Przygoda · 7 min czytania
Olo's diary 2
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Olo's diary, part 2
"Wstawaj szkoda lata, rozpocznij dzień z radiem eReMeFeFeM..." Ble, o dupę rozbić coś takiego. Niby lato, niby nowy dzień, zachęta do przeżycia go zaserwowana przez RMF, a jednak nie chciało mi się wcale wstawać. Leżąc tak na łóżku i myśląc dość ograniczenie, wydedukowałem, że mój aktualny stan jest spowodowany wczorajszym incydentem z "dragami", tabletkami na spanie. Nigdy więcej, prawdopodobnie cały mój dzisiejszy dzień będzie wyglądał jak przeciętny dzień pospolitego ćpuna-przegrańca. Blah, parszywe radio, które obudziło mnie tego parszywego dnia. Wiedziałem, że ten dzień będzie cholernie do dupy, aczkolwiek iskierka nadziei, że się mylę dała mi siłę na ruszenie mojego tyłka w stronę łazienki w celu oddania moczu.
... na pudełku od tabletek usypiających pisało "2 at night in special accidents" dowiedziałem się o tym, kiedy poszedłem powtórnie przeczytać etykietkę na pudełku z tym syfem, to było po obiedzie.
Cała ta szopka ze zjebanym dniem przez "nocne tabletki" skończyła się wieczorem, około 19. Dopiero wtedy zacząłem trzeźwo myśleć i doszedłem do wniosku, że dwa ostatnie dni mojego życia były jednymi z najgorszych, chociaż spędziłem je dosyć wygodnie. Przez chwile, kiedy byłem pod działaniem "fuckin shit'u" zatęskniłem za szkołą, za jakimkolwiek obowiązkiem i takimi innymi pierdołami. Naszła mnie ogromna chęć kształcenia, a wakacje uznałem za stratę cennego czasu, który bezapelacyjnie winienem przeznaczyć na kształcenie się. Na całe szczęście wszystko przeszło mi wraz z otłumaniającym działaniem tychże tabletek. Czy nie uważasz, że dwie niebieskie (bo takiego były koloru) tabletki mogły mieć wpływ na moje dalsze życie? na dalszą egzystencję? To dość prawdopodobne, ale jedynie w filmach rodem Hollywood, bądź mocno abstrakcyjnych filmach francuskich. Natomiast sam nie wierząc w przeznaczenie nie chciałem dać się stłamsić i chwyciłem za telefon.
- Dobry wieczór. Z tej strony Olo Czartoryski, czy zastałem Teodora? - Qui telephone? - Ehm, Olo CZARTORYSKI, zatem mogę z nim rozmawiać, czy to stanowi jakiś problem? - No, no, cet est non problem pas. Je counsulter, patienez. - Dobrze, poczekam.... - ale to są, kurwa, kretyni. Uważają, że Teo nauczy się francuskiego jeśli będą w tym języku rozmawiać w domu. Paranoja. Na szczęście, Teo się raczej nie poddał kuracji rodzicielskiej... oni są chorzy - "Teodoooor?!? Teoo?!" - "Oui? Qu' est - ce qui?" - "Olo Czartoryski, arrive rapide." - "Oui, j'arrive. " - No, jesteś tam baranie? - Jestem kur... Nieważne, jestem. Co chcesz Olek? - Hehe. Ponoć nie poddałeś się brutalnej kuracji twoi rodziców? Właśnie widzę. Blah, słyszę czyli. - Zamknij się, to co mam zrobić? Nie będę się z nim użerał, i tak mama rzęzi mi cały czas na uchem, że się nie zapisałem do letniej szkoły.... - Hehe, jako byś miał utrzymywać stałą formę? - zadałem pytanie retoryczne - Cicho już, nie chcę o tym słyszeć. Ja pierdole, tyle jest rodzin na świecie, a ja urodziłem się tutaj i wychowują mnie debile - Nie przesadzaj... - Ej, kurwa, nie przesadzam. Ręce mi już opadają. Wczoraj, wyjebałem się na rowerze i mnie twarz napierdala jak chuj. Niemniej jednak, nie…