Fantasy · 5 min czytania
Opary absurdu
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
OPARY ABSURDU
Na trupa natknęli się niespodziewanie, nagle, znienacka spojrzał na nich pustymi oczodołami. Był niemal całkowicie zrośnięty z ziemią, tworząc prawdziwie groteskowy widok. -Mówiłem...Powtarzałem od wyjazdu z dziesięć razy. Nie znajdziemy parszywego zbója w tej dziczy, już dawnośmy zgubili trop-zaczął komentować Aramil Nailo, jednak szybko zamilkł pod karcącym spojrzeniem ojca. Osborn Nailo zeskoczył zwinnie z kulbaki i podszedł do krzewów jeżyn , przy których spoczywały kości. Trącił butem białe, ludzkie żebra. -Wielebny kazał gonić tym traktem to i gonim.Wie lepiej niż taki podrostek, a co więcej ma po swej stronie opatrzność Bożą- zgrzytnął zębami i splunął w krzaki- Wieraj mi chłopie. -Tylko sam nie kwapił sie zbytnio, by gonić...Co mi po duchowym wsparciu?-burknąl młodzieniec-Niech go czart porwie...Zawsze udawał odważnego, namiawiał do walki i na tym koniec. Potem jak myśmy tłukli heretyków to był trzy wsie dalej. Z dziupli najbliższego drzewa wyskoczyła szara wiewiórka, przebiegła tuż przy nich i wdrapała się na olbrzymii dąb, rosnący za ich plecami. -W tych czasach nie brak truposzów przy drogach-Osborn oglądał szczątki, poświęcając dużo uwagi na wgłębienie czaszki- Zresztą ten leży od zimy conajmniej...Pochowajmy go, zgodnie z prawym, chrześcijańskim zwyczajem. -Czasu nie szkoda? Przecież wielebny czekać ma na rozstajach-szczególny nacisk rozbrzmiał dla ostatnich czterech słów, jednak zeskoczył z siwka i paroma garściami ziemi obsypał kości. Po sprawnym pochówku ruszyli wąskim szlakiem. Obok sunęły leniwie brunatne wody małej rzeczki, miejscami intensywnie brązowej od torfu. Tafla skrzyła się tysiącami barw, żaby rechotały siedząc na dużych ,zielonych liściach, a z koron wysokich drzew spływała kojąca ptasia pieśń. Był środek pięknego, letniego dnia, promienie słońca przyjemnie grzały, nakłaniając podróżnych do odpoczynku. Mężczyzna wydawał się spać. Ubrany w czarny kaftan, takiegoż koloru wysokie buty i białą koszule, siedział oparty o słup, będący drogowskazem.