Fantasy · 5 min czytania
Okruszek szczęścia
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Henry Smith miał już wszystkiego serdecznie dosyć. Życie wyjątkowo mocno skopało mu tyłek. Jeszcze kilka godzin temu powtarzał sobie – Dam radę, dam radę… Nawet wtedy , gdy patrzył jak jego siedemnastoletnia córka odjeżdża z cholernym harleyowcem tą przeklętą maszyną. Wierzył, ufał w to, że zanim zniknie z zasięgu wzroku, rozmyśli się i wróci. Nie wróciła. Jej obraz rozmył się w tumanach kurzu, a potem jeszcze w kilku skrytych łzach tęsknoty i rozczarowania. Wciąż wierzył, że poradzi sobie ze wszystkim. Nawet wówczas, kiedy w środku nocy jego i Jenny rozbudził wrzeszczący telefon. Głos w słuchawce informował, że Bobby miał wypadek. Pijany kierowca potrącił go na przejściu dla pieszych zatrzymując się dopiero na najbliższym drzewie. Jeszcze wówczas wierzył, że wszystko się ułoży. Niebawem zobaczy syna -całego i zdrowego. Niestety, los chciał, inaczej. Połamany kręgosłup i uszkodzony mózg. Wieczna śpiączka albo życiu - pstryk. Jedno kliknięcie odłączy respirator. Nie pragnął wiele. Wciąż miał nadzieje, że dopóki Jenny jest obok, to potrafi jakoś żyć. Jego kochana Jenny. Pomyślał, że wciąż mógłby być szczęśliwy chłonąc nawet niewielkie okruszki szczęścia, które życie zdecydowało, by mu ofiarować. Jednak pewnego dnia ktoś przerwał milczenie. To zabolało mocnej niż kopniak w twarz. Twoja Jenny ma romans. Serce chciało pęknąć patrząc w zdjęcia, na których tuli się w silne męskie ramiona. Jej szczęśliwe oczy wpatrzone w inne czułe spojrzenie. Wówczas wszystko umarło. Nikt nie zdołał, by znieść aż tak wiele cierpienia. Po pracy nie wrócił do domu. Skierował się w stronę betonowego mostu. Tam stanął na krawędzi i zapatrzył się w przepaść. Tylko jeden krok dzielił go od tego, aby zniknął czas i zatrzymał się puls. Pomyślał, że być może odkryje inny, lepszy świat. Tutaj, nie zostało mu już nic. Ostatni oddech i…
- Zaczekaj… Głos zabrzmiał znajomo. Odwrócił się i zobaczył mężczyznę. Wydawało mu się, że kiedyś już go widział… - Nie warto – kontynuował nieznajomy – Czuję jak wielka ogarnia cię rozpacz, dlatego złamię pewną zasadę i zdradzę ci tajemnicę. Henry ponownie spojrzał w przepaść. - Nie trudź się