Przygoda · 5 min czytania
Olo's diary 5
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Olo’s diary part 5
“O kurwa” – ten cytat najlepiej opisuje pogodę I ogólne prezentowanie się Bieszczad. Jak się później okazało dwadzieścia pięć stopni w słońcu, w cieniu około dwudziestu – czyli w sam raz, zero turystów, niemalże puste ulice. Co następna wieś opatrzona w jeszcze bardziej zachęcające domki kilkuosobowe oraz zajebiste swojskie karczmy których gęstość zwiększała się wraz ze zbliżaniem się naszego PKSu do Ustrzyk Górnych.
- Mówiłem, że będzie zajebiście? - Olo, przecież jeszcze nie wiesz jak będzie, tym bardziej czy będzie zajebiście – Odparła nie pytana o zdanie Agata - Kurwa... pytał ci się ktoś o zdanie? - Nie – żeby było śmieszniej odpowiedziała Weronika - Cicho – wpierdolił się Teodor - Co się wpierdalasz? – zapytałem Teodora, gdyż jego zachowanie było najmniej przewidywalne w tym momencie. Dwie idiotki mogę jeszcze zrozumieć, że po długiej podróży w zjebanym wehikule czasu (jakoby autobus przeniósł się do teraźniejszości z czasów panowania Władysława Gierka), ale on? - A co nie można, kurwa? – wypalił inteligentnym tekstem Teo. - Eh... daj spokój, chodźmy lepiej poszukać naszego noclegu. Gdzie jest ta Wędlina? - Nie Wędlina, tylko Wetlina – poprawiła Weronika. - Mniejsza o to. Bierzcie swoje badziewo i za mną.
Szliśmy długo, naprawdę długo, co w tym skwarze niejakim zdawało się być nie lada wyczynem. Naprawdę, nikt z nas nie pomyślał, iż w Bieszczadach nie ma autobusów, biletów miesięcznych, taksówek, sklepów samoobsługowych, barów „fast food” Mc Donald’s. Prawda jest taka, że zostaliśmy wysadzeni z PKSu, bądź co bądź pojazdu kojarzącego się z jako taką cywilizacją wschodnioeuropejską, w środku końca świata bez żadnego numeru telefonu do leśnika, ani nikogo innego. Nie wspominam o lekarzu, stomatologu, pediatrze, czy punkcie Tele Plus, gdyż jedyne o czym marzyłem w tamtej chwili była szklanka zimnej pepsi.
- Czyli mieli rację - W czym? – Weronika odpowiedziała na moje twierdzenie. - Świat jest okrągły. - Nie rozumie? – wcale się nie zdziwiłem kiedy zadała pytanie, ładna jak nikt, mądra ot, nawet, ale w skrajnych sytuacjach do myślenia zmusić się nie mogła. - Jesteśmy na jego końcu, a przepaści w otchłań wcale nie ma. Chyba, że teraz znajdujemy się na ostatniej bramie, ostatnim miejscu ratunku, miejscu ostatniej nadziei, powrotu, a dalej jest prawdziwy koniec świata. Koniec świata poszukiwany, alias „Wetlina”, ostatnio widziany wczoraj w centrum kwitnącej cywilizacji wschodnioeuropejskiej na…