Inne · 3 min czytania
ONA. I ON. I JA
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Wiatr, deszcz, liście – świat walił we mnie wszystkim co miał pod ręką. Mój organizm zareagował we właściwy dla siebie sposób: kaszel, gorączka, nieodparta potrzeba narzekania i płaczu. Szedłem tak skulony tuż przy witrynach sklepowych (samochody nie ochlapią, a i ludzie tak nie pędzą jak pośrodku), marząc o zamieszkaniu w kaloryferze, kiedy nagle zobaczyłem Ją.
Właściwie to trudno było jej nie zauważyć. Piękna, wysoka, i... naga. Szła przed siebie nie bacząc na zatrzymujące się dookoła samochody, zdumione spojrzenia przechodniów i ich komentarze. Czoło wysoko podniesione, oczy wbite w nieokreślony punkt przed sobą. Miała w sobie coś mistycznego; coś, co powodowało, że żaden pijaczek czy młodzieniec nie śmiał jej tknąć, choć brak stroju nie tyle do tego prowokował, co wręcz upoważniał.
Dopiero po chwili zauważyłem, że idę za nią. Nie potrafiłem oderwać od niej wzroku. Boże, była taka piękna! W ciągu kilku minut stała się dla mnie jedynym marzeniem, jedynym celem. Musiałem ją poznać, musiałem się dowiedzieć o niej wszystkiego. Nie było nic ważniejszego niż potrzeba wyróżnienia się przed nią od reszty świata.
Zacząłem więc w pośpiechu analizować wszelkie możliwe pomysły stania się widzialnym. Okryję ją kurtką, aby się nie zaziębiła...? Nie. Ponadwymiarowość służyła jej za najcieplejsze futro. Zaatakować urokiem osobistym? Nie. ...bo nie! Zaaranżowanie niebezpiecznej sytuacji, z której mógłbym ją uratować...? Nie. Życie mnie nauczyło, że jeśli