja mam z nim zrobić? Zgodzę się na lody, ale nie chcę mu robić nadziei. Januszek to dla mnie dobra partia na przyjaciela. Nic więcej. - Podejrzany, cały czas ten sam i cały czas siedzi w areszcie. Sprawa stoi w miejscu. Walery osiadł na laurach. Po twojej wizycie podjął męską decyzję i poprosił o rozmowę ze mną. Potem mi powiedział, że z tamtym wariatem nie miał odwagi rozmawiać. - a jednak nie są z tego Zbyszka takie ciepłe kluchy jak mi się wcześniej wydawało. - Powiedział, że kogoś tam widział, wysilił pamięć i napomknął coś o jakimś Norbercie. Sprawdziłem, plątał się nam po sprawie, ale Wlazł nie zwracał na to uwagi. Szczerze mówić to mu nawet nie powiedziałem jak bardzo się plątał. Poza tym Norbert zapadł się pod ziemię.

Mnie też się plątał i się jednak gdzieś przyplątał. Uszczęśliwiłam Janusza informacjami zdobytymi do spółki z Łukaszem, a on prawie, że podskoczył z radości. Albo mi się wydaje, albo ktoś tu zamierza prowadzić śledztwo na własną rękę. Wypróbowane przeze mnie, skuteczne, ale przełożeni nie pochwalają. Mężowie też. - Powiedz mi jak się czegoś dowiedz. Przez najbliższe dwa tygodnie nie będzie mnie w domu. Numer na komórkę masz. - pożegnałam się i znowu zaczęło mnie gryźć sumienie. Co ja mam z nim zrobić? Przecież go nie zamorduję…

Przede mną jeszcze niecałe dwa dni wolności, chyba spędzę je na nicnierobieniu. Muszę tylko zadzwonić do Bożeny i ją trochę pocieszyć. Potem dłuuuga kąpiel, wieczór przed telewizorem. Musze się tym nacieszyć. Przez dwa tygodnie to będzie jedynie mrzonka. Zakupy, trochę obfite jak na dwa dni. W planach same tuczące potrawy. Trudno, przez najbliższe pół roku będę jadła marchewkę. Trzeba sobie podarować odrobinę przyjemności.

Jeszcze jeden obowiązek. Muszę odwiedzić Marlenę, bo mój syn zapomni jak wygląda jego mamusia. Wiem, ze jestem wyrodną matką. Nie moja wina, że mnie tak wychowano. Właśnie, dlatego nie chciałam mieć dzieci. Urósł, coraz więcej mówi i chyba chciałby poznać tatusia. Chyba na razie jeszcze nie rozumie słowa rozwód. Kiedyś go pozna. Wie, ze ma ojca i to niech mu na razie wystarcza. Dawid byłby dumny z takiego syna. Są podobni do siebie jak dwie krople wody. Będę miała żywe wspomnienie.

Wieczór we własnym mieszkaniu. Sam na sam ze sobą. Ser, pieczarki, cebula, pomidor, szynka, ciasto drożdżowe i pizza jedzie do piekarnika. Piwo w lodówce, woda w wannie. Jest dziesiąta wieczorem, kto się dobija do drzwi o tak późnej porze? - Dobry wieczór. Mam nadzieję, że cię nie obudziłem. - czerwona róża, butelka dobrego wina. Rozbrajający uśmiech. Czarujący? Łukasz… - Oczywiście, że nie. Wejdź. - bałagan chyba mu nie będzie przeszkadzał? - Tak jakoś się dziwnie rozstaliśmy. Chyba trzeba to naprawić… - przyniosłam kieliszki no i cały świat przestał istnieć. W telewizji leciał jakiś western. Wyłączyłam głos. Włączyłam muzykę. Godzina za godziną. On jest naprawdę czarujący. Można z nim rozmawiać bez końca. Skończy się na rozmowach? Usnęliśmy przed telewizorem! Wstyd! Śniadanko pachnie. Wszystkie wspomnienia po wczorajszym wieczorze uprzątnięte. Tym razem przynajmniej oboje się nie wyspaliśmy. Ta kanapa nie jest za wygodna. Gdyby jeszcze do czegoś doszło… A tam! On i tak jest cudowny. Znowu wpadłam po uszy. I umie gotować nie gorzej ode mnie… Odłożyłam telefon, żeby nam nie przeszkadzał. Pominęłam zmywanie naczyń po śniadaniu. Rozpięłam mu koszulę… Dalej już wszystko było bardzo proste i… I… On jest boski w każdym calu. Taki, jakiego sobie dawno temu wyśniłam. Ideały…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%