Przygoda · 11 min czytania
Olo's diary 1
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Olo’s diary, part 1
Kiedy wszedłem na piętro, zauważyłem, że w moim pokoju znowu ktoś siedzi. Tym kimś jak zwykle była moja pojebana siostrzyczka. Otworzyłem drzwi, po czym zapytałem, stosunkowo spokojnym głosem
- Kasiek, możesz wyjść? - Bla, bla, bla. Spadaj Olo, dlaczego nie mogę tu siedzieć? Potrzebuje Internetu, do szkoły. - Wyjdziesz, czy mam zadzwonić po policję? – zażartowałem poniekąd, aczkolwiek moja 12 letnia siostra chyba była tego dnia w złym humorze - Spadaj cieciu – odparła mi i to wcale nie w formie żartu. - Coś ty powiedziała? – zapytałem utrzymując moje nerwy z całych sił - Przeliterować ci mam Krowi Ryju? – odparła jeszcze bardziej niegrzecznie niż przedtem - Uhmm... – wyszedłem z pokoju
Po całym zajściu udałem się na dół do salonu, gdzie odpoczywali rodzice i moja kolejna, tym razem starsza 18 letnia siostra, była kretynka jeszcze większą od Kaski. Na dodatek moi dowcipni rodzice dali jej na imię Aleksandra, cóż za kurewska ironia losu. Aleksandra, Aleksander i Kasia wprost wyjebana rodzinka, prawda?
- Dobry wieczór – przywitałem się nieco ironicznie - Cześć - odparli wszyscy, niemalże jednocześnie - Mama? – odezwałem się odwracając głowę w stronę mojej mamy, Joanny - Co jest mały? – mama odezwała się entuzjastycznie, zawsze tak się odzywa - Hmmm, dlaczego siostra ma, Katarzyna przebywa bez mego pozwolenia w pokoju mym? – pytanie nie było retoryczne, było ironiczne jedynie - Mówiła, że czegoś do szkoły szuka w Internecie - To, to ja też wiem, ale dlaczego w moim pokoju? – w moim głosie chyba było czuć nutkę zniecierpliwienia - Bo powiedziała, że u ciebie Internet działa szybciej - Ale jakim kur... – opanowałem się przed powiedzeniem nieco „zbereźnego wyrazu” wg. mniemania moich rodziców – ... kurde cudem, przecież w całym domu jest ta pieprzona neostrada... - Nie wiem, co się mnie pytasz? człowieku, zapisz się na wizytę u psychologa, jeśli masz jakiś problem – wtrąciła się moja siostra, imienniczka ma niemalże - Nie mówię kurwa do ciebie, tylko do mamy ty pro rodzinna kretynko – nie mogłem wytrzymać i wybuchnąłem na moją siostrę w nieco niekonwencjonalny sposób - Alek! Dość tego, do swojego pokoju! Jak ty się odzywasz do siostry? I to jeszcze przy nas! Za karę nie wolno ci wychodzić z domu do jutra – rodzice jak gdyby na zmianę wygłosili przemówienie
No i co ja kurwa mogłem w takim wypadku zrobić? Ubodli mnie w samo serce, bo dziś, jako, że piątek jest, nie mogę wyjść z domu. Beznadzieja. Bezsens. Barbarzyństwo. Nie ma bata, muszę coś wykombinować, przecież nie odpuszczę takiej sztuki. Jak nie pójdę dziś się zobaczyć z Weroniką, to przepadłem, bo Teodor pewnie nie ma takich jebanych problemów i zalicz dziś trzy punkty za Agatę. KaUeRWuA, czyżby moje życie było pozbawione sensu przez pro rodzinną idiotkę, mą mamę Joannę z domu Czartoryską, która wraz z tatą, słusznie zresztą skontrowali skutecznie mój wybuch.
Część 22 / 2
Po tym jak wszedłem do swojego pokoju, w którym o dziwo nie było już mojej skretyniałej młodszej siostrzyczki, którą mimo wszystko szanuje i tak dalej, ale psuje mi swoim zachowaniem najlepszy czas mojego życia, tj. młodość jako taką, licealne lata po polsku cud, miód i orzeszki. No nic, jak jej nie ma to co mam zrobić? Nawet nie ma z kim pogadać, siostra, chociaż kretyńska i wkurwiająca, zawsze swoja-własna, wkurza niemiłosiernie, ale dom bez niej to już nie to samo.
Wcale nie mam zamiaru dać za wygraną, ale tego dnia raczej już przepadłem. Było około 19, olałem wszystko, jedyną czynnością jaką wykonałem, ażeby nie uważać się za całkowitego kretyna który nic nie zrobił w celu pomniejszenia strat, zadzwoniłem do Weroniki, a następnie do Teodora.
Weronice wytłumaczyłem wszystko, co i jak i jeszcze pościemniałem parę innych rzeczy, na które najwyraźniej poszła, bo kiedy odkładała słuchawkę po godzinie rozmowy była wyraźnie zadowolona. Po telefonie do Teodora, który wykonałem o godzinie 20, do jego domu, na telefon stacjonarny w przekonaniu, że Teo już dawno wyszedł, byłem bardzo zadowolony. Okazało się, że Teodorowi „coś” podobnego wypadło. Śmiać mi się chciało jak mi o tym mówił, ale prawda była taka, że Teo do centrum, w którym umówił się z Agatą miał jechać rowerem, na jego i Agatowe nieszczęście, Teodor-Romeo, Don Kichot naszych czasów, główny bohater filmu „Titanic” wyjebał się tak niefortunnie, że ma obitą twarz i przynajmniej przez tydzień będę mógł go wyprzedzać w naszym rankingu bez większych problemów. Powiedziałem mu co i jak ze mną, wszystko o tym niby małym, choć w skutkach tak cholernie bolącym incydencie z piętra niżej. Obydwaj uznaliśmy, że rozpoczęcie sezonu pasowałoby przełożyć na następny tydzień, przy czym ja dostałem 1 pt. za to, że przynajmniej zadzwoniłem do Weroniki i nie spaliłem całkiem. Jak nietrudno się domyślić, Teodor zawalił do tego stopnia, że biedna Agata czekała na niego w Centrum dość długo, a ten kretyn nawet do niej na komórkę nie zadzwonił. Trochę ja mu w tym przeszkodziłem, w końcu rozmawialiśmy 1.5 godziny. Spieprzyliśmy sprawę obydwaj, chociaż układ tabeli na sezon od czerwca do końca sierpnia 2003 roku prezentował się dla mnie korzystnie:
Aleksander 1 0 1 0 1 Teodor 1 0 0 0 0
Poniekąd mogę uznać ten dzień za dość udany, biorąc pod uwagę, że nie przepadłem jeszcze u Weroniki, mam o tydzień…