podroze · 7 min czytania
Opole
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Nie można zbyt wiele oczekiwać od życia, wtedy samo pozytywnie cię zaskoczy.
Podróż do Opola planowałam od dawna. Cena biletów na pociąg, na wybrany przeze mnie dzień była wyjątkowo korzystna. Szybka decyzja i bilety kupione. Pozostało kilka dni do wyjazdu, więc starannie zaplanowałam co chcę zobaczyć. Dzień przed dowiedziałam się, że przepiękny Zamek Moszna (położony 35 km od Opola), który był głównym punktem mojego programu, w weekendy jest niestety nie do zdobycia, jak twierdza oblegana przez wroga. PKS jeździ tamtędy tylko w dni robocze, a w weekendy nikt już nie troszczy się o turystów.
W sobotę rano siedziałam senna na peronie naszego pięknego Dworca Centralnego w Warszawie. Czekałam aż przyjedzie pociąg, żeby nadrobić choć trzy godziny snu z zarwanej nocy. Za tak niską cenę biletu spodziewałam się zwyczajnego pociągu, w którym przytulona do szyby usnę, przy akompaniamencie stukotu kół o szyny.
Jakimże zdumieniem było dla mnie to co zobaczyłam. Na peron powoli wtoczyło się Pendolino! Zgrabne, z wysmukłym dziobem, niebieskie i ciche. Moje oczy chyba śniły, to nie mogła być prawda. Wcisnęłam zielony przycisk, drzwi rozsunęły się bezszelestnie, jak w bajkach na hasło: "sezamie otwórz się". Ożywiona tym wszystkim nie mogłam od razu usnąć tylko rozglądałam się wokoło. Pociąg ruszył, cicho i płynnie sunął po torach. Miałam wrażenie, że unosimy się nad nimi, a nie toczymy po nich. Moje zdumienie jeszcze wzrosło, gdy pani z dwupiętrowym stolikiem na kółkach zaproponowała pasażerom różne napoje, gorące i zimne. Była to usługa gastronomiczna w cenie biletu. Zupełnie jak w samolocie.
Część 22 / 2
Potem już był spokój, emocje opadły, a ja zasnęłam oparta o wygodne siedzenie. W Opolu powitało mnie piękne, niebieskie niebo i słońce. Zapowiadał się miły dzień, już od samego rana sypiący niespodziankami, jak z rękawa.
W punkcie informacji turystycznej otrzymałam mapkę i z nią zwiedzałam centrum miasta. Starówka otoczona bardzo ładnymi kamieniczkami, w których mieszkania na poddaszu wyglądały jak zęby piranii. Stara, ceglana katedra i mury obronne. Stamtąd przeszłam mostem na drugą stronę Odry. Piękna to rzeka, która wije się meandrami przez miasto. Brzegi są uporządkowane, żadnych chaszczy, ani zarośli. Woda pięknie lśniła, błyski jak dzienne gwiazdy skrzyły na jej powierzchni.
Kierowcy w Opolu jeżdżą inaczej. Gdy podeszłam do pasów, pierwszy z nich od razu zatrzymał się i pozwolił mi przejść. Czy to co powinno być normą, musi zaskakiwać, gdy się wydarzy? Dlaczego dziwimy się dobru, które powinno być odruchem? A zło przyjmujemy jak chleb powszedni, który co dzień wizytuje na naszym stole i w naszych sercach.
Kolejnego zadziwienia doznałam w Amfiteatrze, gdzie rokrocznie odbywa się Festiwal Piosenki Opolskiej. "W weekendy zamknięte" - przeczytałam. Rozczarowana ze złością szarpałam za klamkę i już miałam odejść, gdy wyszedł jakiś chłopak. Powiedział, że dziś zamknięte. Uśmiechnęłam się smutno i z żałością w głosie oznajmiłam, że ja przyjechałam z daleka i tak bardzo chciałam zobaczyć to miejsce. Konspiracyjnie pozwolił mi wejść, tylko miałam zachowywać się cicho. Samotna stanęłam na scenie, na…