Erotyka · 10 min czytania
OPOWIADANIA EROTYCZNE (cz. 3)
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
OPOWIADANIA EROTYCZNE (cz. 3)
"Było chłodne zimowe popołudnie. Słońce już od godziny tkwiło gdzie pod choryzontem, więc peron dworca owietlały gęsto ustawione latarnie. Z megafonów dobiegał kobiecy głos: - Pocišg ekspresowy do Wrocławia odjedzie z toru czwartego przy peronie trzecim. Dorota przyspieszyła kroku. Ostatnie zebranie przecišgnęło się nieco, ale jednak zdšżyła. Na szczęcie złapała taksówkę. Szybko dotarła na stację i kupiła bilet. Teraz zwinnie wskoczyła do wagonu, oznaczonego cyfrš 6, odszukała swoje miejsce w pustym jeszcze przedziale i zdjęła futerko. Spojrzała na siebie z uczuciem niekłamanej satysfakcji. Trzydziestka za pasem, inne w tym wieku dorobiły się obwisłych piersi i tłuszczu wokół pępka, lecz ona zachowała nienagannš figurę. Biust ostro rysował się pod bluzkš, talia wcinała się głęboko. Pełne i zgrabne nogi w niewielkim stopniu odgrywała krótka dżinsowa spódniczka. Zawsze podobała się mężczyznom. Nieraz słyszała, że wyglšda wyzywajšco, i wielu miało ochotę, by wzišę jš natychmiast gdziekolwiek. Podniecało jš to. "Szkoda, że przedział jest pusty" - pomylała. Wcisnęła się w kšt, założyła nogę na nogę i zajęła się lekturš kupionego dzień wczeniej czasopisma. Lubiła te delegacje. Na miejscu było nieznonie. Gruby i wiecznie spocony szef widrował swoimi małymi oczkami jej sylwetkę, a koleżanki cišgle rozmawiały o dzieciach albo o zakupach. Trudno było wytrzymać. W cišgu trzech lat szkoleń zebrało się już stałe towarzystwo, które bawiło się zawsze w hotelowej restauracji lub wyruszało na miasto. Tańce, trunki, rozmowy, miech. Było wesoło. Dorota nie zwišzała się z nikim. Owszem, lubiła przestawać z mężczyznami, ale ceniła wiernoć. Z przerażeniem jednak zauważyła, że coraz trudniej jej walczyć z narastajšcym pragnieniem. Zawsze szybko przykuwała uwagę każdego "nowego" w towarzystwie. Lubiła patrzeć, jak nieudolnie ukrywa podniecenie, jak błšdzi po niej spragnionymi oczami, jak kręci się w fotelu, by ukryć twardniejšcš męskoć. Sama czuła wówczas, że wilgotnieje jej łono, a oddech staje się szybszy. Przyjemne ciepło rozchodziło się po podbrzuszu, gdy na parkiecie muskularny i wpatrzony w niš tancerz ocierał się o jej sterczšce piersi. Raz trafił się taki jeden, który okazał się nad wyraz uparty. Miał na imię Franek i pochodził z Pomorza. Dorota rozpaliła go niemal do czerwonoci i nie chciał ustšpić. Stwierdził, że musi jš mieć, bo inaczej gotów jest zrobię jakie głupstwo. W ostatniej chwili wybawiła wtedy Dorotę z opresji Justyna - jej koleżanka z pokoju. Jej zwykły partner tym razem nie przyjechał, więc miała czas. Czego się nie robi dla przyjaciółki? Dorota nigdy nie zapomni tej nocy. Leżała na swoim łóżku i spoglšdała ukradkiem na to co działo się pod oknem. Para kochanków płynęła po rozległych wodach seksu. Justyna leżała na wznak z rozłożonymi szeroko nogami. Miała przymknięte oczy i rozchylone usta. Mężczyzna dyszał ze zmęczenia i rozkoszy. Głaskał dłońmi jej piersi, a ustami penetrował każdy centymetr ciała. Szybko i gwałtownie wbijał się w jej krocze. Uderzał jak młotem, za każdym razem wydajšc z siebie cichy jęk... Po kilku godzinach obudziło Dorotę nowe widowisko. Twardy męski członek atakował tym razem od tyłu klęczšcš dziewczynę. Dłonie Franka mocno trzymały jej biodra, jakby w obawie by mu się nie wymknęły. Patrzył na liczny tyłeczek, wypięty i zachęcajšcy go do działania. Twarz Justyny wyrażała przyje- mnoć graniczšcš z ekstazš, co podkrelały jej rytmiczne, ciężkie westchnienia. Ręce pieciły łagodnie nabrzmiałe brodawki, a poladki Justyny trzęsły się od coraz szybszych męskich uderzeń. Franek dyszał głono, aż w końcu wysunšł się z niej i kilkoma ruchami ręki doprowadził się do orgazmu. Białe nasienie strzyknęło obficie na plecy Justyny. Oboje z trudem łapali powietrze i wkrótce opadli na pociel. Dorota prężyła się wtedy pod kołdrš i tarła palcem swój wzgórek rozkoszy. Cała zlana była przyjemnym, słonawym potem. Chwilami żałowała, że nie leży na tamtym łóżku. Rano jednak była dumna ze swojej stanowczoci i z tego, że Piotr jest wcišż jej jedynym. Hamulce zgrzytnęły. Wagonem szarpnęło do przodu. Dorota zerknęła za okno. "Jaka stacja" - pomylała. Na korytarzu rozległy się powolne kroki. Silna dłoń otworzyła drzwi i do przedziału wszedł wysoki młody mężczyzna w czarnym wełnianym płaszczu. - Dobry wieczór - rzucił sucho i usadowił się na przeciwległej ławce. Dorota skinęła uprzejmie głowš, przymknęła oczy i oddała się swym rozmylaniom. Ostatnio nie najlepiej układało jej się