Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Zbrodnia · 5 min czytania

On umrze, wiesz?

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Zamknęła zmęczone oczy i położyła głowę na błękitnej poduszce. Poczuła zapach konwalii. Wtuliła twarz w pościel, a nogi schowała pod kołdrą. Nawet nie miała sił żeby przebrać się w piżamkę.. Aniołowie zawsze kojarzyli jej się z białymi skrzydełkami, uśmiechem na twarzy i dobrymi wieściami. Kiedy otworzyła oczy siedziała na jakimś drewnianym krześle. Obok przechodzili ludzie w szlafrokach, z opatrunkami na różnych częściach ciała, lekarze w białych fartuchach i pielęgniarki ze strachem wymalowanym na twarzy. Wstała powoli z krzesła i weszła do pierwszego lepszego pokoju. Zobaczyła na łóżku malutką dziewczynkę. Dziecko nie ruszało się. W koło łóżka stała rodzina. Matka płakała, ojciec ściskał zimną dłoń córki i przeklinał w duchu lekarzy. Dziewczyna wycofała się z sali. Chciała spytać kogoś jak stąd wyjść, ale nikt jej nie zauważał, nikt nie wskazał drogi. Mijając kolejne drzwi na korytarzu szpitalnym dostrzegła jedne wyjątkowe. Nie były białe, a wymalowane na jaskrawą zieleń. Ciekawość wzięła górę nad emocjami dziewczyny, a jej delikatne dłonie pchnęły drzwi. Pod dużym oknem przy niewielkim stoliku siedział chłopak. Młody, dobrze zbudowany chłopak z czarnymi jak węgiel włosami i łzami zawieszonymi w oczach. Pod ścianą stało łóżko. Łóżko z niebieskimi obramówkami i białą jak śnieg pościelą. Dziewczyna musiała podejść bliżej żeby zobaczyć kto zajmował to miejsce. Pod białą pościelą leżał mężczyzna. Podłączony był do jakiegoś sprzętu, którego nazwy dziewczyna nie umiała sobie przypomnieć. Spojrzała na chłopca, ale ten swój wzrok skierował za okno. Dziewczyna skądś go kojarzyła tyle, że teraz za nic w świecie nie mogła przypomnieć sobie jego imienia. Chciała jak najszybciej wyjść z pokoju zanim chłopak poczuje jej obecność, ale do sali właśnie wszedł lekarz w towarzystwie jakieś kobiety. Dziewczyna szybko poskładała fakty. Rodzina. Skierowała swoje kroki w stronę drzwi jednak coś ją zatrzymało. Coś sprawiło, że wróciła na miejsce chłopca i usiadła na krześle podczas gdy on podszedł do kobiety i objął ją szerokim ramieniem. -Co ja tu robię?- spytała samą siebie, ale nogi odmówiły jej posłuszeństwa. Nie chciały wstać. -Panie doktorze co z nim?- spytała kobieta powstrzymując łzy i zakrywając oczy wielkimi czarnymi okularami. -Nie jest dobrze. Czekamy ciągle na ostateczne wyniki. Zawsze jest nadzieja.. Ale w tym wypadku jest tak nikła, że prawie jej nie ma.- powiedział lekarz. Przy słowie nadzieja głos jakby mu się załamał.…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%