Wojna · 11 min czytania
On i ona (II)
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Tydzień po bitwie w wąwozie wojska nowego króla Armandi przekroczyły bramę Kamrnasu jako zwycięzcy. Uzurpatora przewieziono w klatce przez całe miasto pod obstawą gwardii królewskiej. Był, to jasny przekaz dla wszystkich. Jack wjechał do miasta w orszaku zaraz za dowódcą kawalerii. Obserwował uważnie tłum ludzi, który się zebrał. To tu on i jego siostra się urodzili. Kamrnas było miastem pięknym, a zarazem strasznym. Wysokie kamienne mury otaczały go szczelnie jak ramiona matki dziecko, a wysokie wierze jak włócznie wbite w ziemie sięgały aż do nieba. Miasto było podzielone murami dzielącymi stolicę na dzielnice. Król Ismir VI zwany Budowniczym bardzo lubił jak było wszystko posegregowane, dlatego zbudował takie miasto i wybrał na stolicę swojego królestwa. Ale, to historia sprzed wieku. Król Amres II nazywany Mieczem zarządził wielki bal, który miał się odbyć po egzekucji jego brata uzurpatora. Jacka, natomiast, jak i innych swoich dowódców – nie licząc dowódcy gwardii królewskiej, który oznajmił, że odpocznie, dopiero kiedy uzurpator straci głowę – dał wolne popołudnie zastrzegając że mają się zjawić na balu. Jack dał swoim żołnierzom dzień wolny za wyjątkiem jego zastępców, których zabrał ze sobą do swojej willi. Rezydencja, w którym mieszkał razem z siostrą był piękną willą mieszczącą się na Złotniczej najbogatszej dzielnicy w mieście. Dom był kiedyś siedzibą rodu Azmakara, ale, kiedy zabrakło sukcesorów Anna go wykupiła za bardzo niską cenę razem z całym wyposażeniem. Jack nie chciał wiedzieć jak tego dokonała. Dawno przekonał się, że Anna jest kobietą bardzo przedsiębiorczą i jak każdy dobry przedsiębiorca trzyma karty blisko orderów. Willa była dwupiętrowa z obszerną piwnicą i spiżarnią. Wnętrze skrzyło się od złota. Gustowne meble i jedwabne firanki w oknach świadczyły o wielkiej rozrzutności poprzednich właścicieli. Rezydencję strzegła gwardia Anny składająca z przez nią wybranych ludzi. Nosili błękitne płaszcze i byli jak cienie. Niby ich niema, ale, jednak są. Jack zabrał swoich zastępców do swojego gabinetu na piętrze. Pokój był duży, na ścianach wisiały trofea łowieckie należące do poprzednich właścicieli, a mahoniowe biurko uginało się od nadmiaru papierów. Drobinki kurzu tańczyły w smugach światła wpadających przez duże okna. Jack chciał wyrzucić trofea łowieckie, ale Anna stanowczo zabroniła argumentując swój sprzeciw, że tak wzbudzi większy szacunek i uznanie szlachciców kochającej polować. Jack miał, to gdzieś, ale nie kłócił się z siostrą. Podszedł do biurka, wziął kawałek czystego papieru, gęsie pióro, a także atrament i zaczął coś na, nim szybko pisać. Jego dwaj zastępcy usiedli na wygodnych fotelach. Leśnik między czasie nabił sobie fajkę tytoniem i zaczął leniwie ją palić. Kiedy ich dowódca skończył oboje wstali na baczność. – Mikrus – powiedział do mężczyzny odzianego w brudny szary płaszcz i w kapeluszu z szerokim postrzępionym rondem na głowie. Wręczył mu zalakowany pieczęcią list. – Przejdź się po mieście i zwerbuj mi dziesięciu ludzi. To jest pozwolenie. Wszyscy mają podpisać kontrakty. Zabierz ich do Domu i zajmij się nimi. – Zrobione szefie – Mikrus uśmiechnął się ukazując nierówne zęby. Jack spojrzał na Leśnika prawdziwego człowieka lasu. Był, to wysoki mężczyzna, którego kolorystyka ubrań zależała od pory roku. – Ty pójdziesz zemną – wskazał na niego. – Trzeba będzie dostarczyć rodzinom poległych ich żołd. Leśnik skinął głową. Anna wparowała nagle do pokoju. Nosiła błękitną suknię z długimi rękawami i skromnym dekoltem. Włosy miała splecione w długi warkocz opadający na plecy. Uśmiechnęła się do zastępców Jacka i grzecznie poprosiła o zostawieniu ich samych. Leśnik i Mikrus od razu wyszli z pokoju zostawiając ich samych. – Wyjeżdżam za tydzień do Darszem – oznajmiła, kiedy zamknęły się drzwi. – Stęskniłam się za Marcusem. Może pojedziesz zemną? Jack westchnął. – Jest teraz zbyt wiele spraw do załatwienia w królestwie. Teraz nie mogę wyjechać, a bardzo bym chciał. Nienawidzę tego miasta. Anna położyła mu rękę na ramieniu. – Wiem. Ale tu jest siedziba króla, a ty jako jeden z jego głównych dowódców masz obowiązek być tam, gdzie on. Kiedy wszystko się uspokoi razem pojedziemy do Darszem. – Chcesz bym ci przydzielił ochronę? Anna skwitowała, to śmiechem. Zabrała dłoń i podparła się pod boki. – Nie potrzebuję twoich ludzi – oznajmiła. – Mam swoje kruki. Jack skrzywił się z niesmakiem, kiedy wspominała o krukach. Ta kasta zabójców była znana w całym królestwie. Perfekcyjni zabójcy i szpiedzy. Kiedy kruki dostają na ciebie zlecenie twoja śmierć jest tylko kwestią czasu. Anna opłacała ich i wykorzystywała jako własną tajną straż. Nie podobało mu się to, że korzystała z ich usług. Ci ludzie go przerażali. Ale Anna bardzo ceniła sobie ich talenty i chętnie ich wynajmowała. Kruki były wyznawcami bogini Termetis władczyni cienia. – Nie podoba mi się, że tak na nich polegasz – powiedział siostrze. – Znasz takie stare przysłowie? – zapytała i nie czekając na odpowiedz odparła. – „Najmij najemnika, a będzie ci wierny, dopóki nie zapłacą mu więcej. Ale najmij kruka, a będzie ci oddany aż do śmierci”. Kruki mają swój honor, który jest dla nich ważniejszy niż życie. A zresztą sama sobie też umiem poradzić. Chciał coś jej odpowiedzieć, ale, zanim jego mózg zdążył zrozumieć co się dzieje klęczał na miękkim dywanie, a Anna stała za, nim i jedną ręką wykręcała mu do tyłu