Filozofia · 2 min czytania
Ojciec
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Wielka biała postać siedziała na krawędzi wąwozu. Właściwie nie da się określić czy potrzebowała oparcia w postaci skał i głazów na których spoczywała, czy jedynie przycupneła w tym miejscu nie zważając na to co znajdowało się pod nią.
Wzrok bezgłosnie przemykał po elementach krajobrazu rozpościerającego się przed nią. Omiatał suche drzewa, drobne kostropate krzaczki wyrastające z ziemi jak kolce jeżozwierza. Gdzieniegdzie dało się dostrzec waleczne kępki trawy trwające w oczekiwaniu na chłod. Poza tym nie było tutaj nic. Wiatr uciekł, zapachy nie zamierzały zakłucać ciszy swoją obecnością. Wszytko było w posiadaniu słońca. Nieustannego gorąca sączącego się z krawędzi nieba. To ten żar rozdawał wszystkie karty na tym odległym pustkowiu. Decydował z żelazną determinacją kto przetrwa a kto odejdzie.
A biała postać w ciszy obserwowała swoje dzieło. Skończoną pustkę. Tutaj nic nie brakowało, wszystko miało swoje miejsce. Było tam gdzie być powinno. On tak wyznaczył. On się nie myli.
Tys