Horror · 26 min czytania
Okno
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Ciekawe, ile mają rozmiarów. I jak to w ogóle liczą. W centymetrach? Ilością przeżytych, pustych dni? Spojrzenie Aśki, dotychczas skupione na mocno zaciśniętych dłoniach, w grzeczny, szkolny sposób złożonych na kolanach, powędrowało przed siebie i zatrzymało na mężczyźnie stojącym kilka metrów przed nią. Mógł mieć najwyżej 35 lat (i wciąż jest wolny odezwała się Niesforna Joasia, lubiąca podrzucać głupie teksty i pomysły w najbardziej nieodpowiednich momentach), i jak na księdza, trzeba mu było szczerze przyznać, był całkiem wyględny. Ale jaki nudny, szepnął gdzieś w głębi umysłu głosik Niesfornej Joasi, ma w sobie tyle życia co karp w Boże Narodzenie. I ta sztuczna, cierpiętnicza mina… Jak by zareagowała szanowna Osoba Duchowna gdybym wstała i zapytała ile jest rozmiarów? Pewnie wystarczy wpisać w wyszukiwarkę Google „trumna dziecięca” (albo „trumienka”, nasi mali klienci wolą zdrobnienia) i bach! Będzie do wyboru do koloru… Cicho! Zachowuj się, jesteś w żałobie, pamiętasz? Druga część umysłu Aśki, Rozsądna Joanna (Upierdliwa Joanna mruknęła Niesforna Joasia), przerwała monolog w pół zdania. Sama Aśka nazywała tą część siebie Głosem Rozsądku, co wynikało w pewnym stopniu z awersji do swego imienia w pełnym brzmieniu. Kojarzyło jej się z nieskończonymi wywodami rodziców na temat jej ubioru (Tylko dziewczyny lekkich obyczajów zakładają coś takiego na siebie Joanno), znajomych (Nie spotykaj się z nim więcej Joanno, to grubo poniżej twojego poziomu) i wszystkiego innego, do czego ojciec z matką mogli się w jakimkolwiek stopniu przyczepić. Joanno to, Joanno tamto… Trudno się dziwić, że obecnie jej kontakt z rodzicami ograniczał się do rozmów telefonicznych w dniu urodzin i okazjonalnego wysyłania pocztówek. Ale nie dziś, prawda? Dzisiejszy dzień jest szczególny. Skierujmy wzrok na prawo i oto są, dwie, przez lata najbliższe i jednocześnie najbardziej znienawidzone istoty, których doskonałości nigdy nie dorównamy. O nie, uwaga, czerwony alarm! Aśka powróciła do dokładnej analizy swoich rąk ułamek sekundy przed otrzymaniem długiego spojrzenia ze Strefy Rodziców (Dziecinada, postanowił na próżno wyrazić swoje zdanie Głos Rozsądku). Nie był to bynajmniej widok zachwycający czy choćby odrobinę zajmujący, ale jak dotąd w pełni spełniał swoje zadanie: odwracał uwagę od przedstawienia odgrywanego na ołtarzu, w którym główną rolę grała… Dłonie, myśl o dłoniach! Młoda kobieta przebiegła wzrokiem po drobnych, bladych rękach, splecionych ze sobą mocno jak para kochanków. Zniszczona skóra, efekt zbyt wielu godzin zmywania i prania, cienkie żyły (widać je jak na dłoni) i krótkie, obgryzione paznokcie, słowem, nic szczególnego. Paskudny nawyk obgryzania paznokci był pozostałością z lat młodzieńczych i zarazem skutecznym sposobem doprowadzenia do szału matki, stąd Aśka nigdy na poważnie nie starała się z nim walczyć. Przez okno małego kościoła wpadł promień słońca, które po raz pierwszy tego dnia postanowiło wyjrzeć zza kłębowiska chmur, i złoty refleks na serdecznym palcu prawej ręki ukazał miejsce, gdzie znajdowała się niewielka obrączka. Chwilę później dziewczyna poczuła leciutki ruch z lewej strony i obejmujące ją, męskie ramię. W przypływie odwagi podniosła wzrok na małą trumnę stojącą na podwyższeniu na środku sali i do końca ceremonii już go nie opuściła. W ten chłodny, majowy dzień, wraz z mężem pochowała swą dwumiesięczną córeczkę. ……………………………………………………………………………………………………………………………………………………………. Poznali się z Robertem w całkowicie prozaiczny sposób. On, niebrzydki brunet tuż przed trzydziestką, zaczynający desperacko szukać kobiety z którą mógłby założyć rodzinę, co piątek odwiedzał Prognozy z kilkoma kolegami. Ona, kelnerka w tym klubie, desperacko szukała mężczyzny, który byłby w stanie zapewnić jej dach nad głową inny niż ten, pod którym egzystowali jej rodzice. Zaczęło się jak zawsze, od kilku rozmów o niczym. Po paru tygodniach zaproponował jej drinka po pracy, na co chętnie przystała. W ciągu trzech kolejnych miesięcy zdążyła poznać Roberta na wylot i zapałać do niego głębszym uczuciem, które w rozmowach z nim nazywała miłością. Jej podświadomość miała zgoła inne zdanie w tej kwestii i każdemu kolejnemu wypowiadaniu słów „kocham cię”, niezmiennie towarzyszył zgodny, sarkastyczny wybuch śmiechu Niesfornej Joasi i Głosu Rozsądku. Robert, z drugiej strony, był w nią wpatrzony jak w obraz. Pamiętnego, styczniowego poranka dziewczyna oznajmiła rodzicom, iż wyfruwa z gniazda i tego samego dnia przeniosła się do małego, ale ładnego domku na obrzeżach miasta, przez próg którego została przeniesiona w czerwcu tego samego roku. W noc poślubną obudziła się, zlana zimnym potem, wyrwana z koszmaru o mężczyźnie (istocie) stojącym w oknie pokoju i mówiącym do niej (śpij, śpij, utulę cię w mych ramionach) coś, czego nie mogła sobie przypomnieć. Gdy, w wiele miesięcy później, zdołała przywołać z zakamarków pamięci ów sen, maszyneria kierująca biegiem wypadków była zbyt rozpędzona żeby ją zatrzymać, a prawdziwy koszmar miał się dopiero zacząć. ……………………………………………………………………………………………………………………………………………………………. Ktoś podszedł złożyć kondolencje Asi, po czym położył wiązankę kwiatów na grobie Mai. Dziewczynie robiło się już niedobrze od przytulania, klepania z współczuciem po ramieniu, fałszywych łez i wciąż tych samych formułek recytowanych przez ludzi, których po części w ogóle nie znała. Stali tu, nie do końca skutecznie kryjąc irytację spowodowaną przedłużającą się ceremonią, myślami uciekając do swoich biur, spadających na giełdzie akcji, i nie wiadomo czego jeszcze, gotowi w każdej sekundzie wyrwać się z tego ponurego miejsca i wznowić, chwilowo przerwany, udział w codziennym wyścigu szczurów. - To straszny wypadek – mruknął kolejny beznamiętny głos obok Aśki. Tym razem miała przed sobą starszą kobietę ubraną w absurdalnie krótką jak na ten wiek i okazję spódnicę dziwnego, nieokreślonego koloru – Doskonale rozumiem co czujesz kochanie. Czyżby? Dziewczyna poczuła nagłe uczucie gniewu, który kumulował się przez cały dzień. Była znużona, rozdrażniona i miała wrażenie, iż ta żałosna szopka trwa od wieków. Naprawdę rozumiesz co czuję głupia suko? Coś mi się zdaje, że pleciesz banialuki, jak by powiedziała moja matka. Przedwczoraj rano znalazłam sine, wiotkie ciało mojej martwej córki , i wiesz co? Jestem święcie przekonana że mam jej krew na swoich rękach, co powiesz na to? Ostatkiem sił Asia zdołała powstrzymać rwący potok słów który błagał o wypłyniecie z jej ust. Zamiast tego kiwnęła głową i odszukała wzrokiem Roberta. Stał kawałek dalej, obserwował rosnącą górę kwiatów i zniczy w miejscu pochówku Mai. Na widok jego zgarbionych pleców, lekko drżących rąk i szczerej rozpaczy w każdym rysie twarzy, poczuła wyrzuty sumienia. Idź do niego, potrzebujecie się teraz nawzajem oznajmił Głos Rozsądku. Nie, to on potrzebuje ciebie wtrąciła jak zwykle swoje trzy grosze Niesforna Joasia, ty jesteś, i poradzisz sobie sama. Nic nie możesz mu wyjawić, kocha cię ale tego by nie zrozumiał. I co wtedy? Więzienie? Zakład dla obłąkanych? W głowie usłyszała słaby protest Rozsądnej Joanny ale stłumiła go i ruszyła w stronę męża. Niesforna Joasia miała rację, absolutnie nikt nie może się dowiedzieć o tym, że przyczyniła się do śmierci własnej córki. ……………………………………………………………………………………………………………………………………………………………. Prowadzili spokojne, zwyczajne życie. Robert pracował od 7.30 do 15.30 i gdy przychodził do domu, zawsze czekał na niego obiad. Aśka przyjęła bez większego protestu jego oświadczenie, że nie powinna pracować i z wdziękiem weszła w rolę kury domowej. Co piątek chodzili do kina, w sobotę spotykali się ze znajomymi i lekko się wstawiali. W co drugą niedzielę jedli obiad z rodzicami Roberta i tylko w te dni zdarzały im się kłótnie. Przy każdym spotkaniu teście Aśki czuli się zobowiązani do zapytania, kiedy młode małżeństwo zamierza dorobić się pociech (Przecież czas leci, a wy nie młodniejecie kochani). W odpowiedzi Robert lekko się rumienił i rzucał lakoniczne „już niedługo”, na co jego żona czerwieniła się jeszcze bardziej, rzucała mu spojrzenie obiecujące powolną i nieprzyjemną śmierć, a senior rodu starał się ukryć swoje rozbawienie za papierową serwetką. Podróż do domu stała się także rytuałem, najmniej przyjemnym ze wszystkich. W samochodzie niezmiennie wywiązywała się rozmowa o potomstwie i zwykle przeradzała się w kłótnię. Raz czy dwa sytuacja była tak napięta, że Robert lądował na noc na kanapie w salonie. On chciał dziecka już teraz, ona wymyślała wciąż inne powody, dla których trzeba było odłożyć ciążę na później. Ponad rok po ślubie, w gorący, słoneczny lipcowy dzień kłótnie ustały. Doskonałym środkiem na nieporozumienia małżeńskie okazał się mały patyczek z dwiema kreskami w dwóch okienkach. ……………………………………………………………………………………………………………………………………………………………. Obrazy zadbanych domów z pedantycznie przystrzyżonymi trawnikami przemykały błyskawicznie za oknem opla. Uwagę Aśki przykuł zwłaszcza jeden, któremu mogła się przyjrzeć dokładniej kiedy stali w korku. Nieoczekiwanie poczuła wzrastający niepokój, mgliste wspomnienie przeszyło jej umysł zbyt szybko, i było zbyt niewyraźne żeby dojrzeć jego sens. Ten dom był nienormalny. I co jest w nim niezwykłego? To przecież dom jak setki innych na tym osiedlu. Czerwona cegła, garaż, ogródek jak z okładki gazety „Mój dom”. Popadasz w paranoję dziecino. Dziewczyna potrząsnęła niemal niezauważalnie głową jakby chciała w ten sposób odgonić niechciane myśli. Racja, nie warto wariować. To był ciężki dzień, całkiem zrozumiałe że jest wytrącona z równowagi, kto by nie był? Wyobraźnia płata jej figle, to wszystko. Robert nacisnął pedał gazu i opel potoczył się powoli po jezdni. Aśka nieświadomie zacisnęła mocno oba kciuki, modląc się aby korek zniknął, aby ich dziewięcioletni samochód przejechał jeszcze co najmniej piętnaście metrów, byle pozbyć się dziwnie odrażającego widoku tej posiadłości, nim myśl która krąży jej po głowie zdąży się skrystalizować w pełni. Niemal głośno zaklęła gdy opel zatrzymał się centralnie przed drzwiami Domu Z Czerwonej Cegły. Chcąc nie chcąc znów przyjrzała mu się dokładnie. Uczucie, które jej teraz towarzyszyło wyłoniło z jej pamięci wspomnienie z wczesnego dzieciństwa. Do piątego roku życia Asia była przyzwyczajona do zasypiania przy zapalonym w korytarzu za drzwiami jej pokoju świetle. Pewnego ranka matka zdecydowała, iż jest to niemądre i niedojrzałe, bo jak taka duża dziewczynka może wierzyć w potwory kryjące się w zakamarkach sypialni? Należało według niej ukrócić głupi nawyk. Cały tamten dzień okazał się torturą, czekaniem skazańca na wykonanie wyroku, i im bardziej rosło przerażenie dziecka, tym szybciej zdawał się zbliżać wieczór. Nie było sensu kłócić się z rodzicami, gdy coś sobie wbili do głowy nie sposób było zmienić ich zdania, byli nieczuli na krzyki i łzy. Po kolacji, którą Asia ledwo przełknęła i kąpieli, w której siedziała sztywno jak lalka, czas zrobił jej niemiły żart i nim zdążyła się obejrzeć, już leżała samotnie w ciemnym pokoju. Gałęzie stukały w szybę okna i rzucały na ścianę cienie, które umysł pięciolatki przekształcał w niepojęte dla dorosłych koszmarne obrazy. Z tym potrafiła sobie jednak poradzić. Policzyła do pięciu ( na razie jej umiejętności nie pozwalały na bardziej skomplikowaną matematykę ) i niebezpieczne stworzenia uplecione z półmroku były znów kołyszącymi się na wietrze gałęziami ulubionego ogrodowego drzewa do wspinaczki. Tym, co nie pozwalało jej zasnąć, był potwór w rogu pokoju. Była przekonana że to Baba Jaga, o której słyszała od Marysi z sąsiedztwa, siedziała na jej fotelu i czekała aż opadną jej powieki by wstać i zjeść ją jak Jasia i Małgosię. A może Calineczkę? Nie była pewna, tak bardzo chciało jej się spać… W przypływie bohaterstwa usiadła na łóżku i opuściła nogi na dywan, gotowa stawić czoła potworowi, kimkolwiek jest, Babą Jagą, King Kongiem czy tym strasznym człowiekiem który mieszka ulicę dalej i nie ma ręki. Bartek, kolega z piaskownicy, przysięgał że widział jak ten pan ukradł jakiemuś dziecku rękę i udawał że to jego własna. Asia go wyśmiała kiedy to powiedział, ale teraz już nie była pewna czy mu nie wierzy. Po cichu wstała z łóżka i zaczęła się powoli zbliżać do miejsca swego przeznaczenia. Czuła strach i coś jeszcze. To nie było złe, ale nie znała wtedy słowa które odzwierciedlałoby przepełniające ją uczucie. Fascynacja, tego słowa nie mogłaś znaleźć prawda? Tak, kiedy obserwowała dom na przedmieściu z pewnością czuła strach i fascynację. Bała się go, a jednocześnie ją interesował. Z czym jej się kojarzył? Krasnal, spójrz na obleśnego krasnala ogrodowego. Nie ma w nim nic wyjątkowego Niesforna Joasiu. Ot, ktoś…