Rodzina · 5 min czytania
Ojcowie tacy są
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
W redakcji każdy się gdzieś krzątał, łaził, wgapiał się w monitor albo przewracał oczami, ale jakoś tak się stało, że akurat wszyscy byli w pobliżu. Kuba stanął i głośno, ale całkiem na luzie powiedział: „Ej słuchajcie”. Brzmiało, jakby zaraz miał oznajmić, że idzie do sklepu i będzie zbierał zamówienia co komu kupić. Albo jakby miał przekazać informację o kolejnej akcji marketingowej. Na trzy sekundy zrobiło się zupełnie cicho (co się zwykle nie zdarza, bo zawsze jest ktoś zakręcony, kto nie usłyszy), a Kuba dokończył: „Będę miał drugiego dzieciaka”. Jedna krzyknęła, druga klasnęła, inny otworzył szeroko oczy i po chwili przyjęcia tej informacji do wiadomości każdy udał się do zastępcy naczelnego z gratulacjami. Sam naczelny, mimo że stał najbliżej, nie od razu uścisnął kolegę. Jego „chwila przyjęcia informacji” trwała ułamek sekundy dłużej. Zarezerwowany był on dla niewidzialnego z zewnątrz drobnego ukłucia zazdrości. Kuba był od Pawła parę lat młodszy i miał świetną małą rodzinkę – żonę i 4-letniego synka – o której Zientarski mógł tylko pomarzyć (co też często robił). Szybko się zreflektował i też gratulował koledze kolejnego potomka. A kolejka do gratulacji była dosyć zadziwiająca. Jako pierwszy wyrwał się Waldek, który sam nie miał dzieci, mimo że w małżeństwie był już od kilku lat. Następna była Paulina, dla której najważniejsza była kariera i nie wyobrażała sobie siebie w ogóle z niemowlęciem. Ba! Nawet ciąży sobie nie wyobrażała. Trzeci był Paweł – wdowiec z dorastającą córką, następny Marcin – rozwodnik i dopiero potem gratulowali ci, którzy sami już długo byli rodzicami. Zupełnie jakby ci pierwsi chcieli ukryć „dzieciowe” braki, a ci drudzy jakby byli mentorami, którzy będą doradzać. „Dla nas to nie pierwszyzna” – zdawały się mówić ich flegmatyczne kroki i rozumiejące spojrzenia. Od razu zaczęły się też pytania o imię. Jeśli dziewczynka, to Kalina – po babci, a jeśli chłopiec – to jeszcze nie wiedzą. Waldek z wymownym spojrzeniem zaproponował, „że może byśmy to opili”, na co stanowczo, aczkolwiek z uśmiechem zareagował Zientarski. – Koniec kawiarenki, wszyscy do roboty – rozgonił swoich pracowników redaktor naczelny. – Do