Akcja · 5 min czytania
Omen:Wyspa pełna tajemnic cz1
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Gdy woda wyrzuciła go na brzeg było już jasne, że oni wrócili z kolejnymi nieszczęśnikami . Ten wyglądał jak każdy inny. Średnio zbudowany brunet, podrapana twarz, poszarpane ubranie, zakrwawiona koszula. Nie wyróżniał się niczym, poza wytatuowanym na lewym ramieniu śnieżnym tygrysem leżącym na sztylecie . Nikt się nie spodziewał, że cała wyspa, a nawet my, panowie wyspy będziemy czuć respekt na dźwięk jego imienia. A brzmiało ono Dante, Dante Motizucki. * Poczuł nagle potworny bul, przebudził się, rozglądnął, ale krew zalała mu oczy. - A masz gównojadzie! - Krzyknął jakiś ciężki męski głos. Młodziak usłyszał świst i poczuł jak jakaś zimna, klejąca i oślizgła ciecz trysła na niego. Zemdlał. * - Wstawaj. - Rozkazał ktoś i zmotywował dzieciaka kopem w korpus. - Wstawaj suczko. - Sam jesteś suczką… - Dante nie podniósł się. - Jaki hardy. My tu na takich mamy sposoby - Uśmiechnął się parszywie i kopnął go jeszcze raz tym razem w zakrwawioną twarz. Młodzik odruchowo chwycił się za twarz i poczuł, że rana która jeszcze nie dawno krwawiła jest już zalepiona jakąś maścią. - Kim jesteś i dlaczego mnie bijesz? - Jestem od dziś twoim Panem i mam taką zachciankę, a niewolnik jest od spełniania zachcianek swojego Pana. - Dwaj mężczyźni podnieśli gówniarza ale był za słaby aby ustać na nogach - Skoro się tak płaszczysz, to możesz wylizać mi buty, a ja wtedy zastanowię się czy pozostawić cię przy życiu. Chłopak parsknął śmiechem, podniósł się szybko i napluł katowi w twarz. - Nie doczekanie twoje – Powiedział. Głowa młodziaka odskoczyła jak piłeczka, na ręku wielkiego muskularnego oprycha zabłyszczał kastet. - Jesteś aż taką ciotką że nie potrafisz bić gołą ręką. - Wymamrotał głośno z trudem utrzymując się na nogach, uśmiechnął się ironicznie , wypluwając krew, po czym stracił równowagę i runą jak kłoda. - Tak się odzywasz do Kruka?! - Jeden z mięśniaków zaczął kopać leżącego. - Starczy! - Rozkazał dowodzący parszywej trójki. - Ale on… - Wiem. Zlekceważył mnie, wiem. Ale podoba mi się, ma charakter. Będę łaskawy , daruję mu życie i uczynię swoim niewolnikiem. - Wsadź se w dupsko tą swoją łaskę. - Pyskaty dostał kolejny raz butem tym razem od Kruka w żebra, z bólu zacisnął pięści i zamknął oczy i nagle usłyszał syk, skrzek i huk, jakby ktoś workiem zboża rzucił . Z krtani