Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Filozofia · 43 min czytania

ONA, Oni, Ono, MY

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

ONA, Oni, Ono, MY * ONA : Nie chcę, nie, nie chce mi się

T. bierze ją za rękę

T. : Piękno pięknem będąc nie zbrzydnie w sekundę. Pójdź ze mną Aniele. Cóż robisz?

ONA puszcza rękę T., wolno wychodzi. T. Próbuje ją złapać. Ona jak manekin, wyprostowana, jakby sunęła po taśmie, nie porusza nogami. T. Jakby trzymany, nie może biec, pozostaje mu jedynie wołanie :

Zostań ! Zostań, proszę! (ciszej) zostań...

Pada na kolana, jakby po walce

Czy słowo to przyjaciółka mą zostanie? Zostań, zostanie... A jednak nie słucha.

Wstaje, rozgląda się

Więc to jest miejsce, za którym tak tęskniłem nie będąc tu nigdy?

Wszystko się zmienia. T. jest w pokoju, leży na łóżku, właśnie się budzi.

T : Więc to było miejsce, w którym chciałem być... być z Tobą ?... Ty! Gdziekolwiek jesteś teraz, przychodzisz co noc, co noc odmawiasz. A będąc tam sam powracam tutaj. Tam – tutaj. Tutaj – tam. Dwa światy osiągalne nieosiągalnie. Tylko jak...?

Wchodzi KOBIETA z innymi kobietami

KOBIETA : ...Przez śmierć. (kończy)

INNA : Jak to? Przez śmierć umarła?

KOBIETA : Tak.

INNA : Ale...

KOBIETA : Tak.

INNA : Przecież...

KOBIETA : Tak ! Wychodźcie

Kobiety wychodzą KOBIETA podchodzi do T., siada na łóżku

KOBIETA : Właśnie tak.

T. : Nie było cię tam.

KOBIETA : A czy to ważne?

T. : Najważniejsze.

KOBIETA : Ciebie też tam nie było...

T. : Co to znaczy być? Jeśli mówisz o empirycznym poznaniu, masz rację. O racjonalnym? Również. Więc cóż to było? Byłem ja tam czy nie? Bycie... bycie... Czy do tego się to ogranicza?

KOBIETA : Męczy mnie to...

T. : Więc życie moje cię męczy...

KOBIETA : Nie będę rozmawiać, nie chcę rozmawiać.

Wychodząc odwraca się i mówi :

Znów o Niej śniłeś...

Wychodzi. T. wstaje z łóżka

T. : Mój ojciec był na wojnie. Szkoda gadać. W wygrał ją przez śmierć tylu ludzi. Szkoda gadać. Mój ojciec zginął z jego rąk... w tę noc gwieździstą, kiedy gwiazd nie było. Ciemno, strasznie. W noc, która nie ukryła grozy. W noc, kiedy runo lasu pokryte mgłą, nie tylko mgłę niosło. W noc, w którą się to wydarzyło.

Ale Ty znowu odeszłaś...

Ojciec chciał wygrać. Wygrał. Straciłem ojca. W tę noc, w którą pierwszy krzyk wydałem, kiedy płuca me pierwszy łyk powietrza ze świata tego zaczerpnęły. Wcześniej oddychałem przez pępowinę...

Myśl o Tobie nie znika. Kim jesteś? Dlaczego przychodzisz? Dlaczego znikasz? Ach, ta pustka! Ta przeraźliwa pustka, którą tu czuję w mej piersi! Myślę często, gdybyś ją raz tylko, choć raz przycisnąć mogła do serca, cała ta pustka zapełniłaby się...

Wchodzi KOBIETA

T. : Wyjdź! Precz!

KOBIETA : Właśnie tak...

Wychodzi.

T. : W inną noc rozmawiałem z Nią. Odeszła, mówiąc „ w imię wolności odchodzę”. Przyjdź raz jeszcze, powiedz jaką wolność czynisz mej duszy będąc? Będąc tak blisko, tak namacalnie, jednak nie będąc? Me serce uwięzione w Tobie na wieki nocy. Na wspomnienia pierwszej z nich… Widziałem Cię kiedyś? Czy mówiłem do Ciebie? Czy tęskniłaś za mną? Powiedz, czy wyciągasz dłoń, by zbadać czy jestem? Powiedz, mów na Boga! Jedno słowo droższe od wspomnień. Pojawiłabyś się, musiałabyś. Gdy wspominam umysł mój Ciebie tworzy... Lecz tworem mym nie jesteś. Najlepiej powiedz, że jesteś. Jesteś...

Wchodzi PRZYJACIEL

PRZYJACIEL : Jestem.

T. : O, jesteś.

PRZYJACIEL : Jestem.

T. : Byłeś?

PRZYJACIEL : Byłem.

T. : Będziesz?

PRZYJACIEL : Postaram się.

Cisza, po chwili

T. : Do czego chcę dojść? Do czego zmierzam?

PRZYJACIEL : Do końca.

T. : Czymże koniec w stosunku do początku?

Przyjaciel : Jest jego końcem. Wszystko ma swój koniec. Sny i jawa również. Połączone są więc ze sobą końcem. Końcem jednostki, która dotyka jawy i marzy o śnie. T. : Czy...?

PRZYJACIEL : na to pytanie nie potrafię ci odpowiedzieć. Nie wiem dlaczego.

T. : Nie będąc mną mało masz do powiedzenia. Będąc mną tez niewiele byś miał.

PRZYJACIEL : Uwierz mi…

Siadają na skraju sceny; za nimi przechodzą mężczyźni wiedzeni, kierowani przez kobiety w białych szatach niosącymi zapalone świece.

Nie tylko ty Ją widzisz. Każdy z nas Ją ma i do Niej tęskni. Inne Jej imię, lecz tą samą jest. Tylko…

T. : Tylko? (spogląda za siebie)

PRZYJACIEL : (patrzy przed siebie) Tylko nie każdy, może mniejszość, chce za Nią podążyć, chce Jej szukać. Ona daje rozwiązania, nie każdy z nich korzysta. Problem w tym, że ci ludzie lubią przeszkadzać poszukującym.

Ludzi z tyłu już nie ma. T. kładzie się na plecach, odpycha nogami i wraca na scenę.

PRZYJACIEL : Ależ nie cofaj się!

T. zatrzymuje się, leży

T. : A leżąc chodzić będę?

PRZYJACIEL : Nie będziesz.

T. : Ależ tego chcę !

PRZYJACIEL : Więc biegnij.

T. : Czy biegnąc biec będę?

PRZYJACIEL : To od ciebie zależy.

T. biegnie do łóżka, kładzie się, zakrywa się kołdrą. PRZYJACIEL wychodzi.

Na czworaka wbiega KOBIETA. T. wstaje, bierze ją za smycz, chodzi z nią demonstracyjnie po scenie. Gdy stają KOBIETA podaje mu kartkę. T. rzuca się na łóżko, czyta trzymając kartę wysoko. Później odrzuca list. Leży

KOBIETA wybiega.

T. : W Twoim liście znowu natrafiłem na zupełny brak konkretów, ale może to i słuszne, gdyż życie nasze nieciekawe i nie warto nim zaprzątać cudzej uwagi. Dlatego też i ja mało piszę o sobie. Co mogę napisać o sobie albo o tych gówniarzach Antosiu i Kaziu? Czuję się stary, a gdy widzę swoich kolegów szkolnych, czuję się nawet bliski śmierci. Nie mówię tego, broń Boże, do Ciebie, ale spotkałem niedawno Koz. I zrobiło to na mnie takie wrażenie, jakbym spotkał karawan. Sądzę, iż to pochodzi stąd, ze w każdym z Was pogrzebałem swego czasu cząstkę mojego ja. Myślę, że jest to signum temporis, że proces dojrzewania i ustalania przychodzi tak opornie i że nigdy nie oglądano ludzi trzydziestoletnich tak mało zorientowanych w rzeczywistości. Co prawda, rzeczywistość dzisiejsza jest swego rodzaju fenomenem. Do dzisiaj nie wiem, czy miękki, czy sztywny, czy i jak zmieniam się zależnie od okoliczności; czas najwyższy z tym skończyć. Kazio rozpił się, a Antoś niańczy dziecko, ja zaś jestem pomiędzy nimi i czeka mnie albo jedno, albo drugie, albo po prostu w grób się położyć. Jesteśmy cmentarzyskiem nadziei i winniśmy, oglądając siebie wzajemnie – zachować uroczyste milczenie. Twój T.

T. siada na łóżku

T. : Dlaczego noc? Dlaczego sen? Sen w nocy, a noc we śnie. Połączone tajemnice utworzyć jedności nie mogą. Cisza z hałasem połączona, jasność i ciemność w blasku, spokój z walka o życie. Któż zgadnie ileż spraw nierozwiązanych, zdań niedokończonych przerwanych zostało przez noc… sen. I Ty, Ty znikasz, gdy sen, noc się kończą. Gdy inne się rodzi, Ty mnie zostawiasz. Urok, moc, tajemnica, prawda, pamięć, istnienie, piękno, zło, wielkość, to wszystko ukryte niezbyt dokładnie. A my spać musimy, gdy tyle widać. A może tego właśnie się boimy? Ujrzeć! Tyle strachu, pustki ulic, przepełnione łóżka (Wstaje z łóżka) Jednostki uwięzione w morzu łóżek, dryfujące z uśpioną czujnością. Ale nie uciekniemy. Gdy śnimy świat nadal działa. Nie wyłączamy go przez wyłączenie siebie. Ale to niejednolite. Ty śpisz, a ja nie śpię. Gdzie jestem? Gdzie Ty jesteś? Stąd uwielbienie dobra i zła. Życia i nieżycia… Ty…

Po krótkiej chwili

Że też wcześniej na to nie wpadłem !!!!

Wybiega, scena jest pusta.

(T. tworzy Jej posąg. Gdy wchodzi posąg może stać w cieniu lub być niewidoczny. Początkowo przykryty materiałem)

T. : Nie chcesz usłyszeć mego błagania. Nie chcesz zaczekać, zostać. Teraz będziesz musiała.

Podchodzi do posągu, zdejmuje materiał

Ach… cudo, cudo… Tak kocham…

BOGUŚ : Zaczekaj!

Na scenę wchodzi straszy człowiek (BOGUŚ) jednocześnie z PRZYJACIELEM. PRZYJACEL siada na skraju sceny, nogi spuszczone (jak wcześniej, gdy siedział z T.). BOGUŚ staje przy T. z książką w ręku.

Przecież tak nie można.

T. : (wyraźnie zaskoczony) Nie?

BOGUŚ : Nie można tak naturalnie. Kto to słyszał?! Uwielbienie w określony sposób się wyraża. Rób to co ci powiem…

PRZYJACIEL może coś jeść, pozornie obojętny na sytuację, po tych słowach się odwraca w stronę sceny, udając że kaszle mówi NIE. Na scenę wchodzi druga postać, siada tak jak PRZYJACIEL, tylko z drugiej strony.

II OSOBA : Tak. (mówi to w taki sposób, że T. nie słyszy)

T. wykonuje polecenia BOGUSIA sztucznie i niezdarnie.

BOGUŚ : Głowa wyżej… na cokolwiek wyciągniętej szyi… Patrz na Nią z góry, ale tak, żeby o tym nie wiedziała… Graj zachwyt, umiłowanie, później i tak to minie. Niech się przyzwyczai do twojego wzroku, a wpadnie w twe sidła. No dalej, na co czekasz? Usta niech ułożą się w łagodnym, acz ponętnym uśmiechu. Charyzma chłopcze! Nie opuszczaj brody, bądź ponad. Tylko dominatorzy, samce Alfa wygrają ! Opanuj świat!! T. : Zaraz! Stop…

BOGUŚ zawstydzony zakrywa twarz książką, jednak zerka od czasu do czasu.

Opiszę to co czuję… (wczuwa się) Jesteś moją słaba stroną

WSZYSCY NA SCENIE : Para pa pa para (ma to na celu zmniejszenie wagi uczuć T.)

T. : Na ruchomym stoję piasku Tylko Ty utrzymać mnie na nim możesz

WSZYSCY : Para pa pa para

T. : Bezsilny bez Ciebie, bezbronny z Tobą Ty razem z dniem się rozpływasz Miłość ma pozostaje

WSZYSCY : Para pa pa para

Pamiętasz te ślady na śniegu? Razem z wiosną rozpłynęły się Jak Twój duch W mym sercu pozostają głęboko wyryte Pamiętam każdy szczegół, każdy gest… Nie mogę bez Ciebie oddychać… A Ty… pozostajesz posągiem

WSZYSCY : Para pa pa para

T. wychodząc zabiera posąg. Pozostali wychodzą drugą stroną. Kiedy znikają T. pojawia się ponownie.

T. : Więc tylko sen mi pozostaje? Tylko on pozwoli chwycić Cię za rękę? Ta nikła mgła, ta chwila, która porywa Cię ze sobą… Na razie pamiętam… Na razie pamięć trzyma mnie przy życiu. Na razie kręcę się, kręcąc żyję… (kręci się, nagle staje) Lecz kiedy przestanę? Kiedy pamiętać nie już nie będę? I żyć przestanę… bo chyba tylko w taki sposób mógłbym zapomnieć.

Łapie się za głowę, klęka. Po czasie uspokaja się.

Ty jesteś prawdą, nie ja…

Matka moja urodziła mnie w dzień tragedii… w dzień tragedii również umarła. Opowiadała mi później, że płakała. Płacz… struga słownej wody, wypływająca z wnętrza. Dlaczego płynie? Kto narusza strugę i każe ukazać ją światu? I czy ona coś zmieni?

Staje przed widownią, zasłania oczy. Płacze, bardzo naturalnie.

Nic nie pomaga. Czerwone oczy, ból głowy i wnętrza. Kiedy wszystko krzyczy, ty szepnąć nie możesz… Kiedy wszystko krzyczy, ty szepcząc odnajdujesz siebie

Lecz gdzież ja? Po co płaczę? Chcę wzbudzić tylko litość… u siebie i innych? Jednak łza niesie ze sobą coś więcej. Niepowstrzymana nadzieja wypływająca z wnętrza. Inaczej nie ujrzysz cierpienia. Ból, bezradność, bunt, szczęście, współczucie, strata, krzywda, los – jedna łza zawiera. I przez tę łzę chcę, byś mnie wysłuchał. Tyś wielki, wszechmocny (z coraz mniejszym przekonaniem) litościwy, miłosierny… tyś co noc na łzy dzienne mnie skazujesz. Czyż Ona poza Tobą jest? Czy własnym prawem się kieruje?

Na cóż mam płakać? Sen mnie uleczy…

Kieruje się w stronę łóżka, ale zauważa książkę leżącą na podłodze.

Cóż to?

Czyta, rzuca książkę, chodzi po scenie. Z jednej strony pojawia się PRZYJACIEL, stoi.

T. : Czyli słońce światu płonie, Czy noc wciąga szatę ciemną; Jej wyglądam, za Nią gonię, Zawsze przy mnie, lecz nie ze mną !

Do PRZYJACIELA : Noc już na niebie. Znów ta sama sceneria, jednak inna z grubsza.

Gwiazdy w błękit toną po nocnym obiegu; Jedna tylko nade mną świeci gwiazdka wschodnia Którą wtenczas widziałem, którą widzę co dnia.

PRZYJACIEL : Płacz; lecz niestety, boleść przypomnienia Nas samych trawi, a nic wokoło nas nie zmienia!

T. : Głupcze! Czyż nie widzisz, ze umieram? Ona wszystkich spraw moich, chęci, myśli panią, Ach, dla Niej tylko, o Niej, przez Nią, za Nią!

Jakby w transie W tychże miejscach toż samo uczucie paliło. Wszystko było jak dawniej – tylko Jej nie było…

PRZYJACIEL : Gdzie jest teraz?

T. : (przytomnieje) Gdzie teraz… Gdzie teraz? W śnie mym, i na jawie śnionym.

Staje wyprostowany

A Ty sercem oziębłym, obojętna twarzą, Wyrzekłaś słowo mej zguby I zapaliłaś niecne ogniska, Którymi łańcuch wiążący nas pryska, Które się wiecznym piekłem między nami żarzą, Na moje wieczne męczarnie! Zabiłaś mnie, zwodnico! Nieba Cię ukarzą… Sam ja… Lecz jeśli nieba z Tobą, a przeciwko mnie? Jeśli Ty mą kara jesteś? Och, najsłodsza nagroda tak uwielbiona nie będzie! Jeśli tylko pojawisz się we śnie, przyjmę Cię z otwartymi ramionami i takim samym sercem. Nawet jeśliś mą trucizną. Ach, wypiję z rozkoszą !!

PRZYJACIEL : Szalony…

T. : A cóż będzie jeśli Cię złapię? Minie tęsknota? Czy będę nadal pragnął?

Kobieto! Puchu marny! Ty wietrzna istoto!

PRZYJACIEL : Opanuj się na Boga! Przecież nie jesteś Gustawem.

T. : Nie będąc nim, mogę nim być. Ach, ja wiem kim jestem !

Postaci Twojej zazdroszczą anieli, A duszę gorszą masz, gorszą niżeli!… Przebóg! Tak Ciebie oślepiło złoto! I honorów świecąca baśka, wewnątrz pusta! Bodaj!… Niech, czego dotkniesz, przeleje się w złoto; Gdzie tylko zwrócisz serce i usta, Całuj, ściskaj zimne złoto! Ja, gdybym równie był panem wyboru, I najcudowniejsza postać dziewicza Jakiej Bóg dotąd nie pokazał wzoru, Piękniejsza niźli aniołów oblicza, Niźli sny moje, niźli poetów zmyślenia, Niźli Ty nawet… oddam ją za Ciebie, Za słodycz Twego jednego spojrzenia! Wyraźnie się męczy Ach, i gdyby w posagu Płynęło za nią wszystkie złoto Tagu, Gdyby królestwo w niebie, Oddałbym ja za Ciebie! Szuka Jej spojrzeniem Najmniejszych względów nie zyska ode mnie, Gdyby za tyle piękności i złota Prosiła tylko, ażeby jej luby Poświęcił małą cząsteczkę żywota, Którą dla Ciebie całkiem poświęca daremnie ! daremnie… Gdyby prosiła o rok, o pół roka, Gdyby jedna z nią pieszczota, Gdyby jedno mgnienie oka, Nie chcę! Nie !…

Pada na łóżko, ciążo oddycha. Wstaje.

Nie ma już rodziny. Nie ma nikogo. Nawet Ciebie… Choć przecież wciąż jesteś ze mną. Powiedz czego chcesz?! Ja pragnę byś została na dłużej, byś stała się bliższą niżeli bliskość pozwala. Jedno Twe słowo, a będę na wieki. Jeden gest, by serce bić mocniej zaczęło. Tylko wciąż mając Ciebie w duszy, pustkę czuję przez Ciebie. O tak dużo proszę? Byś była… ze mną. A jesteś… poza mną.

PRZYJACIEL próbuje wyjść.

T. : Nie, czekaj. Nie skończyłem.

PRZYJACIEL : Nie do mnie to przecież.

T. : Nie, ale masz słuchać, bo…

PRZYJACIEL : Bo?

T. : Bo! Bo za dużo tego wszystkiego! Słyszysz?… deszcz pada. Krople uderzają w okno i wybijają rytm memu sercu.

PRZYJACIEL : Deszcz?

T. : Mamo, tato!

PRZYJACIEL : Oszalał…

PRZYJACIEL wychodzi.

T. : Oszalał… oszalał! Więc opuście go, niech zostanie sam. Czy jedynymi przyjaciółmi duchy, mary senne? A! I deszcz! Zadziwiające podobieństwo. Deszcz jest jak łzy. (wsłuchuje się)

Jeden ptak zza okna powiedział, żebym się obrócił. Zrobiłem to. (Obraca się)Powiedział, ze Ona tu jest. (zerka na zegarek) Tak, musi tu być, już 23-cia minęła. Za chwilę zepchnie mnie łagodnym dotykiem w krainy kaleczących mnie wciąż marzeń.

Powoli jakby zasypia, kładzie się na scenie.

I przyjdzie…

Zasypia

Wchodzi ONA w białej sukni ze świecą w ręku. W masce. Podchodzi do T.. On spokojny, szczęśliwy. Za Nią wchodzą ludzie. Robią kółko, chodzą i śpiewają:

Co tu dzieje, dzieje się? Sny i rzeczywistość przeplatają się. Jeden sen wielkością życia Tylko Ona zmusza go do bycia. Jedno Jej słowo w noc gwieździstą, noc przepiękna A mury jego serca pękną. Sny i jawa przeplatają się A i my powoli rozpływamy się

Wychodzą wszyscy poza para małżeństwa.

M. : Jak długo można cierpieć z miłości?

O. : Rozkłada się.

M. : Jeszcze trochę, a rozłoży się jego osobowość na tak drobne kawałeczki, ze nikt nie będzie w stanie ich poskładać.

O. : Rozłożyć ciało, rozłożyć papier. Podaj mi tę chusteczkę, niech no ją rozłożę na kolanach. Rozłożę rozkładając.

M. : Śpij dziecinko. Sen śmiertelną pułapką.

O. : Rozłożenie. Rozłożyć łóżko i nań rozłożyć się.

M. : Nie chciałabym zaglądać i widzieć jego wnętrza. Zbyt skomplikowane…

O. : Można rozłożyć na pierwiastki.

M. : Zbyt skomplikowane.

O. : Ale bardziej proste.

Wychodzą. T. budzi się.

T. : Zasnąłem. Śniłem. I wydaje mi się, że oddalała się. Im mocniej się, tym dalej Ona jest. Im bardziej, tym mniej (gorączkowo). Nie ma ratunku! Jakże spać słabiej, by Ona była mocniej? Męczę się, a mąk tych chcę i nie chcę. Czy chcę? Będąc z Tobą tęsknię jeszcze bardziej. Jestem sam…

Wchodzi KOBIETA.

KOBIETA : Sam?

T. : (przytomnieje) Co to znaczy „sam”?

KOBIETA : Czy ty musisz mnie tak męczyć? Puść mnie. Wypuść! T. : Przecież ciebie nie trzymam…

KOBIETA : O! Mylisz się! Trzymasz, mocno ściskasz. Na sznurku, tuż przy mojej szyi. Zabrałeś mi wolność, T., zabrałeś! Teraz jestem uwięziona, a bez ciebie oddychać już sama nie potrafię. I oddycham twoim powietrzem, bo się przyzwyczaiłam, pokochałam. Innym zatrułabym się. Czy to takie trudne? Dlaczego ma być takie trudne? Ja ciebie, ty Ją, a Ona… Ona…

T. : Ona?

KOBIETA : Ona… (z podwójną siłą) ONA NIE ISTNIEJE. Nie istnieje bez ciebie.

KOBIETA wychodzi

T. : (smutno) Nie istnieje beze mnie, a ja nie istnieję bez Niej.

* * Wchodzi PRZYJACIEL

PRZYJACIEL : Jeszcze trochę, a posądzą cię o romantyzm. T. : Romantyzm? Ależ oni nie posądzą o cokolwiek. Nie widzą mnie.

T. zakleja sobie usta. Na chwilę odkleja:

Z dwojga złego chyba lepiej udawać i żyć, niż być sobą i umierać.

Zakleja usta

PRZYJACIEL : Za mocno się poświęcasz. Ona cię zżera. Ale nie rozstawaj się z Nią przez ludzi, bo tylko Ona może cię przybliżyć ludziom. Teraz cierpisz, ale później będzie lepiej…

T. coraz bardziej się denerwuje.

Masz marzenia, plany. Spełnią się…

T. rozwścieczony zrywa taśmę.

T. : A gdybym dostał nożem w serce też mówiłbyś, ze przeżyję, choć żadnych szans na powrót do życia nie miałbym…?!

Mój drogi, życie nie polega na kłamstwie. Ono do niczego nie zaprowadzi… Nie jestem ślepy!

PRZYJACIEL : Mój drogi, takie wahania nastroju tez nie są pomocne.

T. : (uspakaja się) Bo ty nie masz pojęcia co się ze mną dzieje. Jestem uzależniony od miłości. I ten ból przeszywający mą duszę zawsze, gdy wspomnę Jej imię… tylko… jak Ona ma na imię?

PRZYJACIEL : Ech… daj sobie spokój. Do niczego to nie zaprowadzi. Do niczego i nigdy.

T. siada na łóżku.

T. : Z czym mam dać sobie spokój? Z życiem? Przez to wszystko zapomniałem, że żyję. Cóż to za życie? Wieczne czekanie. Na co? Bóg raczy wiedzieć! Czekam nocy, ale ów noc nie daje mi szczęścia i… czekam dalej. Więc z życiem dałem już sobie spokój.

PRZYJACIEL : Nie… nie z życiem. Życiem się zajmij.

T. : Wieczne rady! Nic, tylko radzić potraficie! A zrobiliście kiedyś coś, by pomóc? Czy zabraliście głos w sprawach, o których macie pojęcie? Tu żyj, tam daj sobie spokój. Odrzucam wasze zawszone rady! Jeśli ja nie znajdę rozwiązania, to nikt tego nie zrobi !!

Odejdź, zostaw mnie.

PRZYJACIEL odchodzi. T. patrzy za nim. Po chwili :

Mówiąc „odejdź” wcale nie chciałem, żebyś odchodził… Sam, sam, sam, sam, sam, sam…

Bierze krzesło i lusterko. Siada bokiem do widowni. Przygląda się sobie.

Już teraz nie wiem kim jestem… Kogo kocham? Czy w ogóle kocham…? A może tylko mi się wydaje? Moje serce… tak boli!

Nagle wstaje.

Nazywajcie to bólem istnienia, buntem przeciwko rzeczywistości… A najlepiej w ogóle tego nie nazywajcie. To, co u mnie nie ma nazwy, nie powinno jej mieć i u was. Darujcie sobie durne interpretacje. Nie zabierajcie głosu w sprawach, które was nie dotyczą. Nie próbujcie być mądrzejsi od stwórcy… dramatu. Nie poniżajcie tego, co czuję… Nie poniżajcie mnie…

Wchodzi KOBIETA.

KOBIETA : Przerażasz mnie. W przerażeniu moim cała miłość do ciebie się kryje. To takie męczące (zastanawia się chwilkę)… nudne. Nudne! Słyszysz?!

T. : Może to i nudne, głupie, męczące… jak całe moje życie. Bezsens.

KOBIETA : W bezsensie jedynym sensem jest jego brak. Ale ten sens jest, T.

Podbiega do T. , łapie go za rękę, klęka przy nim.

To ty jesteś swoim problemem, nie świat, nie jakaś latawica ze snów, która nigdy ciebie nie pokocha jak ja. Na Boga! Przecież to ty ją stworzyłeś. Jeśli Ona ciebie rani, zabija, to przecież ty to robisz sam sobie !

T. : Masochizm zaawansowany…

KOBIETA : Przestań! Spójrz na to z innej strony. Gubisz się w sobie. To siebie musisz odnaleźć, żeby znaleźć innych. W tobie wszystko zamknięte, w sobie wszystko ukrywasz i w sobie wszystko odnajdziesz.

T. energicznie wstaje.

T. : Morały! Morały! Nie mogę już was słuchać! A może powiesz jak to zrobić? Jakim cudem mam siebie odnaleźć gubiąc przy okazji? Przecież „gubienie siebie” trwa wciąż. Trwała czynność, rozumiesz? A odnalezienie siebie byłoby epizodem, wtrąceniem… Czy epizod, wtrącenie może odmienić ciągłość? Czy może być ważne?

KOBIETA wychodzi.

Czy jedno wydarzenie może odmienić całe życie? Ale przecież ta ciągłość zapoczątkowana została jakimś epizodem, który przeszedł w ciągłość. Każda ciągłość jest epizodem, a przynajmniej ma w nim swą genezę. Czymże jest więc epizod?

Kładzie się na łóżku. Jak przy czytaniu listu, chwilkę trzyma kartkę, a później ją upuszcza.

T. : Napisałeś, a ja przeczytałem. Ale nie tego oczekiwałem… mówisz, że epizod to…

Przerywa.

Ale jeśli epizod przechodzi w ciągłość, a ciągłość w epizod, to czy którekolwiek z nich istnieje w ogóle?… Czy istnieją tylko dlatego, bo o nich mówię? Mówić i istnieć… Ale to nie zmienia faktu, że jedno w drugie przechodzi i nie może istnieć tylko dlatego, bo o tym mówię. Istnienie następstwem niebytu. Więc epizodem jest niebyt, a od niebytu byt ma swój początek. Istnienie w nieistnieniu. Jak to możliwe? Czy możliwe?… I sam,…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
ONA, Oni, Ono, MY — czytnik · opowiadania