Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

fantastyka · 8 min czytania

Opowiadania z Wieloświata: Matka Zieleń cz. 4

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Słońce zalewało świat, parząc pracujących w polu niemiłosiernym gorącem. Młoda Polanka kopała ziemniaki, ocierając spocone czoło ubłoconym rękawem od lnianej bluzki.

Wstała, żeby wyprostować plecy. Z czoła spływały jej gorące, parujące krople. Miała wrażenie, że pot pali jeszcze mocniej niż samo słońce.

Zakasłała. Wznoszący się z wysuszonej ziemi pył oblepiał nozdrza i gardło. Spojrzała na oddalone rodzeństwo, rozmyte w ścianie z falującego powietrza. Młodzi śmiali się i śpiewali, tak jakby upał wcale im nie doskwierał.

Polanka zakasłała ponownie – tym razem gwałtownie. Szarpnięta konwulsją zachwiała się na nogach i wypluła wydzielinę. Krew i ropa rozbryznęły się na ziemi. Świat nagle stracił kontury i pociemniał.

Upadła. Ból eksplodował w całym ciele, szarpiąc drgawkami. Nie mogła zawołać nikogo po pomoc.

Poddała się. Bezkształtne obrazy mieniły się feerią błysków. Słońce przestało parzyć – wszystko przestało…

***********************************************************

– Jak to nie wiecie, co to za choroba! – wywrzeszczał Angeren do stojących w rzędzie cyrulików sprowadzonych do osady. Przed szereg wyszedł najstarszy stażem medyk.

– Żaden z nas nie widział takiego moru, wodzu Angerenie: wpierw narastająca gorączka, potem zarażeni krwawią z każdego otworu w ciele, a na koniec umierają w drgawkach.

Wódz doskoczył do niego niczym rozjuszony niedźwiedź.

– Wiem, co się z nimi dzieje, szarlatanie! Lekarstwa mi potrzeba, a nie gadania! – Puścił kołnierz przerażonego cyrulika.

– To ci poganie i ich klątwy… Ekhe… – kaszlnięcie przerwało oskarżenia kapłana – To ich czary tę czarcią zgniliznę rozsiewają.

– Ojcze, to bzdury! – wtrącił się Berg – Oni też chorują, tak samo, jak nasi.

Drzwi zaskrzypiały pociągle. Strażnik wprowadził wysokiego mężczyznę odzianego w lniane szaty i narzuconą na ramiona, wilczą skórę.

– Panie, Słowianin Radogost uparł się na spotkanie. Mam go odprawić?

– Niech zostanie. – Angeren usiadł, a raczej runął na krzesło za dębowym stołem i przetarł twarz wilgotną ścierką.

– Mów czego chcesz, człowieku! Tylko szybko. – Wołchw podszedł bliżej i upadł przed rządcą na kolana. Cerę miał bladą, a minę grobową.

– Dziś rano… – rozpoczął, patrząc z przerażeniem na siedzącego naprzeciw wodza. – Dziś rano moja matka, żona i wszystkie moje córki dostały gorączki.

Angeren wybałuszył oczy.

– Przyszedłem prosić, nie… Błagać, żebyś pozwolił nam iść do Zielonej Matki po pomoc: musimy iść do lasu.

– Głupota i ciemnogród! – żachnął się kapłan i podbiegł do Radogosta – Na kolanach do kościoła! O wybaczenie pro… Ekhe … prosić!

– Zamknij się klecho – zawarczał wódz, a kapłan wykrzywił twarz i cofnął się o krok, przecierając spoconą twarz zażółconym fragmentem habitu.

– Nie mogę – Angeren zwrócił się do klęczącego wołchwa. – Król Helmut nałożył blokadę na gród. Kusznicy mają strzelać do każdego, kto złamie zakaz – w jego głosie czuć było szczere współczucie.

Do izby wbiegła służka. Poruszenie wokół jej osoby sprawiło, że zwolniła do nerwowego kroku i podeszła do Angerena, pokłoniła się lekko i wyszeptała mu coś do ucha. Wódz widocznie zbladł, ale zachował kamienny wyraz twarzy.

– Co się stało, ojcze? – spytał Berg.

– Twoja Malit i matka dostały gorączki – wymienili z Radogostem te same, przerażone spojrzenia.

– Trzeba ją zabrać do lasu, do Matki! – zatrzeszczał papierowy głos. Wszyscy spojrzeli w stronę drzwi. Próg chaty przekroczyła mała, garbata istota i stanęła na chybotliwych nogach, wspierając się laską.

– Baba Wanga ¬– Radogost wstał i oddał jej głęboki pokłon.

– A ją kto tu wpuścił!? Wyprowadzić, i to już! – rozkazał Angeren. Gwardzista zrobił krok, a…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Opowiadania z Wieloświata: Matka Zieleń cz. 4 — czytnik · opowiadania