Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Mitologia · 12 min czytania

Olaf i Eulalia

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

„Co ja tu w ogóle robię?” – myślała, siedząc cicho w kącie i uważnie obserwując bawiących się ludzi. –„Co mnie podkusiło, aby tutaj przyjść?” Znajomi Magdy tańczyli przez cały wieczór, a ona bała się opuścić swój przytulny kącik. Czuła się samotna i wyobcowana; wszyscy, oprócz niej, byli znajomymi Magdy z obozu żeglarskiego, takiego dla bogatych dzieci wpływowych ludzi. Śmiali się i rozmawiali o przygodach, jakie spotkały ich w czasie wakacji. Nie miała pojęcia, o czym mówią. Było jej niesamowicie przykro. Miała ochotę wstać i po prostu wyjść, jednak nie chciała zepsuć urodzin Magdzie. Wiedziała, że koleżance zależy na jej obecności. Szkoda tylko, że upiła się kilka godzin wcześniej i spała w którymś z pokoi na piętrze. Nie miała pomysłu, co ze sobą zrobić. Powoli wstała, po omacku dotknęła ściany i skierowała się w stronę drzwi. Ktoś zgasił światło, więc nie miała pojęcia, dokąd idzie. Co chwilę wpadała na jakiś ludzi, obrzydliwie śmierdzących alkoholem. Momentalnie zrobiło jej się niedobrze; oparła się ramieniem o ścianę i byłaby osunęła się po niej, lecz silna, męska dłoń podchwyciła ją w pasie i przywróciła do pozycji pionowej. - Dobrze się czujesz? – usłyszała tuż nad uchem ciepły, męski głos. Spomiędzy przymkniętych powiek dojrzała wysokiego, ciemnowłosego chłopaka o ogromnych, jasnych oczach. - Tak – odpowiedziała, choć wcale nie czuła się dobrze. Kręciło jej się w głowie, w nosie czuła dym papierosów. Chciała jak najszybciej zaczerpnąć świeżego powietrza. Czuła się, jakby zaraz miała zemdleć. - Nie wyglądasz najlepiej – mruknął chłopak, patrząc na nią z troską. – Chodź, wyjdziemy do ogrodu. Delikatnie objął dziewczynę w pasie i przecisnął się przez tłum roztańczonych ludzi. Szybkim ruchem ręki otworzył drzwi balkonowe i poczuli na twarzach powiew letniego, wieczornego wietrzyku. Przeszli parę kroków w głąb ogrodu i przysiedli na małej ławeczce. - Widzę, że już Ci lepiej – chłopak uśmiechnął się ciepło – Twoje policzki zaczynają nabierać kolorów. Przestraszyłem się, że stracisz przytomność. Wyglądałaś strasznie blado. - Było mi gorąco – wykrztusiła. – Dziękuję za pomoc. Zaśmiał się serdecznie, a wiatr potarmosił mu grzywkę. Na chwilę przymknął oczy, po czym wyciągnął rękę i rzekł: - Mam na imię Olaf. Wiem, że to dziwne imię, wiele osób śmieje się z niego, a dziewczyny to już w ogóle… Ach, zresztą – co ci tu będę opowiadał takie nudne rzeczy, jak powinienem zapytać o twoje imię. Na pewno jest zwykłe, choć… Choć może niezwykłe w swej zwykłości… W każdym razie… Jestem Olaf. - Eulalia – dziewczyna ucisnęła podaną dłoń. Z trudem powstrzymała się od śmiechu, widząc zaskoczoną minę Olafa. – To jest dopiero niezwykłe imię, prawda? Czuła, że powracają jej siły, a wraz z nimi przedziwna śmiałość. Nigdy nie rozmawiało jej się z kimś nieznajomym tak przyjemnie. Z natury była nieśmiała, skryta i cicha, a przy Olafie czuła się swobodnie. - O, tak – zamyślił się. – To imię pochodzi z języka greckiego, a znaczy mniej więcej tyle co „dobrze mówiąca” czy „elokwentna”. Nie jest ono zbyt popularne, jednak osoby noszące je są dobre z natury, bardzo delikatne i wrażliwe. Dalsza część wieczoru upłynęła im na rozmowie. Siedzieli w ogrodzie aż do godziny czwartej nad ranem, śmiejąc się serdecznie z własnych opowieści oraz przygód znajomych. Rozmawiali też o muzyce, sporcie i literaturze. Okazało się, że mają wiele wspólnych zainteresowań, a także oboje uwielbiają spacerować ze swoimi psami w parku niedaleko domu Magdy. Umówili się na wspólną przechadzkę z ulubieńcami na następny wieczór i o godzinie piątej wrócili do domu jubilatki. Eulalia poczuła na sobie kilka nieprzytomnych spojrzeń. Nie mogła wiedzieć, że po jej wyjściu z Olafem do ogrodu reszta snobistycznego towarzystwa stworzyła już historię o namiętnym romansie brzydkiego kaczątka z pięknym łabędziem. Brzydkie kaczątko miało symbolizować ją, dziewczynę z biednego domu, z zupełnie innego środowiska niż oni. Poczuła się jeszcze bardziej wyobcowana niż przed rozmową z Olafem, dlatego szybko zabrała swoje rzeczy i, nie pożegnawszy się z nikim, poszła do domu. Przez całą drogę myślała o swoim nowym znajomym. Wymieniała na głos wszystkie jego zalety, gdyż żadnych wad nie dostrzegła. Olaf był wspaniałym kandydatem na przyjaciela, a doskonałym na chłopaka, lecz o tym nie śmiała nawet pomarzyć. Miała świadomość tego, że wywodzą się z dwóch zupełnie różnych warstw społecznych; on był bogaty, miał wielu przyjaciół, przyjaciół jego ojciec był dyrektorem banku w ich mieście, ona zaś była tylko jedną z czterech córek bezrobotnej matki i ojca pijaka. Rozmowa z kimś z wyższej sfery i tak znaczyła dla niej bardzo wiele. Przez cały dzień wyczekiwała wieczoru i spaceru, na który umówiła się z Olafem. Zapięła smycz Reksowi, swojemu psu i skierowała się w stronę parku. Olaf już czekał. Miał na sobie niebiesko-czarną koszulę, granatowe dżinsy i sportowe buty. U jego boku siedział idealnie wyczesany śniady owczarek szkocki collie. Na widok zbliżającej się Eulali chłopak złapał owczarka za obrożę i podszedł do niej. Psy zamerdały ogonami na swój widok, obwąchały się z zainteresowaniem i z impetem wbiegły na trawnik, by razem bawić się żółtą, piszczącą piłką. - Cieszę się, że przyszłaś – wyszeptał Olaf ze szczerym uśmiechem. Sądził, iż Eulalia wygląda uroczo: ubrana była w ten sam sweter co na przyjęciu urodzinowym, a rude, kręcone włosy zaplotła w dwa grube warkocze. Spodobała mu się jeszcze bardziej niż poprzedniego dnia. Zagwizdali na psy i jedną z alejek ruszyli przed siebie. Słońce chyliło się już zachodowi, ozdabiając niebo pomarańczowymi smugami. Zaczynało robić się coraz ciemniej. Ptaki zamilkły, a park jakby się wyludnił. Olafowi

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Olaf i Eulalia — czytnik · opowiadania