Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Gotowanie · 10 min czytania

Ona.

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Młodsza dziewczyna spojrzała na matkę siedzącą naprzeciwko przy ładnie rzeźbionym w motywy kwiatów i winorośli drewnianym stole. Popijała kawę z okrągłej, niskiej filiżanki. Matka spojrzała na dziewczynę i obie uśmiechnęły się ciepło.

- I chce mi Mama powiedzieć, że jeszcze mamy dużo czasu? Przecież ciągle nas gdzieś ganiają - to do szkoły, to do kościoła, to do jakiegoś innego nudnego miejsca... Po prostu zabierają nam cały wolny czas. - szesnastoletnia drobna osóbka z wyraźnym poirytowaniem, ale i z ledwo widocznym uśmiechem mówiąc to, najwyraźniej nie brała słów Matki na serio.

- Tak. Wiesz... kiedy zaczniesz pracować będziesz miała o wiele mniej czasu... - starsza dziewczyna uśmiechnęła się, jakby wiedząc, co będzie dalej, i wypiła spory łyk z filiżanki ze złotawą herbatą - ...zabierze Ci o wiele więcej czasu, niż taka szkoła... - obie dziewczyny przestały słuchać Matki, i po odczekaniu chwilki, aż kobieta przerwie monolog ładnie się pożegnały i pomimo tego, że nie była to ich Matka - powiedziały : "Pa Mamusiu. jeszcze kiedyś wpadniemy!!!" I wybiegły na ulicę.

W małym antykwariacie została już tylko kobieta, której twarz poorana przez czas sprawiała wrażenie mądrej, ale nie do końca starej. Tak jak zwykle usiadła na swoim bujanym fotelu czytając książkę przy świetle prawie wypalonej świetlówki, tak innym od światła słonecznego odbijającego się od pożółkłych okładek książek z wystawy. Włożyła duże, niemodne, ale jakże pasujące do niej okulary, i zagłębiła się w lekturę. Jak do tej pory zdążyła przeczytać prawie wszystkie tomy i tomiki, książki i książeczki, sagi i zbiory opowiadań, jakie miała u siebie. Dzwoneczek zawieszony u drzwi ogłaszał dość głośnym dźwiękiem każde otwarcie drzwi, więc kobiecina nie musiała się martwić o to, czy klient zawoła ją, kiedy wejdzie, czy nie.

Sprzedaż była minimalna, ale na tyle duża, żeby w wynajętym przez siebie sklepiku na przedmieściach mogła zapewnić sobie też małą klitkę z łazienką i kuchnią, gdzie w otoczeniu spłowiałych książek kuchennych gotowała najprzeróżniejsze indyjskie Brinjal'e ze śmietany i cukinii, czy Kastoori Gajar Matar'y z marchewki i groszku.

Kiedy skończyła kolejny tomik już prawie zapadł zmierzch. Drzwi lekko uchylone wpuszczały do pomieszczenia chłodne jesienne powietrze, a zegar z kukułką zaczął właśnie wybijać ósmą. Drzwi zamknęła, przekręciła na nich tabliczkę na "zamknięte" i poczłapała swoim spokojnym, zmęczonym i wysłużonym krokiem do pokoiku na zapleczu. Usiadła na łóżku, spojrzała na Księżyc, ale Księżyc nie spojrzał na nią, jak to zwykł robić dawniej. Po prostu ją zignorował i popłynął po ciemnym nieboskłonie w stronę chmur, które swoją srebrzystością jakby starały mu się dorównać. Po kilkunastu minutach Miesiąc zniknął za ich grubą pokrywą ogarniając ciemnością ostatnią uliczkę. Stała tam stara, zabytkowa latarnia, której nie zapalano już od wielu, wielu lat.

Dziewczyny w drodze do szkoły rozmawiały szybko - tak jak tylko ich usta potrafiły ściągać się w bezgłośnym "p" i rozciągać w uroczym, altowym "a" - przekazywały sobie informacje o najnowszych trendach w modzie, o tym, że siedemnastoletnia Kasia została zaczepiona przez przystojnego Tomka i o tym, że szesnastoletnia Monika niedawno pokłóciła się ze swoim "chłopakiem". Dopiero, gdy doszły do skrzyżowania korytarzy rozdzieliły się. Machając sobie na pożegnanie, przekrzykiwały narastający zgiełk przerwy godzinami, kiedy będą kończyć lekcje. Jak zawsze nudne lekcje.

Tego dnia kończyły razem. Kasia siedziała na zielonej ławeczce przed szkołą, w brązowym płaszczyku, zawijając się długim szalikiem, który nieustannie zwiewany przez wiatr, wichrzył jej długie, proste, niczym niespięte, kasztanowe włosy. Monika podeszła do niej w ciemnozielonym płaszczu sięgającym jej kolan, z czarnym plecakiem przerzuconym przez ramię i w wełnianej czapce, spod której wypływały sztormową na wietrze falą czarne włosy.

- Cześć Monika! - zaczęła Kasia, ale nie doczekała się odpowiedzi. Kiedy skończyła notować w małym notatniku, spojrzała na siostrę, która wpatrywała się w kłęby szarawych chmur niebieskimi zaszklonymi - czy to wiatrem, czy smutkiem - oczami. Z policzkami zaróżowionymi czy to zimnym wiatrem, czy spływającymi po nich łzami, trzymając blisko siebie małą książeczkę. Przytulając ją i chroniąc dłonią w czarnej rękawiczce dokładnie chowała jej brzegi w fałdach płaszczyka.

- Coś się stało? - Pytanie, które tylko mogło zaszkodzić było jednak odruchem, który młodej Kasi nie do końca udało się jeszcze opanować. Po delikatnym policzku jej siostry spłynęła łza, która znaczyła więcej, niż tysiąc słow. Kasia…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Ona. — czytnik · opowiadania