Biografia · 7 min czytania
Ojciec
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Opowiadanie Mój ojciec był z tych tyranów domowych. Wszystko musiało być tak jak on chciał i nikt nie ośmielał się przeciwstawić mu nawet małym mruknięciem. Nikt, nawet matka. I powiem szczerze, gdy się wyprowadził do innej kobiety, ja osobiście odetchnęłam z ulgą. Miałam 14 lat i w końcu nikt krzykiem nie odrywał mnie od książki i nie kazał wrzucać węgla do piwnicy czy nie wymyślał innych równie atrakcyjnych zajęć. Już nie musiałam patrzeć, jak płacze mój młodszy braciszek, który (jak to dziecko) coś strącił, zepsuł i teraz dostaje lanie. Bo i bił nas też. Ale przede wszystkim baliśmy się samej obecności. No więc za czym tu płakać, zastanawiałam się. A jednak matka płakała. Psy na nim wieszała i płakała. Sączyła jad w nasze serca i ten jad się we mnie rozrastał. Nigdy dobrze o nim się nie wypowiedziała. A ojciec przyjeżdżał do nas jakiś inny. Przyjeżdżał zawsze rano, gdy wybieraliśmy się do szkoły, a on wiedział, że matka już jest w pracy. Ja szykowałam małego do przedszkola, drugi brat na jego widok zabierał plecak i uciekał do szkoły, chociaż było jeszcze bardzo wcześnie. Ojciec był w te poranki inny. Nie bardzo umiał z nami rozmawiać, bo nigdy tego nie robił, ale próbował. Dzisiaj dostrzegam jego nieporadne próby nawiązania z nami kontaktu. Zawsze mówił, że nie musimy jeszcze wychodzić, bo on nas podwiezie (zabrał samochód, matce zostawił dom), że porozmawiajmy jeszcze. Mały tak się cieszył jego obecnością, że nie miałam siły odrywać go od ojcowskich kolan. Ja nie wiedziałam, o czym z nim rozmawiać. Był taki inny- nie krzyczał już, nie krytykował niczego, czasami nawet pochwalił oceny. To był zupełnie inny człowiek. Zapraszał nas do siebie. Za każdym razem ponawiał zaproszenie, ale ja uparcie mówiłam, że nie mam czasu, że dużo nauki, że nie ma kiedy. Nigdy wprost nie powiedziałam, że nie chcę poznać jego drugiej żony. Mały jeździł. Ojciec po niego przyjeżdżał i to było żenujące- pytał matkę, czy mały może zostać na noc. Matka niechętnie się zgadzała, ale zawsze dodawała, żeby ta macocha nie ważyła się go myć. Ojciec ma to zrobić. Mogła sobie darować, ale czy umiała? Zawsze na niego warczała. Dziś dochodzę do wniosku, że dzięki tym wizytom mały (dziś 26-letni facet) ma chyba najlepszy kontakt z ojcem. Gdyby ojciec z nami mieszkał, nie myłby go na pewno. Pan i władca nie zniża się do opieki nad dzieckiem. To babska robota. To są trudne sprawy. Przez całe życie ojciec był ten zły, a matka ta skrzywdzona. Wygodnie było tak żyć. Nam dzieciom nie dane było poznać istoty problemu. I dobrze. Do tegorocznych wakacji. Pojechaliśmy w końcu do ojca. Zapraszał przez tyle lat, w końcu Najlepszy z Mężów postanowił- jedziemy do teścia. Kawał drogi. Jezioro Bodeńskie. Wyprowadził się tam ze swoją nową rodziną, ale kontakt utrzymywał z nami zawsze. Gdy przyjeżdżał do Polski zawsze nas odwiedzał. Żonę zostawiał u jej rodziców i jechał do dzieci. Bracia mieszkają z matką i ona się dziwiła, że ojciec potrafi cały dzień spędzić z wnukami. -On nigdy nie umiał bawić się z dziećmi...- mówiła. Jechałam do ojca z pewną taką nieśmiałością. No bo