Zbrodnia · 8 min czytania
Ogrodnik
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
- Chłopaczku dlaczego masz takie brudne nogi? - padło pytanie. Nie otrzymawszy odpowiedzi, mężczyzna w wysokich, modnych, skrzących się w słońcu bryczesach poszedł dalej, kręcąc z politowaniem głową nad wiejskim biedakiem. Okres międzywojenny. Bieda jak cholera nie sprzyjała wiejskiej edukacji. Wielodzietne,skłócone rodziny prowadziły wieczne wojny o przetrwanie, dzieląc między siebie piaszczyste pola na coraz mniejsze działki. Natomiast wśród urodzajnych gruntów i urodziwych parków, panoszył się rozrośnięty dwór hrabiego Ciecierskiego, okrążony wojskiem kwitnących sadów,łąk i drzew strzelajacych w niebo korkami liści. Była wiosna, ale nie o niej będzie tu mowa,lecz o obdartym, brudnym chłopcu bawiącym się na dziurawym moście rzeki Kamionki, wśród chmar kolorowych motyli i pracowitych jaskółek, lepiących swe domki pod strzechami ubogich domów. Prawdziwy Eden, dla tych, których pamięć sięga niedalekiej przeszłości. Wiejska biedota często nie miała co włożyć do gara,była ślepa przez niewiedzę i brak skali porównań. Natomiast piękno okolicy dostrzegali obfici w dobrobyt goście hrabiego. Utopiony w sadach i "rasowych" drzewach parkowych, obszerny dom kolił w oczy zazdrośników, którego właściciel dawał zatrudnienie okolicznym mieszkańcom, ale tylko wybranym i wyposażonym w szczególne talenty czy predyspozycje. Historię, którą pragnę opisać, to tragedia opowiedziana przez mego tatę, a zrodzona przez ludzką zazdrość i nietolerancję. Wypisz, wymaluj odwieczna racja, która krąży ujęta ostrzegawczo w powiedzeniu: "...człowiek człowiekowi wilkiem". A oto co dowiedziałem się od taty, który skromnie pożegnał się z tym światem, wypowiadając po raz ostatni imię syna jedynaka w 1993 roku. Zza wysokich drzew zagajnika, deszczowe, czarne chmury wystawiły swe smocze paszcze, ziejąc ogniem błyskawic i strasząc grzmotami. Niedomyty, kilkuletni chłopiec zaprawiony od kołyski w bojach z przyrodą, jednym celnym spojrzeniem ocenił niebezpieczeństwo. - Z dużej chmury mały deszcz - pomyślał. W tej samej chwili zobaczył swego o parę lat starszego brata, który uśmiechnięty zbliżał się od strony wsi. - Dobra wiadomość - zawyrokował. - Wiesz Janek, dostałem tę pracę - zwrócił się do młodszego brata nowoprzybyły. Janek najbardziej kochał swego najstarszego brata Mikołaja, wśród licznego potomstwa sióstr i braci. - Och nareszcie - ucieszył się młodszy brat, teraz pomożesz naszej mamie. - Jasne, że pomogę - odparł Mikołaj, pomogę też tobie kochany braciszku. W oczach Janka zakręciły się łzy, które otarł wstydliwie rękawem postrzępionej lnianej koszuli. - Hrabia obiecał przyuczyć mnie do zawodu ogrodnika, jeśli będę pojętny - chwalił się szczęśliwy, najstarszy z braci. Od tej pamiętnej rozmowy, minęły długie jak wieczność trzy lata. Mikołaj okazał się niezwykle zdolnym i pojętnym chłopcem - awansował. Za sumienność polubił go bardzo hrabia Ciecierski, obdarowując przyjaźnią i dając za wzór pozostałym pracownikom dworu. Był bardzo lubiany, za wyjątkiem najbliższych przyjaciół z pracy, którymi stali się dwaj starsi chłopcy - pracownicy hrabiowskich ogrodów. To byli sąsiedzi z tej samej wsi. Razem pracowali przeżywając smutki i radosci, wg. starej jak świat zasady przyjaźni " jeden za wszystkich, wszyscy za jednego". Wieś B. od zabudowań dworskich dzielił wysoki las sosnowy ozdobiony dzikimi bzami, jałowcami i różnorakim leśnym poszyciem. Przez ten niewielki zagajnik krętą ścieżką codziennie podążał do pracy i z pracy starszy brat Janka, Mikołaj, aż do feralnego dnia. Zaczęła się wiosna, która zdobiła pola, łąki, lasy, sady niepowtarzalnym pięknem. Janek postanowił wyjść po brata na leśną ścieżynę. Długo czekał na umówionym miejscu. Wreszcie zdecydował się pójść naprzeciw bratu. Był już w połowie leśnej ścieżki, kiedy do jego uszu dobiegł cichutki jęk, dochodzący z ciemności zapadającej nocy, tuż przy leśnej dróżce. Tym razem ziemia…