Inne · 6 min czytania
Ona
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Przygnębiony ostatnią miłosną porażką próbował ukoić swoje rozszarpane nerwy i zachłyśnięte jakby pianą uczucia. Podróżował, poznawał, pił, czasem także rozpaczliwie i bez umiaru krzyczał na swoją nieobecną dawną miłą, która daleka już mu była – niczym rodzinny dom. Nie lada wyzwaniem było dla niego zapomnieć o tym, co zaczęło się w nim rozwijać i zostało jakby nieśmiało rozerwane. Rozerwane przez niedojrzałość i strach. Nie potrafił pojąć – dlaczego? W czym jest problem? Wiedział jednak, że dopiero zaczyna swoją przygodę z sercami kobiet i uniesieniem chwilą. Odczuwał głód emocjonalnego związku, ciężko mu było się pogodzić z myślą, że jednego dnia posiada wszystko, czego tylko zapragnie a drugiego już brakuje mu najważniejszego – serca swojej kobiety. Przecież mnie kochała…to były kłamstwa? Czy łatwiej jest dzisiaj obłudnie skłamać niż szczerze prawdę rzec? Rozważał płynąc po oceanie. A skoro mieliśmy kłamać, to dlaczego ja wciąż mówiłem jej prawdę? Owo pytanie zakończyło rozmyślania, pozwoliło mu znów niespokojnie zasnąć.
Obudził się słysząc szum i głośno wypowiadane zdania tragarzy. Przypadkiem dobił do brzegu. Nie pytał gdzie się znajduje – nie interesowało go to. Żył w niewiedzy co pozwalało mu zachować wizerunek zasmuconego i pogłębionego w nieszczęśliwej miłości podróżnika po dziewczęcych sercach. Postanowił pospacerować po mieście z nadzieją, że wymieni wzrok z kobietą, co spotęgowałoby jego narcystyczne uwielbienie. Przemierzając wolnym krokiem wąskie uliczki wypełnione stoiskami sprzedawców rozglądał się, wytężał swoją percepcję, obserwował zachowania ludzi i biegające pomiędzy nogami zwierzęta. W powietrzu unosił się ostry zapach pieprzu, parę kroków dalej już tylko słodka papryka, której zapach osadzał się na języku i pobudzał zmysły wybornym smakiem. Zszedł w boczną uliczkę, był tam już o wiele mniejszy tłum, na krańcu blado-różowego domu dostrzegł ledwo widoczną karczmę, jego kroki śmiało zaczęły zmierzać w jej kierunku.
Stanął przed karczmą, mętlik w głowie nie pozwalał mu na zbyt wiele. Uśmiechnął się mogłoby się wydawać z niezwykłą nonszalancją, po czym - otrzepując zakurzone morskim piachem buty - popchał leciwe drewniane drzwi. Głośny skrzyp z wolna otwieranych drzwi był nieczęstym dźwiękiem przesiadującej tu ludności. Zainteresowani nowym narybkiem zmierzyli każdy z osobna całą jego sylwetkę. Jednakże większość spojrzeń kierowana była w zupełnie inną stronę – na niezwykle uroczą niewiastę. Usiadł przy barze, głaszcząc dłonią czarne włosy wpatrywał się w piwo i pajdę chleba. Wtem zaintrygował go ciepły kobiecy śmiech, rozejrzał się dookoła, ujrzał ją – porywająco piękną. Szybko wrócił wzrokiem, wziął łyk piwa i zerknął kątem oka, tym razem dłużej, jak gdyby wyczekiwał jej spojrzenia. Obejrzał się, znów przez chwilę napawał się widokiem jej złocistych włosów, szczerego uśmiechu i pełnych karminowych…