Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Biografia · 7 min czytania

Olbrzym i Jola

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

W mieście, gdzie w mrocznych piwnicach straszył Bazyliszek, a w Wiśle pływała Syrenka, gdzie dziś straszą wysokie ceny, a w rzece pływają odpady, mieszkała dziewczyna o imieniu Jola. Przez długi czas samotnie spędzała wieczory z dala od świata i ludzi, bo bardziej niż podwyżki czynszu bała się spotykać z chłopcami. Mijały miesiące. Przyjaciele Joli nie mogli już dłużej patrzyć na jej smutną buzię. Przypomnieli sobie także o pewnym znajomym Olbrzymie, na którego wiedźma rzuciła czar i odebrała radość życia. Postanowili pomóc im obojgu. Znali magiczną salę, w której pokazywano zaczarowane obrazy. Dzięki nim często uśmiech wracał na twarze strapionych. Chcieli sprawdzić czy teraz też zadziała. Wysłali do Joli i Olbrzyma wiadomość Szybkim Małojedzącym Skowronkiem(w skrócie SMS) ze szczegółami spotkania. Jola słyszała o magicznej sali i pomyślała, że chętnie odwiedzi to miejsce. Dawno nie wychodziła ze swej wieży. Zapomniała, jak długo trwa podróż metrową gąsienicą i miejskimi czerwonymi końmi. Spóźniła się. Wszyscy byli na miejscu. Dowiedziała się, że Olbrzym wyruszył na poszukiwanie pożywienia. Właśnie zbliżał się w ich kierunku. Był dwumetrowy, zarośnięty, długowłosy, z lekkością niósł przed sobą zdobycz - tacę z górą jedzenia: osiem bułek z serem, krojone ziemniaki i słodkie zimne mleko. Wyglądał na głodnego. Jola pomyślała, że zwabiono ją tutaj jako jego kolejną przekąskę. Siedzący obok Joli przyjaciele - lady Agnes i sir Robert wymienili ze sobą tajemnicze uśmiechy. Dziewczyna poczuła się niepewnie. Kiedy Olbrzym podszedł do stołu, przy którym siedzieli, przedstawiono ich sobie. Marcin, bo tak było na imię Olbrzymowi, nie poświęcił Joli więcej uwagi niż trwało jego zdanie: "Jak chcesz to się częstuj". "Nie" - odpowiedziała Jola. Olbrzym Marcin spałaszował swoją zdobycz z prędkością trąby powietrznej i wszyscy weszli do magicznej sali. Było tam ciemno i czuć było lekki powiew wiatru. Obrazy wcale nie wywołały u Joli uśmiechu, ale Olbrzym Marcin jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki złagodniał i zaproponował, że odwiezie dziewczynę do domu. Jola broniła się przed tym jak na białogłowę przystało, ale on postawił na swoim. Nie chciał pozwolić, żeby sama o tak późnej porze wracała metrową gąsienicą podziemnymi korytarzami. W drodze do domu Jola spostrzegła, że Olbrzym tylko wygląda na groźnego, a jest uprzejmy, dba o nią, jak prawdziwy rycerz. Musiał tylko zapomnieć, jak to jest rozmawiać z dziewczętami, bo milczał, za to Jola mówiła cały czas. Przed furtą jej zamku powiedzieli sobie "Żegnaj" i każde wróciło do siebie. Jola pomyślała, że takie spotkanie nigdy się nie powtórzy, ale lady Agnes i sir Robert już coś planowali. Kiedy znów zaproponowali Joli odwiedziny w magicznej sali, w jej komnacie pojawił się błysk słonecznego promienia, więc jak pod wpływem czaru dziewczyna zgodziła się pójść z nimi. Oczywiście przybył także Olbrzym Marcin. Kiedy ponownie odprowadzał ją do domu, gawędziło się im już dużo swobodniej. Kilka dni później Olbrzym Marcin wysłał do Joli Szybkiego Małojedzącego Skowronka z zaproszeniem…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Olbrzym i Jola — czytnik · opowiadania