Zbrodnia · 23 min czytania
One Night in Breslau
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Beznadziejna szarość jesiennej depresji zalała okoliczny krajobraz pogebelsowskiego miasta. Tramwaj sunął niedelikatnie pośród tysięcy dusz zamkniętych w metalowych maszynach na kółkach. Przelatujące ludzkie twarze, widoczne przez szyby samochodów, pędziły tak gęsto, że ta cała ruchoma masa przypominała rwący Styks, kręcącą się w kółko nonsensu rzekę umarłych. Wilk oparł głowę o przezroczystą taflę miejskiego środka komunikacji. Po drugiej stronie leniwe krople deszczu natrętnie atakowały szybę. Senna atmosfera sprzyjała codziennej refleksji nad życiem, sensem istnienia i całym tym gównem. Lecz im dłużej Wilk rozmyślał, tym więcej pytań rodziło się w jego głowie. W umyśle zapalił się wielki czerwony napis: „Przegrzanie czachy”. Nasz bohater zaczął mamrotać: - Cóż za piękne miasto ten Breslau, tylko czemu akurat dzisiaj nikczemność wisi tak wyraźnie nad moją głową? Chociaż ta niewidzialna duchota jest zła, to jednak nie mogę się powstrzymać... fascynuje mnie! Piękne miasto ten Breslau tyle w nim rozrywek, dzisiaj się zabawię, będę bawilsja aż do rana, wywrócę swą świadomość do góry nogami, a potem włożę to co trzeba, tej której trzeba. Ale po tych ulotnych uciechach życia znowu nastanie beznadzieja. Obecna chwila jest miła, przyjemnie oczekiwać dobrego. Spodziewam się, że następna minuta będzie po stokroć jeszcze milsza, ale co mi zostanie po tym jutro? Nie mówiąc już o pojutrze. Tylko wspomnienia, ułudne widmo, którym będę się karmił w czasie niedoli. I kac. Ile musi trwać czas smutku aby zaspokoić jedną minutę szczęścia? Zrobiło się jakoś ciemniej. Tramwaj zatrzymał się na następnym przystanku wpuszczając kolejnych bezimiennych bohaterów, uczestniczących w mocno naciąganym programie z cyklu „Porządni obywatele” do środka. W poza-tramwajowym świecie Wilk spostrzegł stojącego na chodniku, zniszczonego przez system i alkohol gościa. Zarośnięty od brudu, śmierdzący, obsrany, w dodatku na skraju szaleństwa facet... eh nie fajnie jest być sztajfem. Właśnie skończyło mu się wino Wino, uh jak przykro. Z drugiej strony ciekawe co taki typ sobie myślał, czy jego pokutą było samo-zżeranie przez sumienie, które miały mu za złe że tak spalił sobie życie, a może tylko szaleństwo i aspołeczna obojętność na otaczający go świat. Może nic sobie nie myślał. Kto wie co przeżył, samemu z siebie nie doprowadza się chyba do takiego stanu. Cóż jego życie, kolejna tragedia. Pojazd ruszył w dalszą wycieczkę. Tuż obok Wilka usiadła uschnięta starowina. Ledwo trzymała się na siedzeniu, jej trupio blade dłonie wisiały bezwładnie niczym obumarłe, twarz przykryta zmarszczkami wyrażała grymas walki kobiety z własnym ciałem o utrzymanie równowagi na krześle. Jasno błękitne oczy ukazywały pełne skupienie, po czym błądziły nieprzytomnym wzrokiem po otoczeniu. Starość jest okrutna i dopada każdego. „Czy też tak kiedyś będę wyglądał?” – zaczął się monolog w umyśle młodzieńca – „Nieważne co zrobię w życiu, ile wygram, a ile przegram punktów w grze o godną egzystencję. Prędzej czy później, wredny pan Czas upomni się o mnie, a wtedy błogosławione ciało stanie się przekleństwem, a wypluwana co chwilę flegma życia rozpłynie się na zimnym murze zgryzoty. Boże nie chce być stary!”. Następny przystanek, Wilk wysiada. Zapadła już noc, nasz bohater ruszył przed siebie chodnikiem. Pogoda nie zachęcała do spacerów toteż młodzieniec tylko czasami rejestrował widok przechodniów. Co innego szosa, na której zrobił się niezły korek, z którego emanowało prawie namacalne zdenerwowanie i frustracja. Poszwabskie budynki prezentowały się naprawdę pięknie w tej ponurej, acz pociągającej atmosferze grzechu. Człowiek wrażliwy miałby czym się zachwycać: kościoły, kamienice, szkoły i inne dzieła sztuki, wszystko takie tajemnicze a jednocześnie nastrajające na romantyczną przygodę.
A nikczemność dalej wisiała w powietrzu.
Wilk doszedł wreszcie do celu swojej podróży. Wilcza Grota jak zwykle promieniowała obietnicą nietrzeźwych przygód. Niektóre wilki stały przed wejściem, to próbując nawiązać nowe kontakty na świeżym powietrzu, to usiłując wybić sobie nawzajem zęby. Nasz bohater wszedł do środka i całym sobą wchłonął pijacką atmosferę. Cóż za piękny widok: wilcze harce, dzikie wilczyce ukryte pod zasłoną owczych skór, znajomi i nieznajomi których się pozna. Po przywitaniu się z paroma braćmi Wilk przysiadł się do starego druha Cielca. Nad przyjacielem wisiała ponura aura skrajnej depresji. - Priwjet Cielcu, coś widzę że jakaś cholera szarpie cię za serducho! - Ola Wilku ,szkoda gadać, usiądź już, napijmy się, niech smutki tego pieprzonego życia pójdą precz. Piwko - jedno, drugie, rozmowa o wszystkim byle nie o życiu, trzecie, czwarte, śmiechy, i konwersacja o niczym, piąte, szóste, siódme zwierzenia. Cielec nie zrobi już kariery sportowca, wywalili go z klubu, w pizdu treningi, stracony czas, poświęcenie... dupa zbita. Ale... Jebać sport! Śmiech. Lekkie podchmielenie zawsze wprowadzało trochę luzu w uciśnione przez obowiązki, nakazy, zakazy i niepowodzenia dusze. Ale jedno czające się na dnie wnętrzności Wilka utrapienie jakby rosło, pęczniało i wreszcie wybuchło. Wtem czyste zło zapukało do drzwi osobowości młodzieńca. Krwisty szkarłat zalał jaźń bohatera, w oczach zatańczyły ogniki destrukcji. Cały rozsądek uciekł uszami w postaci pary. Wściekłość zaczęła rozszarpywać ostatnie pokłady zahamowań, Wilk zaczął wyć. Groza opanowała sytuację i co poniektórzy rozglądnęli się z trwogą. Ale nasz bohater już tego nie widział, nienawiść pożarła jego świadomość...
- Zamykamy – powiedziała kelnerka budząc Wilka. Zaspany młodzik podniósł głowę znad stolika. - Ojej chyba trochę mi się drzemnęło, gdzie są wszyscy? Która godzina? - Godzina jest tak późna, że aż wczesna. Musi pan wyjść, zamykamy. - Naturalnie, już wypełzam, da mi pani zebrać myśli. Kraina snu ponownie przyjęła naszego bohatera na łono. - Zamykamy! Musi pan wyjść! Proszę nie zasypiać! – dziewczyna potrząsnęła brutalnie Wilkiem, który bezwładnie upadł na ziemię. - Już, już... Eh nie łatwa jest praca kelnerki w takich spelunach jak ta. Alkohol z reguły uwalnia w mężczyznach pierwiastek świni, bezczelnego wieprza, chamskiego guźca, knajpa zamienia się wtedy w swoisty chlew. Ale nasza dzielna pani barowa przyzwyczaiła się już do owych trudności. Przeklinając, dziarsko złapała Wilka za nadgarstki i wywlokła go przed Wilczą Grotę. Nie protestował. Obudził się dopiero siedząc na jakiejś ławce, widząc plecy odchodzącej wściekłość w kobiecym ciele. Ciężar ciemności przytłoczył wypraną z energii osobę młodzieńca. Miejsce w którym znalazł się Wilk było dość nieciekawe: nieoświetlony zaułek, pełen czającego się po zaroślach zła. Ścieżka prowadząca do cywilizacji wydawała się nieskończenie długa. Doprowadzenie się do pionu, było w tej chwili zadaniem nie do wykonania. - „Wstań” – rozkazał pijak, niestety ciało nie bardzo kwapiło się do wykonania polecenia - „Wstań skurwielu, bo jeszcze tutaj kurwa zaśniesz” – nic. - „Spokojnie posiedzę sobie tutaj chwilę, odpocznę, popatrzę na te urocze krzaki przede mną...”- usprawiedliwiała się leniwa część osobowości Wilka. - „Nie pierdol kurwa, wstań! Jeżeli kurwa uśniesz, jakiś psychopata przyjdzie i kurwa pokroi nas na kurwa kawałki! Wstań kurwa! Wysil się trochę gnoju pierdolony!” - „Czemu tak przeklinasz, myślałeś nad tym trochę? Masz jakiś problem kolego, to aż w uszy kole.” - „ Mam to w dupie gdzie cię to kole, wstawaj kurwa, wykaż trochę silnej woli, mówię ci, siedzenie tutaj to kurwa przepierdolona sprawa, pierwszy lepszy skurwiel może tutaj przyjść, nas pokroić i kurwa zjeść, to jest dla naszego kurwa dobra!” - „Myślisz że to przeklinanie jest wynikiem jakiejś traumy z dzieciństwa? Ktoś cię skrzywdził? Wyżal mi się, twoja historia na pewno mnie urzeknie.” - „I gadaj kurwa z idiotą...”. Wewnętrzny dialog tak zajął naszego bohatera, że nie zauważył gęstej mgły, która zasnuła całą uliczkę. Powiał zimny, przeszywający wiatr. Zarośla naprzeciwko ławki zatrzęsły się. Po chwili wyłoniła się z nich ręka: jedna, zaraz druga - obie eteryczne niczym otaczająca mgła. Postać powoli ukazała się w całej okazałości. Była to ciemnowłosa, półprzezroczysta dziecina ubrana w nocną koszulę, promieniowała od niej aura grobowego chłodu. Cały żywy świat nagle zamarł, jej twarz! Zmasakrowana, cała okrwawiona, po stokroć groza, nie można było rozpoznać zarysu nosa ani ust, wszystko rozwalone, tylko oczodoły - nieskończone studnie ziejące mrozem otchłani wymiaru umarłych. Strach sparaliżował pijaka. Zjawa powoli przybliżyła się do Wilka. - Czym zawiniłam... – nieprzytomny jęk wbił się tysiącami igieł w poczucie bezpieczeństwa sparaliżowanego. – Co ja komu zrobiłam? – kontynuował duch – jeszcze wczoraj piłam sok mojej beztroskiej egzystencji i tak nagle wszystko się skończyło... dzisiejszej przeklętej nocy, zerwano ze mnie mój skarb, brutalnie, bez przyzwolenia. Błagałam, płakałam, nic, diabelskie zwierzę w amoku zerwało ze mnie ubranie, a potem dziewictwo. Umierałam dziesięć tysięcy razy zanim ten zły człowiek rozwalił mi głowę. Jak to się stało?... Ja przyszłam zwabiona śmiechami i uwodzicielską melodią, wtem pojawił się on: miły, szarmancki, NORMALNY, zaproponował że mnie odprowadzi, a ja się zgodziłam, nie wiedziałam wtedy że... – głos zjawy załamał się. Nagle stało się coś dziwnego: z czarnego jak sadza nieboskłonu jasny promień okalał nieszczęśliwą dziewczynkę. Czerwona plama znikła ze śnieżnobiałej nocnej koszuli, zmasakrowana twarz została zastąpiona przez miłą dziewczęcą buźkę, rany się zagoiły, oczy napełniły blaskiem, wszechobecny żal zapadł się pod ziemię, została tylko czystość. - Odchodzę z tego łez padołu, jestem już ponad bólem i strachem, lecę tam gdzie nie ma bezinteresownego zła ani bezsensownej przemocy, gdzie człowiek naprawdę może czuć się wolny, gdzie rosną skrzydła a instynkt nie jest już potrzebny. Żegnaj więc przypadkowy świadku, wyciągnij przestrogę z mojej tragedii, ale to już tutaj nieważne, żegnaj! Do nieba idę. Znikła. - Więcej nie piję – wymamrotał Wilk, po czym zygzakowatym torem powlókł się w kierunku NORMALNEJ cywilizacji.
Część 22 / 2
Największa śmierdzielnia w mieście, skupisko niezliczonych szwadronów żuli. Gnijąca od środka budowla, która czasy świetności miała już dawno za sobą. Nieświeżość była tu kochanką powietrza a brud bratem kamienia. Ściany obrośnięte tandetą emanowały wilgocią i rozkładem. Na plastikowych krzesłach spali obszczani i obsrani bezdomni, kręciło się tutaj kilku policjantów, podróżni czekali na swój odjazd.
Dworzec Główny Polskich Kolei Państwowych wita szanownych podróżujących, którzy zdecydowali się na korzystanie z naszych usług! Bardzo kurwa serdecznie!
Wilk nie lubił tędy chodzić, był to jednak jedyny portal, który przetransportuje go do ukochanego łóżeczka o tej porze. Każda jego cząstka prosiła o sen. Musiał jednak poczekać chwilę... szybkie spojrzenie na rozkład... potem jeszcze raz... i jeszcze raz...kurwa... cztery godziny do najbliższego pociągu! Co on będzie robił przez cztery godziny? Wszystko martwe i pozamykane. Nasz bohater przystanął i zamyślił się co do dalszych podbojów dzisiejszej nocy. Miał bardzo dużo czasu, szarpały nim dwie opcje: zostać