Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

biografia · 4 min czytania

Okres przemian

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Był rok 1991. Miałem 23 lata. Matka przypominała mi, że prawo jazdy trzeba mieć. Wcześniej czy później się przyda. Kilka tygodni wcześniej, mój starszy brat, który nauczył się jeździć sam, po prostu poszedł na egzamin i zdał. Pewnie trochę pomogło, że podczas egzaminu wręczył butelkę wódki. Niestety, ja jeździć nie umiałem i nie było innego wyjścia jak zapisać mnie na oficjalny państwowy kurs nauki jazdy. Były to trzy dwugodzinne sesje w ciągu jednego tygodnia, a potem, na samym końcu, miał być egzamin.

Udałem się na umówione miejsce, koło Dworca Głównego. Mój instruktor był po pięćdziesiątce, żywy, nerwowy, z nalaną twarzą wskazującą na częste spożycie alkoholu. Intensywnie kopcił papierosy. Pan Kazik.

Wsiedliśmy do samochodu, włączyłem silnik i zaczęło się. Cały tydzień spędziłem jeżdżąc z panem Kazikiem po Wrocławiu, podczas gdy pan Kazik bez przerwy krzyczał: „Jak jedziesz, pedale! Co za okropna ciota!” „Nie widzisz, cwelu, tych zasranych świateł? Noż k..wa, nie daję rady jeździć z tą pierdoloną ciotą! Do ch…ja z takim kierowcą. Dość mam tego pedalstwa przy kierownicy!”

Sytuacja była prosta. Pan Kazik na kobiety wrzeszczeć nie mógł, a ich była właśnie na tych kursach znakomita większość. Jeśli chodzi o mężczyzn, każdy normalny facet już w wieku lat dwunastu uczył się jak jeździć od kuzyna na wsi. A jeśli nagle był taki który się zapisał na kurs to trzeba było z nim postępować ostrożnie, bo mógł po prostu dać w mordę. Zupełnie co innego młodzieniec z tak zwanego dobrego domu, właśnie taki jak ja. Tu

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Okres przemian — czytnik · opowiadania