Psychologia · 16 min czytania
Ona i On
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
ONA i ON
Ona wiedziała, że jeśli teraz wyjdzie, zamknie za sobą nie tylko drzwi Jego mieszkania, ale cały Jego świat - Ich świat, Ich rzeczywistość. Zawahała się na progu naciskając klamkę. Może powinna mu pomóc? Może powinna chociaż spróbować? Nie. Ona nie potrafiła pomagać, Ona nie potrafiła próbować. Zamknięta w wewnętrznym świecie własnego obłędu, dla świata była obojętna. On Jej nie prosił, żeby została. On nie chciał Jej do niczego zmuszać, On nie miał nadziei na Jej uczucie. Kiedyś był inny, kiedyś bez cienia żalu odwróciłby się od miłości nie zastanawiając się nad niczym. Kiedyś miał wiele dziewczyn, kiedyś fascynowało Go zdobywanie nowych doświadczeń, odgrywanie odpowiednich ról, przenikając tym samym do umysłów drugiego człowieka. Kiedyś – zanim poznał Ją. Wszystko się w Jego życiu zmieniło, gdy Ona przekroczyła próg Jego wnętrza. Jako jedyna potrafiła wejrzeć w głąb Jego świata i stworzyć tam swój własny na miarę wielkiego imperium. Ona obróciła Jego życie do góry nogami, obojętnością wymuszała myśli, słowami wywoływała wątpliwości. Sam nie wiedział jak pojawiło się w Nim uczucie, kiedy zaczął się do Niej przywiązywać, a z czasem tęsknić. Nie chciał o tym myśleć. Siedział teraz na szorstkim dywanie ze starannie ułożoną kreską amfetaminy przed sobą. W głowie miał pustkę, chociaż setki myśli drążyło wielki dół, do którego powoli spadał. Nie chciał odpowiadać sobie na jakiekolwiek pytania – wiedział, że w końcu zda sobie sprawę, z tego co stracił i zacznie żałować, że Jej nie zatrzymał.
Na nogach miała już zasznurowane buty, na sobie zasuniętą kurtkę, a w ręku parasol. Nic Jej tutaj nie trzymało, a mimo wszystko wahała się sama przed sobą czy to co robi jest właściwe. Bynajmniej nie miała zamiaru nad tym rozmyślać – to nie było w Jej stylu. Decyzje zawsze podejmowała w ułamkach sekund, szła na żywioł nie zważając na konsekwencje. Ale tym razem robiła coś wbrew sobie. Bo wcale nie chciała wychodzić, wcale nie chciała przekraczać tego progu. Coś Ją tutaj trzymało. On? A może po prostu magiczny proszek, który przenosił w inny wymiar? Nie wiedziała, nie chciała wiedzieć. Gwałtowanie przycisnęła klamkę, otworzyła drzwi i wybiegła nie oglądając się za siebie. Dźwięk trzaśnięcia rozległ się w Jego pokoju wypełniając pustkę umysłu krzykiem nie do zniesienia. Już nic nie miał do stracenia. Pochylił się nad lusterkiem z usypaną kreską, zatkał prawą dziurkę nosa palcem. Przez ułamek sekundy ujrzał swoje przekrwione oczy w brudnym zwierciadle, szybko je zamknął. Wciągnął. I już nic nie było ważne. Zapomniał.
Zatrzasnęła za sobą drzwi Jego klatki schodowej, w Jego bloku, na Jego podwórku. Przestał to być Ich dom, Ich betonowy chodnik, Ich plac zabaw. Czy było Jej smutno? Czy żałowała? Czy czuła się winna? Czy Ona cokolwiek czuła? Biegła by biec, by nie myśleć, by wiatr oczyścił Ją z resztek wątpliwości. Nie zatrzymała się ani na chwilę, aż do samego domu. Pokonała kilka przecznic, kilka znajomych alejek. Dopiero na własnej klatce odetchnęła z ulgą, że jej koszmar dobiegł końca.
On był daleko. Położył się na podłodze z rozpostartymi rękoma i leciał. Był motylem, był pilotem ogromnego samolotu, ptakiem, aż w końcu był Aniołem z ogromnymi lśniącymi skrzydłami. Tysiące kolorów o niespotykanych barwach, błyski świateł o odcienie wcześniej niespotykanych przenikały w ułamkach sekundy. Był w Raju. W swoim własnym Raju zapomnienia.
- Wróciłaś już? Miałam nadzieje, że zostaniesz tam dłużej – matka od progu powitała Ją z wyrzutem. - Nie… - rzuciła od niechcenia. Zdjęła kurtkę, buty, parasol odstawiła w kąt, zgasiła światło w holu i skryła się w ciemni swojego pokoju. Pomimo wczesnej pory (zegar wybijał dopiero dwudziestą pierwszą) pięć minut po położeniu się do łóżka, zasnęła.
Część 22 / 2
Śniły się Jej drzwi. Ogromne dębowe drzwi, z równie ogromną złotą klamką. Z boku obserwowała całą scenerię, zupełnie jakby oglądała film. Ale to nie był film – to był Jej sen – obraz poczęty z Jej wnętrza. Przed drzwiami stała mała istotka – dziewczynka o zielonych oczach, w białej sukieneczce z koronki. Wyciągała maleńkie rączki do góry w celu pochwycenia wielkiej klamki, przedostania się na drugą stronę tajemnych wrót. Z cały sił próbowała objąć uchwyt, jednak daremnie. Nagle wybuchła ogłuszającym krzykiem bezradności. Zaczęła przeraźliwie płakać, skakać, tupać malutkimi nóżkami. Białe pantofelki obijały marmurową posadzkę, która wydawała głośny dźwięk odbijający się wyraźnym echem. Zmęczyła się szybko, nie widząc żadnego efektu swoich starań. Zwątpiła w sens dalszego działania i przestała płakać. Usiadła naprzeciw drzwi i zaczęła uważnie przyglądać się ogromnej klamce. Szybko potem znudzona skuliła się na posadzce i zasnęła.
Ona obudziła się w środku nocy zlana potem. W pokoju było strasznie duszno. Nieprzytomna otworzyła okno, wróciła do łóżka. Bez pierwsze sekundy nie wiedziała co się dzieje wokół, jednak chwilę później odzyskała świadomość. Przypomniał się Jej sen. Nigdy nie lekceważyła nocnych wizji, podświadomie doszukując się znaków, niekoniecznie z przekonaniem o ich wpływie na rzeczywistość. I nagle zrozumiała, że bezradna dziewczynka z Jej snu to Ona sama. Przestraszyła się, jednak zignorowała swoje przeczucia. Uważała, że raz na zawsze wyzbyła się człowieczeństwa – uczuć i emocji, strachu i lęku, miłości i nienawiści. Ufała, że tak będzie lepiej.
On otrzeźwiał późno w nocy. Cały czas leżał na dywanie, z wzrokiem utkwionym w sufit. Już nie był motylem, nie był pilotem, nie był ptakiem, nie był Aniołem. I wcale nie miał skrzydeł i wcale pod sobą nie miał zielonej łąki pełnej kwiatów. Plecy Go bolały od twardej podłogi, był głodny i wcale nie miał ochoty już nigdzie lecieć. Mechanicznie wstał, poszedł do kuchni zaspokoić pragnienie. Każdy kąt wydawał się teraz pusty bez Niej. Czuł się jak w obcym mieszkaniu. Nic już nie miało takiego wyrazu jak wcześniej, wszystko było dziwnie nijakie. A to był dopiero początek, to były dopiero pierwsze godziny. Mógł je załagodzić, mógł przecież wykonać jeden telefon i oderwać się od bólu. Może tym razem zamiast skrzydeł miałby na przykład wielki miecz, o którym zawsze marzył? Miałby wszystko, wszystko co tylko by chciał, czegokolwiek pragnął. Problem nie tkwił w braku pieniędzy, bądź obawy przed uzależnieniem - On i Ona kiedyś coś sobie obiecali. - Nigdy nie będziesz wciągać beze mnie, a ja bez ciebie – powiedziała w pewien piękny, słoneczny poranek. - Nigdy – odpowiedział. Wczoraj złamał obietnicę po raz pierwszy, ale wczoraj nie był sobą. Wyrzuty sumienia zabiłyby Go, gdyby zrobił to po raz kolejny, tym razem w pełni trzeźwości. Chciał uszanować tę jedyną nieskazitelną przysięgę w swoim życiu, pragnął uszanować pamięć po jedynej nieskażonej istocie w swoim życiu. Położył się do łóżka z łzami w oczach. Nie krył przed sobą cierpienia – w ciszy własnego, pustego zresztą mieszkania, otworzył swoją duszę pełną bólu. Płakał.
Ona zasypiała z poczuciem bezradnością, niechęcią do życia. Chowała na dnie siebie strach i boleści. Skrzętnie skryte, zapomniane, jak myślała pogrzebane na zawsze uczucia, nie pozwalały Jej złożyć duszy w spokojnym śnie.
Mijały dni, mijały noce. Ona nic nie czuła, tłumiąc w sobie myśli, On czuł aż za bardzo. Nie złamał obietnicy danej sobie i Jej – nie tknął od pamiętnego wieczoru amfetaminy. Nie było Mu trudno, w końcu Ich przygoda z dragami nie trwała długo. Ona również – mimo ogromnej chęci powstrzymywała się. Kilka razy spotkali się na ulicy, powiedzieli sobie „cześć”, przeszli obok siebie obojętnie. Jednak świat dla Nich kręcił się tylko wokół Nich – dla Niej nie istniało nic prócz Niego, chociaż nie chciała się do tego przyznać, On nie myślał o nikim innym jak tylko o Niej. Zatracali się – Ona nieświadomie, On z pełnią jaźni.
I tutaj wszystko mogłoby się dobiec końca – Ona skończyłaby liceum z zaliczoną maturą z historii, poszłaby na studia,