Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Romans · 10 min czytania

Ona brzydka. On przystojny #1

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Ona: Zakupy. Zakupy, zakupy, zakupy. Nienawidzę zakupów. Nienawidzę, nienawidzę - nienawidzę! Nienawidzę paradowania po galeriach, ponieważ jest tam zbyt wiele luster, w których widzę własne odbicie. Na tle pięknych biżuterii, nowych kolekcji i gustownie ubranych klientów wyglądam mniej korzystnie niż w mojej małej łazience z zaparowanymi kafelkami. Lubię, gdy kafelki są zaparowane, bo to oznacza, że lustro także. A w zaparowanym lustrze wyglądam świetnie. W żadnej galerii nie spotkałam się z zaparowanym lustrem, tylko z obrazem za którym nie przepadam. Dlatego też w kategorii zakupów preferuję spożywcze lub z akcesoriami domowymi. A właściwie wszystkie po za tymi, na których spotykam lustra. Wybieram wózek – pierwszy z brzegu – oraz jajka, mleko, mąkę, cukier, sól, olej, krem czekoladowy i jeszcze kilka innych niezbędnych produktów. Postaram się usmażyć naleśniki, ale choć potrafię gotować, na wszelki wypadek wrzucam do wózka makaron. W kolejce do kasy stoję pięć minut. Kasjerka jest bardzo miła i ładna. Lubię ładnych ludzi. Siebie musiałam polubić. Za wszystko płacę dwadzieścia euro. Zakupy uciskam do dużej torby, żegnam się z ładną ekspedientką i wychodzę z marketu. Byłabym wdzięczna losowi za przystanek obok sklepu. Niestety drogę do domu muszę pokonać pieszo. Dam radę. Dziewięćset siedemdziesiąt trzy metry. Chyba. Nie wiem, nie sprawdzałam. Jedną ręką trzymam torby, a drugą błądzę w kieszeniach w poszukiwaniu słuchawek. Znalazłam. Ciągnę je i wyjmuję razem z komórką. Wtykam je sobie w uszy i włączam kawałek, który niedawno ściągnęłam. Miło mi się kojarzy, ponieważ śpiewam go codziennie w wannie, a moja współlokatorka dostaje szału i próbując się odgryźć wykrzykuje piosenki patriotyczne. Kiwam głową w rytm singla. Przymykam oczy i pozwalam muzyce przejąć nade mną kontrolę. Idąc tanecznym krokiem unoszę dłonie i kreślę coś palcami w powietrzu. Moje usta układają się w tekst piosenki, a nadgarstki nie przestają tańczyć dopóki nie wpadają na coś gorącego. Parzę się. Białko w moim ciele się ścina. Chyba coś upuszczam. On: Czuję się tak jak gdyby ktoś przyłożył mi lód do brzucha. Zaczynam zamarzać. Odsuwam iPhone z przed oczu. Jakaś laska maca mnie po torsie! Rozumiem, że robi wrażenie – szczególnie, że wracam z siłowni, zdjąłem podkoszulek i jestem taki seksowny - ale bez przesady.

Jestem boski. Ona: - Przepraszam. – piszczę, sapię, dyszę. Albo coś pomiędzy. Nie wiem jak to nazwać. Spoglądam na swoje palce i powstrzymuję się od ochoty włożenia ich wszystkich naraz do ust -, żeby odprowadzić z nich temperaturę, oczywiście. On: Kiedy zabiera ze mnie ręce moje mięśnie natychmiast się rozluźniają. Nawet nie zdawałem sobie sprawy, że są napięte. Jest mi znów ciepło. Przestałem lubić to uczucie. Wolę mróz jej dłoni. - Nic się nie stało. – mówię. Mam chrypkę. Ona: Nie zemdleję. Nie zemdleję. Nie zemdleję. Odwrócę się. Jak mam się odwrócić? Muszę sobie przypomnieć po kolei wszystkie podstawowe ruchy. W myślach wydaję do siebie polecenia. Odwróciłam się. Świetnie mi idzie. Teraz krok prawą nogą w przód. Udało się! Druga noga. Idę szybciej, szybciej, szybciej. Zaraz będę na parkingu przy markecie. Z którego dziesięć minut temu wyszłam. Pomyliłam kierunki? Niech to szlag! Mam tylko nadzieję, że jego już tam niema. Odwracam się. Znowu. On. On: Naprawdę jestem boski. Ta lalka z wrażenia spuściła torby z zakupami, zawróciła i odeszła. Oczywiście posprzątałem za nią i pobiegłem. Czuję, że właśnie tego chciała. One zawsze tego chcą. Uśmiecham się. Ona: Uśmiecha się. Czuję dziwne uczucie w brzuchu. Na pewno nie motyle. Jeśli już to gąsienice, albo inne gnidy. Jeżeli to pomoże, zjem opakowanie środków owadobójczych. Jego uśmiech jest cudowny. Nie. To nie prawda. Mimowolnie rozjeżdżają mi się usta. Wyglądam jak kretynka. Brzydka kretynka. Chłopak, który przede mną stoi jest stworzony dla pięknych kobiet. Pewnie spodobałaby mu się kasjerka z marketu. Nie ja. Cholera! Dlaczego właściwie o tym myślę? On: Patrzy się na mnie i głupio uśmiecha. Muszę wyglądać oszałamiająco. Już widzę jak fantazjuje o mnie w nocy. Ale mogłaby wreszcie zabrać swoją torbę. Ona: Po co on jeszcze tu stoi? Może jest mną zainteresowany, czy coś. Nie, to niemożliwe. Odchrząka. Szturcha mnie w rękę torbą. Moją torbą z zakupami. Przed chwilą myślałam, że wyglądam jak kretynka. Nie tylko. Jestem nią. Jeśli nie gorzej. Na moją twarz wypływa rumieniec. Ogromny, purpurowy. Szybko zabieram torby, nawet nie dziękując i odchodzę. Tym razem nie pójdzie za mną.

Nie poszedł.

Idę samotnie przez beżowy chodnik. Przed moimi oczami stoją lampa, wysoki budynek, znak drogowy. Nie widzę ich. Widzę chłopaka. Jego rysy twarzy, kolor skóry, oczu. W uszach słyszę jego głos, chociaż nadal mam wetknięte słuchawki. Nie mam pojęcia jaki utwór właśnie się odtwarza. Niosę torbę, wiedząc, że przedtem on ją niósł. Dotykam palce, którymi dotykałam

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Ona brzydka. On przystojny #1 — czytnik · opowiadania