Fantastyka · 22 min czytania
Operacja "Armageddon"
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 5
Metaliczny stukot młotów odbijał się echem w opustoszałych ulicach dookoła rynku. Centralną płytę placu pokrywał ceglany pył. Nieliczni jeszcze o tak wczesnej porze przechodnie obojętnie mijali pracujących robotników. Kilku tylko stanęło, machinalnie przyglądając się ciężarówkom wiozącym gruz. Z burzonego kościoła pozostały tylko sterty cegieł które rozkuwano i wywożono. Firma budowlana spieszyła się – za miesiąc miała rozpocząć się w tym miejscu budowa kolejnego marketu.
Jeszcze niedawno place rozbiórki na całym świecie musiały otaczać brygady ochroniarzy. Szczególnie drastyczne formy protesty przybierały w zapyziałej Polsce. Robotników wyszydzano, obrzucano wyzwiskami i kamieniami, skazywano na męki piekielne, smażenie we wrzącej smole i wszelakie inne diabelskie rozkosze. Tłumy sfanatyzowanych ludzi, nie bacząc na przekaz Ekranu, na wszelkie sposoby starały się nie dopuścić do wyburzania. Do ich przeżartych ideologiami mózgów nie docierało to co zobaczyli. Dziesiątki tysięcy staruszek w moherowych beretach bezustannie modliło się przed świątyniami, co dzień trzeba było usuwać je niemalże siłą.
Jednak powtarzany bez końca obraz z Ekranu powoli zrobił swoje. Tłumy protestujących powoli zmniejszały się, by w końcu zamienić się w małe grupki niereformowalnych typów. I te ostatecznie zniknęły. Protesty wygasły same, co zaskoczyło nawet największych optymistów. Oczekiwano bowiem, że zamieszki mogą potrwać nawet rok, zwłaszcza w krajach gdzie chrześcijaństwo pojmowane było w ów szczególny prymitywno-fanatyczny sposób.
A potem zapanowała obojętność. W świecie który nastał, wielu ludzi nie potrafiło zupełnie się odnaleźć. Pojawiła się pustka, zniknęły gdzieś cele, wartości, zatracił się sens egzystencji. Po początkowym szoku nastąpił okres buntu, potem niedowierzania, a potem cały chrześcijański świat ogarnęła apatia.
* * *
Staruszka nieruchomo siedziała na fotelu. Na stoliku, obok szklanki z herbatą i kilku opakowań tabletek, stało małe tranzystorowe radio. Wskazówka ustawiona była od lat w tym samym miejscu, jednakże dziś od rana jej ulubiona radiostacja nie nadawała. Pusty wzrok kobiety utkwiony był w nieokreślonym punkcie. Nie zwracała uwagi na wnuka, który zabawiał się zbierając z podłogi paciorki z rozerwanego różańca. W rogu pokoju leżał na ziemi mały, srebrny krzyżyk. Ciało Chrystusa pokrywał kurz.
Program, która dziś nadawała stacja radiowa, miał charakter publicystyczny. Na bieżąco komentowano i opisywano to, co pokazał Ekran. Bardzo ważni goście wyrażali swoje opinie, dyskutowali zawzięcie, prognozowali przyszłość. Wszyscy byli zgodni – było to zdarzenie bez precedensu w dziejach ludzkości.
- Panie Fizyku, wszyscy już mniej więcej orientujemy się, jak działa Ekran. Czy mógłby pan przybliżyć nam jeszcze parę szczegółów? – prowadząca audycję spikerka za wszelką cenę starała się udawać osobę kompetentną, co nieszczególnie jej wychodziło.
Część 22 / 5
-No cóż… - głos Fizyka był ciepły, matowy, niemal usypiający. – Zacznijmy od tego, że wszystko zaczęło się w momencie odkrycia nadprzestrzeni Smitha. Ujmując to prostymi słowami, odkryto możliwość przenoszenia się z każdego punktu wszechświata w dowolny inny punkt w ułamku sekundy.
- Pojawiły się opinie, że przekroczyliście w ten sposób prędkość światła.
- Niezupełnie tak – żachnął się fizyk. – Rzeczywiście, może to tak wyglądać, jednak polega to po prostu na znalezieniu skrótu miedzy dwoma punktami. Wyobraźmy sobie dwa punkty przeciwstawne na przykład na jabłku. Robak pełznący po powierzchni znajdzie się w punkcie końcowym znacznie później niż robak, poruszający się z taką samą prędkością, ale przegryzający się przez środek jabłka. Prędkość światła jest oczywiście niezmienna, ale my – znaleźliśmy skrót.
- Kto wpadł na pomysł Ekranu?
- Koncepcja pojawiła się już dawno, istniało jednak wiele przeszkód natury technicznej. Trzeba było opracować metodę transmisji danych przez nadprzestrzeń Smitha, zbudować odbiornik o odpowiedniej, niewyobrażalnej jeszcze niedawno czułości, no i – umieścić go w odpowiedniej odległości, co było chyba najtrudniejszą częścią. Wspomnę tylko że obliczenia odpowiedniej pozycji trwały ponad rok.
- Idea była prosta, wręcz banalna – głos Fizyka ożywił się nieco. – Kiedy spoglądamy w niebo, widzimy gwiazdy w stanie nie takim, jakim są obecnie, ale takim, jakie były w momencie kiedy ich światło wędrowało do nas. Jeśli gwiazda jest odległa od Ziemi 10 lat świetlnych, widzimy jej obraz sprzed 10 lat, jeśli 100 lat świetlnych – widzimy jej obraz sprzed 100 lat i tak dalej. Gdybyśmy mogli więc teraz umieścić bardzo silny teleskop 2000 lat świetlnych od Ziemi, obejrzelibyśmy nasza planetę w stanie takim, jakim była 2000 lat temu. Oczywiście, dawniej było to niemożliwe, statek kosmiczny wynoszący teleskop w klasycznej przestrzeni mógłby się poruszać maksymalnie z prędkością światła. Podróż w tak odległy punkt zajęłaby więc kolejne 2000 lat, drugie tyle przesłanie obrazu na Ziemię. Całe przedsięwzięcie byłoby więc pozbawione sensu. Obecnie zarówno wyniesienie superczułego teleskopu w odpowiednie miejsce, jak i transmisja obrazu przez nadprzestrzeń Smitha i pokazanie go na Ekranie zajmuje na tyle mało czasu, że całe przedsięwzięcie miało szansę zakończyć się powodzeniem.
- No i się udało – spikerka sprawiała wrażenie nieco zdezorientowanej. – Nieprzypadkowo podał pan liczbę 2000 lat.
- A to już zasługa historyków – uśmiechnął się Fizyk.
Część 33 / 5
- No właśnie, wybór był chyba oczywisty?
- Nie mieliśmy wątpliwości. Poprosiliśmy o skierowanie obiektywu na Palestynę w latach trzydziestych naszego wieku. Postać Jezusa z Nazaretu była natchnieniem i inspiracją dla miliardów ludzi – Historyk niemalże szeptał. – Muszę przyznać, że choć zarówno my, jak i wybitni znawcy Biblii od dawna mieliśmy inne zdanie na temat Chrystusa niż powszechnie znane i prezentowane przez różnego rodzaju sekty i religie, to jednak to co ujrzeliśmy na Ekranie zaskoczyło nas w znacznie większym stopniu niż się spodziewaliśmy.
- Jezus z syna Bożego zredukowany do roli lokalnego watażki, hasającego z mieczem i przygotowującego rebelię, Jezus jako mąż Magdaleny…
- Te fakty przebijały się przez Ewangelie kanoniczne, można je było także odnaleźć w Ewangeliach apokryficznych które nie weszły w skład Pisma Świętego. Spodziewaliśmy się jednak ujrzeć coś, co byłoby przesłanką do wyjątkowości Jezusa już nie jako syna Bożego, ale zwykłego człowieka. Chcieliśmy zobaczyć cuda, kazania, uzdrawianie. Tymczasem ujrzeliśmy człowieka uzbrojonego i walczącego. Wszelkie cuda okazały się, tak jak przypuszczaliśmy, tylko literacką fikcją. Niestety, nie mogliśmy usłyszeć żadnych przemówień, jednak obraz był wystarczająco sugestywny, mimo iż ze względu na obrót Ziemi transmisja trwała niecałe dwie godziny dziennie.
- Właśnie, panie Fizyku, dlaczego tylko zobaczyliśmy?
- Niestety, fale dźwiękowe są zdecydowanie zbyt słabe nawet dla najczulszych urządzeń. Nie ma i chyba nie będzie urządzeń pozwalających rejestrować dźwięk na taką odległość.
- Panie Generale – prowadząca zwróciła się do trzeciego gościa – czy transmisja na żywo była błędem?
Część 44 / 5
- Pani redaktor – tubalny, stanowczy głos generała tchnął pewnością siebie – od początku służby wojskowe były temu przeciwne. Wiedzieliśmy – i nie pomyliliśmy się – że spowoduje to wybuch niepokojów społecznych na olbrzymią skalę.
- Co zatem pańskim zdaniem należało uczynić?
- To, co się przeważnie robi w takich przypadkach. Obejrzeć, ocenić, wyciąć co niepotrzebne lub szkodliwe. A najlepiej zachować w wąskim gronie specjalistów. Masy potrzebują chleba i igrzysk, prawda wprowadza tylko zamieszanie. Zwłaszcza taka prawda.
- Panie Generale, za tydzień obejrzymy transmisję na żywo z życia Mahometa. co pan o tym sądzi?
- Fakty mówią same za siebie. Arabowie już zapowiedzieli że do tego nie dopuszczą. Znając ich mentalność – skończyć się to może wojną. Już zaobserwowaliśmy koncentrację wojsk na granicy z Izraelem i Turcją. Jedyne co ich powstrzymuje to nasza przewaga technologiczna. Co jednak się stanie, kiedy obejrzymy żywot Mahometa?? Tego nie wie nikt.
- Ekran pokazuje jedynie prawdę historyczną. Dlaczego więc wojna??
- Pani redaktor… Komu potrzebna jest taka prawda? Ludziom? Odbieramy im marzenia, wiarę. Rządzącym? Tracą władzę nad motłochem. Kapłanom? Tracą wiernych, dochody i szacunek. Uważam, że z punktu widzenia socjologii było to posunięcie niewłaściwe. A co do wojny… Pani redaktor, na szczęście mamy zbyt dużą przewagę technologii by się przejmować. – Generał podniecał się coraz bardziej. – Czy pani wie, że w 1991 roku w Zatoce Perskiej straty wroga w ciągu 3 dni wyniosły ponad 100.000 ludzi, podczas gdy koalicja straciła kilkudziesięciu żołnierzy? A przecież teraz mamy nieporównywalnie lepszy sprzęt niż wtedy, podczas gdy oni stanęli w miejscu. Wojna zapewne wybuchnie – ale ich zmiażdżymy. Jedyne zagrożenie to ich fanatycy, możemy się spodziewać kilku – kilkunastu tysięcy ofiar zamachów. Ale wygramy – nie ma wątpliwości!
Część 55 / 5
- Jasiu, nie przeszkadzaj babci! – Ostry głos kobiety zagłuszył audycję. Mały chłopczyk niechętnie podniósł się, wyciągnął w kierunku staruszki rękę pełną zebranych paciorków. Stał przez chwilę, spoglądając na zasuszoną, nieruchomą twarz, po czym położył zebrane koraliki na stole obok lekarstw i pobiegł do kuchni.
Radio grało dalej.
* * *
Ubrany w białą, powłóczystą szatę brodaty mężczyzna w turbanie podniósł się z klęczek, wytrzepał i schował modlitewny dywanik. Ogorzałą twarz szpeciło kilka blizn, nieruchome spojrzenie nadal skierowane było w stronę Mekki. „Już niedługo” – pomyślał. Nadszedł czas, by słudzy Szatana zapłacili za swoje grzechy.
Niewierni zawsze traktowali naród Allaha jak niedouczoną hołotę. Panoszyli się po jego kraju i po ziemiach sąsiadów. Używali czołgów, helikopterów, samolotów by zabijać jego braci i siostry. Wszystko to nazywali obłudnie „misją pokojową”. Pod płaszczykiem niesienia pomocy eksterminowali takich jak on obrońców ojczyzny, walczących o niepodległość. Ciekawe, czy byliby tak skorzy do ingerencji gdyby ten region nie był zasobny w ropę. Ale oprócz ropy mamy dla was, niewierne psy, coś jeszcze…
Wargi mężczyzny wykrzywił pełen pogardy uśmiech. Słudzy Szatana przygotowali kolejną prowokację, najohydniejszą z możliwych. Ten ich wynalazek, ten Ekran… Najpierw zakpili sobie w oczach całego świata z Jezusa, syna Marii, a teraz zamierzali splunąć w twarz największemu z proroków - Mahometowi. Żaden wojownik Allaha nie mógł puścić płazem takiego świętokradztwa. Tysiące ochotników było przygotowanych na męczeńską śmierć.
Spojrzał przed siebie. Kilkaset czołgów powoli zmierzało w stronę granicy z Turcją. Za nimi, liczne niczym mrówki, posuwały się transportery i wozy zaopatrzenia. Nie było żadnych problemów z ludźmi, liczba ochotników gotowych walczyć i zniszczyć gniazdo Szatana i jego dzieci…