Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Horror · 19 min czytania

Oni 1/3

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Greg i Mia byli szczęśliwym małżeństwem, aż do dnia, w którym wybrali się na zabawę sylwestrową, którą organizowała znajoma Mii – Amanda. Wiadomo: dużo picia, śpiewu, szaleństwa, tańców i dobrej zabawy. Wydarzenia, które miały miejsce później nie były jednak tak kolorowe. Rozbawiony mężczyzna na chwilę opuścił towarzystwo swojej żony i kilku zgromadzonych przy niej osób i skierował się do barku. - Podwójne whisky z lodem – Oznajmił i obojętnie rzucił na blat banknot 20-dolarowy. Na chwilę po tym przysiadł się do niego pewien na oko trzydziestoparoletni mężczyzna i zaczął mówić mało śmieszne, sprośne żarty, dlatego Gregory Michael Finn wymamrotał coś i odsunął się od nań jak najdalej. Dedukcją doszedł do tego, że był to zapewne kieszonkowiec, gdyż po chwili podszedł do innej pary i również opowiadał im ten sam żart, zmieniając minimalnie jego budowę. Minutę od tego zdarzenia obok niego usiadła piękna, młoda dziewczyna z ciekawym, drobnym zarysem twarzy, kruczoczarnymi włosami i błękitnymi, zmysłowymi oczami. Powiedziała bez zbędnych wstępów głosem, przypominającym anioła: - Masz kogoś? Uśmiechnął się, zarazem przysuwając do kobiety. - A dlaczego pytasz? - Spytał z nutką ciekawości w głosie. Nie odpowiedziała. Złapała go za rękę, po czym wstała, a kiedy uczynił to samo, wtuliła się w jego klatkę piersiową. - Czego pragniesz? – powiedział. - Ciebie. - Mam żonę. - Oznajmił zaciekawiony zaistniałą sytuacją i wskazał na serdeczny palec u lewej dłoni, na której znajdowała się złota obrączka, z wygrawerowanym ładną czcionką napisem „Mia i Greg – 12.09.2007. Na zawsze.” - Nie ma jej tu. - Uśmiechnęła się po czym zaprosiła go do tańca gestem, świadczącym o tym, iż trochę wypiła, jednakże nie aż tyle, by nie zdawać sobie sprawy ze swoich poczynań tamtego wieczoru. Po kilku minutach na parkiecie, Gregory próbował cicho odejść jednak nic to nie dawało. Pomalowanymi delikatnie różową szminką ustami dała mu mokrego całusa w policzek. Zszokowany przebiegiem zdarzeń, trochę pijany i zdezorientowany Greg zmarszczył czoło, wymamrotał coś, napił się ostatniego łyka whisky i poprosił o jeszcze jedną taką samą porcję wysokiego, ubranego w fartuch kelnera. Kiedy po minucie odłożył już pustą szklankę na blat, zorientował się, że nigdzie nie widzi Mii. Słysząc głos DJ-a, oznajmiający, iż za chwilę zagrają piosenkę Bitelsów, przy której się pierwszy raz się pocałowali, chciał jak najszybciej ją odnaleźć. Wstał rozglądając się na wszystkie strony. - Mia? Kochana, gdzie jesteś? - Wykrzyknął. Ludzie na parkiecie - jego znajomi – trochę ucichli, popatrzeli na siebie, później na Gregorego, znów na siebie, a następnie z grupki ludzi znajdującej się po lewej stronie wyszedł jego najlepszy przyjaciel – Beniamin Niccals. - Co się stało, stary? - powiedział mężczyzna. - Nie mogę nigdzie znaleźć Mii – Powiedział markotnym tonem głosu Greg - Wiesz gdzie jest? Ben nie wydawał się przejęty, czy nawet zaskoczony tą sytuacją. Odsunął się trochę w bok, a zza jego pleców wyszła rozwścieczona, trzydziestoparoletnia kobieta. - Tuż po ślubie? Jesteś śmieszny. – Westchnęła ocierając grzbietem dłoni swoje oczy - Ben, proszę zawieź mnie do domu Greg nagle zrozumiał, że chodziło o jego taniec z piękną nieznajomą. - Daj sobie wytłumaczyć, to ona do mn... – powiedział tonem dziecka, tłumaczącego się, że to nie ono wybiło szybę swoją piłką, ale nie zdołał dokończyć zdania. - Beniaminie? Czekam na zewnątrz – wtrąciła i rzuciła pogardliwe spojrzenie na swojego męża. Mężczyźni stanęli nos w nos. Gregory odważnie zaczął – Wielki adwokat się znalazł – rzekł, jednakże przypominało to bardziej „włelkiadokatsieemsnalas”. Oboje byli do tego stopnia pijani, że nie byli w pełni świadomi tego, co robili, i co mówili. Beniamin Jeffrey Niccals zamachnął się i uderzył z pięści w twarz swojego przyjaciela z liceum. Słychać było cichy dźwięk wybitego zęba. Upadł na ziemię, a z jego buzi poleciała krew, która zrobiła małą kałużę na podłodze, na którą upadł. Kiedy się obudził, był już w samochodzie. Otwarł oczy bardzo gwałtownie, a to głównie dlatego, iż z jego nosa, i buzi nadal ciekła krew, lecąca na fotel samochodowy, na którym leżał. Kiedy się obudził, połowa jego twarzy była umazana krwią z samego fotela, jak i nadal z nosa. Jego żona siedziała z przodu, obok Bena, „Kapitana” (tak nazywali go tylko najbliżsi). Mam ochotę się po prostu zabić, pomyślał Greg, po czym niezrozumiale coś wymamrotał. Mia odwróciła się - Greg, ty.. to znaczy Gregory, nic ci nie jest? - Nie, proszę – Cisza. Musiał przemyśleć co chce powiedzieć, a w związku z tym, że whisky, które wypił jeszcze „działało”, trwało to dość długo. Przetarł wilgotną od krwi znajdującej się na fotelu dłonią swoje gorące czoło – Wysłuchaj mnie, ja.. - Nie ma mowy. Nie wykorzystuj sytuacji. Zaledwie trzy miesiącepo ślubie? Jak najgorszy kretyn. Jechali do domku, jaki Greg odziedziczył po swoim dziadku, który umarł w kilka miesięcy po zaręczynach Mii i Gregorego. Składał się z piętra, dwóch sypialni i łazienek. Do tego dochodził pokój gościnny, bawialnia, salon i duża kuchnia. Całość była bardzo solidnie i dokładnie wykonana, gdyż dziadek trzydziestolatka był architektem. Można było poczuć się w nim jak w bajce. Wiele ciekawych instrumentów, kominek, duże obrazy, gigantyczne okna, lustra. Chciał początkowo sprzedać ową posiadłość (co przyniosłoby mu sporą gotówkę), jednak od czasu kiedy poznał Mię zmienił zdanie i postanowił w przyszłości wyprowadzić się z pokoiku w środku miasta i zamieszkać na prawie całkowitym odludziu – jakikolwiek budynek był kilometr od domku, a najbliższą żywą duszą była restauracja połączona z motelem i sklepem, znajdująca się kilkanaście metrów od odziedziczonej posiadłości. Właśnie tam kupował sprawunki typu chleb, masło. Nie bywał za często w tamtych okolicach – bywał tam głównie wtedy, jak Mia miała ważne spotkanie biznesowe poza miastem, a Greg nie marnując okazji na odpoczynek od czegokolwiek, wyjeżdżał do sporego, odziedziczonego domu. Z głębokich rozmyślań obudził go straszny ból. Miał mętlik w głowie i nie wiedział co powiedzieć. Wydawało mu się, że do jego powiek przywiązano po kilkanaście pustaków, dlatego zamknął je po czym prawie natychmiast usnął. Ponownie obudził się na kanapie będąc już w domu. Kiedy obrócił głowę w bok zobaczył swoją żonę czytającą książkę, leżąc na łóżku pokrytym zieloną, ładną pościelą.. Próbował jej coś powiedzieć, jednak nie miał pojęcia co. Co kilka sekund jego usta układały się w samogłoskę „a”. po czym się zamykały i znów otwierały. Zamknął oczy i policzył do dziesięciu. Wstał i momentalnie zakręciło mu się w głowie. Cały czas trzymając się za głowę poszedł do kuchni, nalał wody do popękanego kubka i wrócił z nim na kanapę. Zaczął rozmowę – Ja.. nie chciałem żeby to tak wyszło. Bardzo mi na tobie zależy. Nie bierz tego na poważnie. – Chwila zastanowienia, połączona z kolejnym łykiem kranówki. – Proszę. – Minęło dziesięć sekund, odkąd zaczął mówić, a dopiero teraz Mia spojrzała się znad książki w jego stronę. – Wybacz, wiem, nie powinienem się oddalać tylko po to, by tańczyć z jakąś kurwą. Nie bądź zazdrosna. Kocham tylko ciebie. – Kończąc mówić, niedbale odłożył szklankę na stół, po czym spadła z trzaskiem na podłogę. Rozbiła się na setki małych kawałków. Ukrył twarz w dłoniach. Kobieta w tym czasie odłożyła książkę i podeszła do Grega. Podniosła rękę i niepewnie zaczęła bawić się jego włosami. Przytulili się, nic nie mówiąc. Ta czułość trwała bardzo długi czas. Wręcz całe wieki, pomyślał Greg. I dobrze. Nie chcę jej stracić – poczułem, że jej potrzebuję. Tu i teraz. Po kilku minutach posprzątał pozostałości po szklance i próbował znaleźć w lodówce coś jadalnego. Dziewczyna pogrążyła się w myślach. Zobaczyła wieżę muzyczną a następnie skierowała się w jej kierunku; kobieta mało znała się na jakiejkolwiek elektronice, dlatego szukała po omacku włącznika od radia. Zamiast radia włączyła płytę, co się okazało płytę Joanny Newsom, jej ulubionej wykonawczyni. Usłyszała piosenkę „The Sprout and The Bean”. Po chwili opuszkami palców wytarła delikatnie kurz z pobliskich szafek, jednak kiedy usłyszała śpiew, otworzyła usta i również zaczęła śpiewać. Speszyła się trochę i zarumieniła kiedy zauważyła, że Greg się jej przygląda. Podeszli do siebie, pocałowali się. Nareszcie czuli się wolni; Mia zjechała dłońmi z szyi mężczyzny i zaczęła ściągać mu pasek. Pocałowali się po raz kolejny. Kobieta zaśmiała się i odeszła od niego na parę centymetrów. Nagle, do jego uszu dobiegł przeraźliwy jęk. Podszedł do Mii, która również to usłyszała. Kobieta włożyła stopy do butów i założyła ręce na brzuchu. Znów ten sam dźwięk. Było to coś w stylu połączenia skrzypienia otwieranych drzwi, piskliwego krzyku dziewczynki i zygzaków długich paznokci na szkolnej tablicy. Poczuł dotyk jej ręki na swoim ramieniu. - Co to może być? - Z wyraźnym lękiem w głosie powiedziała Mia. - Nie wiem, sprawdzę to, poczekaj chwilę. - Czuł się lepiej. Spojrzał na zegarek. 5:15. Minęło około siedmiu godzin od zdarzenia w klubie. Mogło ono bowiem bardzo wpłynąć na jego dalsze stosunki z żoną, którą znał od prawie dziewięciu lat. Znów do ich uszu dobiegł przeraźliwy odgłos. - Zaczekaj tu. Sprawdzę to, zapewnie jakieś dzieci stroją sobie żarty. - Bez przekonania oznajmił Gregory Finn. - O piątej nad ranem? – Spytała…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%