Obyczajowe · 13 min czytania
Olga i Marek
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Marek.
Odkąd wyprowadził się od Artura, coraz częściej po pracy nie wiedział, co ze sobą zrobić. Jeszcze niedawno większość popołudni spędzali razem. Poznali się w więziennej celi. Artur wyszedł na wolność wcześniej. A kiedy Marek opuścił więzienie, Artur przyjął go pod swój dach. Dał mu pracę, dał mu pokój. Dom był na tyle duży, że całymi dniami mogli się w nim nawet nie widywać. Ale widywali się. Właściwie było im to na rękę, bo po wyjściu z pracy nie bardzo wiedzieli, jak zagospodarować wolny czas. W więzieniu ich dni mijały według narzuconego im schematu. Na wolności musieli się przyzwyczaić do nowego trybu życia. Szybko wypracowali własne zwyczaje: jadali wspólne posiłki, po pracy często wychodzili do miasta lub na plażę. Robili wszystko to, co przyjaciele, którzy dużo ze sobą przeszli. Znali się doskonale, bo spędzili w jednej celi niemal dwa lata. Odkąd Artur zaczął spotykać się z Izą, Marek uznał, że czas zostawić przyjacielowi trochę przestrzeni i zamieszkać na swoim. Po tygodniu wynajął mieszkanie. W jedną torbę spakował swoje rzeczy i przeniósł się. Nie spodziewał się, że mieszkanie samemu okaże się zupełnie inne, niż sobie wyobrażał. Najgorsze były właśnie popołudnia. Po siłowni wracał z pracy i nie było z kim pogadać. Robił sobie coś do jedzenia, włączał telewizor, którego właściwie nie oglądał, i czekał, aż zrobi się wystarczająco późno, żeby pójść spać. Dlatego coraz częściej odwlekał powrót do pustego mieszkania. Tego dnia przeszedł parkową alejką, wszedł na Słoneczny Pomost nad jeziorem i usiadł na ławce. Na szerokiej drewnianej platformie stało kilka ławek i leżaków. Spojrzał w stronę brzegu. Jakiś mężczyzna rzucał psu piłkę, a ten za każdym razem przynosił ją z powrotem i kładł u jego stóp. – Też mógłbym mieć psa – pomyślał. – Wychodziłbym z nim na spacery. Jakoś czas szybciej by przelatywał. Na początku nawet chciał zadzwonić do właściciela i zapytać, czy w mieszkaniu wolno trzymać zwierzęta. Ale po chwili zrezygnował, bo co będzie z psem, kiedy on będzie w pracy? Pies siedziałby sam w mieszkaniu przez cały dzień. Tego nie mógł zaakceptować. – Cześć, Marek – znajomy głos wyrwał go z zamyślenia. Odwrócił głowę. Obok stała Olga. Jakiś czas temu pracowali razem w wytwórni. Przez chwilę była uczuciowo związana z Arturem. A kiedy przyjacielowi wydawało się, że są szczęśliwi, ona z dnia na dzień rzuciła go. Wróciła do dawnej miłości. – Cześć – odpowiedział. – Miło cię widzieć. – Dziękuję, przyszłam na spacer. Zostawiłam dziewczyny w kawiarni i wyszłam. Czasami przychodzę tu, żeby oczyścić głowę. – No właśnie, słyszałem, że otworzyłaś kawiarnię. Nie chcesz usiąść? – Wskazał na ławkę. – Chcę, ale nie wiem, czy mogę. – Oczywiście, że możesz. Siadaj. – Stuknął dłonią w ławkę. Usiadła. – Wiesz, jesteś przyjacielem Artura, a ja jego zraniłam… – Wiem – odparł. – Ale ja nie jestem Arturem. – No wiesz… Myślałam, że skoro jesteście przyjaciółmi, to jego wrogowie są twoimi wrogami. – Wrogami? – Spojrzał na Olgę zdziwiony. – Artur nigdy nie powiedział, że jesteś jego wrogiem… Ale co? Chcesz rozmawiać o waszym nieudanym związku? Spojrzała na niego. – Nie. Przepraszam… – Opowiedz mi o kawiarni – zmienił temat. – Przejęłam kawiarnię. Teraz pracuję na swoim i nie mam chwili wolnego czasu. – Jak ja ci zazdroszczę. – Uśmiechnął się. – Też bym chciał nie mieć wolnego czasu. – Co ty mówisz? Nie chcesz mieć wolnego czasu? – No właśnie nie chcę. Przychodzę tutaj i siedzę z nudów na ławce tylko po to, aby nie iść do pustych czterech ścian. – Z tymi czterema ścianami to ja też mam problem, chociaż ostatnio, kiedy wracam do domu, jestem tak padnięta, że mam czas na prysznic, a potem już tylko spanie. – Gdzie masz tę kawiarnię? – A masz czas? – zapytała. – Mam, a co? – To zapraszam ciebie do kawiarni u Olgi. – Fajnie – odpowiedział. – To prowadź do Olgi. Poszli wzdłuż jeziora. – Już się zaklimatyzowałeś w Szczecinku? – Tak, wynająłem mieszkanie, no wiesz, już zbyt długo mieszkałem u Artura. Usamodzielniłem się. Wiesz, po więzieniu nie jest łatwo rozpocząć życie, ale mnie było łatwiej dzięki Arturowi. – A Artur przetrwał w więzieniu dzięki tobie – stwierdziła Olga. – Było, minęło, życie przed nami. – Masz rację, nie mówmy o przeszłości – powiedziała. – To tutaj. Stanęła przy oknie wystawowym i wskazała na napis na szybie. – Oj, mówiłaś poważnie – zaśmiał się. – „Kawiarnia u Olgi”. – Zapraszam do swojego królestwa. Weszli. Większość stolików była zajęta. Marek zatrzymał się przy drzwiach, żeby przepuścić kobietę niosącą talerz z ciastem. Olga sprawdziła wzrokiem salę. – Pięknie pachnie – odezwał się. – Tak, musi pachnieć. To jest uzależniacz. W przedniej części sali znajdowały się stoliki i lada z wypiekami. W drugiej wisiały różnokolorowe słoje z kranikami. – Co tam jest? – zapytał. – Tam serwujemy alkoholowe nalewki. – Widzę, że to inny pomysł na kawiarnię, jaką znam. – Cieszę się, że to powiedziałeś, bo to był mój pomysł. – Świetny i jak tak patrzę na obłożenie sali, to jest dobrze. – Chodź, zapraszam cię na degustację nalewek. – O, fajnie, chętnie, ale mam nadzieję, że nie będę przeszkadzać. – Przeszkadzasz. – Uśmiechnęła się. – A teraz chodź do stolika. Usiedli na fotelach oddalonych od siebie o szerokość okrągłego stolika. Olga zdjęła kurtkę i przewiesiła ją przez oparcie. Kiedy jedna z pracownic spojrzała w ich stronę, dała jej znak, że sama się nimi zajmie. – Jestem tutaj szefową, to pozwolę sobie coś zaproponować. Wolisz słodkie czy wytrawne nalewki? – Nie wiem, co bardziej lubię. Mogę spróbować różnych smaków? – Dobrze, smakoszu. Zaczynamy od moich ulubionych smaków. Najpierw od pigwy. Podeszła do pomarańczowego szklanego zbiornika, napełniła dwie szklanki i jedną podała Markowi. On uniósł szklankę do nosa. – Ładnie pachnie. – To jeszcze nic nie znaczy. – Uśmiechnęła się. Upił niewielki łyk. – Fajne. – Jak będziesz chciał, to później spróbujemy nalewki orzechowej. – Chętnie. Olga upiła łyk ze swojej szklanki. – Wiesz, to małe miasto. Wiedziałam, że wcześniej czy później się spotkamy i muszę powiedzieć, że trochę się bałam tego spotkania. – Dlaczego? – Jesteś blisko Artura i… po tym, co mu zrobiłam… – Myślałaś, że będę miał ci to za złe? – Nie wiedziałam, czego się spodziewać. – Olga, to sprawa między tobą a Arturem… Przez chwilę siedzieli w milczeniu. – Wiesz co? – Co? – Niepotrzebnie się bałam. Jest miło… i okazuje się, że…